Śnieżny Skorpion
Notka Dodał(a): Kubak
23 lutego 2009
Dziczek na trasie
Dziczek z teamu B&K Herbapol rowerowanie.pl wygrał indywidualnie dystans 50 km w VIII Ekstremalnej Imprezie na Orientację „Skorpion”, rozegranej w miniony weekend w Batorzu nieopodal Lublina. Pokonanie trudnej, zaśnieżonej trasy zajęło mu prawie 13 godzin. "Domy i przejezdne drogi były sporadycznym widokiem na trasie" - pisze Dziczek w swojej relacji.

Relacja Dziczka:
Głównym organizatorem rajdu jest klub Inochodziec z Lublina. Okoliczne tereny są wymarzone do zorganizowania takiego rajdu. W tym roku baza Skorpiona znajdowała się w Batorzu, gminie, która liczy jedynie 3,5 tys. mieszkańców, dzięki czemu domy i przejezdne drogi były sporadycznym widokiem na trasie.
Tam idziemy
Uczestników dystansu 100 km, którzy startowali w piątek wieczorem, przywitał na trasie siarczysty mróz (około -20 stopni). Na „pięćdziesiątce" było łatwiej - wystartowaliśmy w sobotę o godz. 8:00, przy pięknej, słonecznej pogodzie.
Zdecydowanie wybrałem własny wariant i postanowiłem się trzymać tego, co wymyślę, nie poddając się presji otoczenia. Szybko przekonałem się, że łatwo nie będzie. Na polach i w lasach było bardzo dużo śniegu, na szczęście pewną wskazówką były ślady nart osoby rozstawiającej punkty.
Prowadziłem pięcioosobową grupkę. Teren zdobywaliśmy powoli, ale punkty odnajdywaliśmy bez problemu. Na PK (punkcie kontrolnym) nr 4 moi towarzysze, którzy zostali przy punkcie stowarzyszonym, zniecierpliwieni długim oczekiwaniem na mnie zapisali ten punkt na karcie. Tymczasem PK 4 był jakieś 250 m dalej. Ten punkt też potwierdzili i uzyskałem 10-minutową przewagę.
Kluczowym dla wyników rywalizacji okazało się narzucenie ostrego tempa. Trzeba było wyprzedzić pozostałych zawodników przed zadaniami specjalnymi, ponieważ tam zwykle tworzą się zatory i można pogrzebać szanse na dobry wynik.
Z pewnymi problemami nawigacyjnymi dotarliśmy do pierwszego zadania specjalnego na PK 5. Byliśmy za pięcioosobową grupą, ze stratą 3 min. Zadanie specjalne, czyli strzelanie z wiatrówki do baloników miało być rozstawione od godz. 9:00, ale "przyszło" do nas po pół godziny czekania, czyli około 11:40. Zdążyliśmy już porządnie zmarznąć. Pierwsze dwa moje strzały to dwa pudła. Zostały mi trzy śruty i nadal trzy baloniki. Zrobiło się gorąco, bo za każdy pozostawiony balon było 20 minut kary. Długo mi to zajęło, nie mogłem jakoś przymierzyć się do tego karabinka, ale w kocu się udało! Ostatnie trzy strzały celne.
Ruszyliśmy do następnego zadania specjalnego na PK 7. Goniliśmy też grupkę, która nam uciekła. Na PK 6 dotarliśmy razem, przed "siódemką" daliśmy się znowu minimalnie wyprzedzić, ale trzymaliśmy kontakt wzrokowy. Pełna mobilizacja, wyprzedzanie i bieg do PK 7. Ten punkt również nie był gotowy. Po 7 minutach oczekiwania mogliśmy przystąpić do przechodzenia po linie na drugą stronę jaru. W połowie drogi trzeba było "podbić" punkt, co nie było wcale prostym zadaniem.
Byliśmy jednak na prowadzeniu i zyskaliśmy dużą przewagę.
Po PK 8 odwiedziliśmy sklep, ponieważ mnie kończył się napój, a i moi towarzysze również chcieli coś kupić.
Dalej szło bardzo dobrze, aż do PK 12, gdzie straciliśmy dużo czasu, ponieważ zgubiliśmy drogę. Już od dłuższego czasu trenowaliśmy sprawność Winetou czyli tropienie śladów innych zawodników, ale przed PK 12 jakoś nam ślady umknęły i ruszyliśmy w stronę niewłaściwego jaru.
Przed PK 13 musieliśmy wyjąć "czołówki". W okolicach tego punktu zebrało się sporo osób, niektórzy z trasy 100 km, inni nie zaliczający wszystkich punktów z trasy 50 km. Ponieważ byliśmy już bardzo zmęczeni, nie zastanawialiśmy się długo, tylko zaznaczyliśmy punkt stowarzyszony z PK 13 (daje to zaliczony PK 13 i karę 25 min.). Za PK 13 dogonili nas koledzy, z którymi szliśmy na początku w piątkę. Brakowało im jedzenia i picia. Opadali z sił. Na szczęście mieliśmy zapasy i mogliśmy się podzielić. Chwilę później odwiedzili jeszcze pobliski dom i dostali wodę i kanapki z serem.
Znowu w piątkę brnęliśmy nocą przez pola. Dogoniliśmy kogoś przy PK 14, ale rączo ruszył w dalszą drogę. To samo przy PK 15 i ostatnim PK 16 oddalonym już tylko o 2 km od mety. Postanowiliśmy nie dawać za wygraną i ruszyliśmy za nim biegiem. Wyprzedziliśmy go. Był to zawodnik z trasy 50 km, który jednak nie zaliczał wszystkich punktów dlatego znalazł się przed nami.
Zaprzyjaźniony Mix
Na mecie zameldowaliśmy się o 21:20, z bonusem czasowym za oczekiwanie na zadania specjalne (około 30 min. za czekanie na strzelanie i 7 min. za czekanie na most linowy). Tu również jak się okazało organizator zaliczył nam różne bonusy i w efekcie zaprzyjaźniony mix, zamiast 10 min. za mną, znalazł się 13 minut przede mną.
Udało mi się jednak zwyciężyć na trasie 50 km, które pokonałem z najlepszym czasem, biegnąc i idąc przez lasy, pola, jary i wąwozy w bardzo miłym "zmiksowanym" towarzystwie.

Galerie:

galeria elawinii

galeria Tomasza Kogucika

galeria leniwce.pl

galeria Anety Podgórskiej

galeria Dariusza Bogumiła

galeria Natalii Domin

Media o Skorpionie:

Dziennik Wschodni: Rywalizowali w zawodach na orientację

Radio Lublin: Ekstremalna Impreza na Orientację

Radio Lublin: Batorz >> Skorpion dla odważnych

Radio Lublin: Bieg na orientację na Roztoczu

Relacje uczestników:

relacje na forum leniwce.pl

relacja na blogu "Długi dystans"

relacja na roztocze.com

relacja na forum napieraj.pl

Ocena: (1)
4 komentarzy · 3664 czytań ·
Komentarze
23 lutego 2009 21:46:26
BRAWO! Tak trzymać B)
26 lutego 2009 14:54:05
Dziczek cicha woda :)
Może byś puścił parę jaką tą kiełbasą się szprycujesz :D
26 lutego 2009 16:05:13
Byłem zadekowany u teściowej i stąd ten wynik. Przed rajdem i po rajdzie pyszne domowe wędlinki i inne smakołyki. Na trasie miałem też andruty (wafle przekładane masą) domowej roboty. Z koksu na trasie miałem tylko Isostara, a później napój Caprio, bo Isostar wyszedł, a na zagrychę Prince Polo i KitKat'a :D
28 lutego 2009 19:36:29
Ano, Skorpion odbywał się w moich rodzinnych stronach. Mama rzadko ma Dziczka w swoich rękach, więc go wykarmiła fest :)))
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.