Aktualności

Damy radę!! - czyli o wycieczce na Lubań - 22.10.2005

Artykuł Dodał(a): Ferdynand triathlon
14 stycznia 2006

Decyzja o naszym wyjeździe na Lubań zapada na kilka dni przed jej odbyciem. Od samego początku byłem sceptyczny co do trasy jaką zaplanował MiśQ: Rabka-Turbacz-Lubań-Tylmanowa-Szczawa-Mszana-Rabka; mieliśmy pokonać: 100km - niby nie dużo, ale połowa z tego po górach przy jesiennym krótkim dniu. Ale cóż nie było dyskusji; w sobotę 22.10.05 jedziemy i już! W porządku myślę sobie damy radę! Nie był to zresztą nasz pierwszy wspólny wyjazd w Gorce gdyż rok temu w tym samym czasie na przełomie października i listopada wybraliśmy się wspólnie z Rabki na Gorc przez Turbacz i z powrotem. Ale cóż myślę sobie: jak Michał przejedzie to ja też nie będę gorszy: ja też dam radę!

1 komentarz · 3164 czytań ·

Coś dla twardzieli - 19.09.2005

Artykuł Dodał(a): Piotr Furmański furman
13 stycznia 2006

Wstałem o godz. 4,30 żeby się oporządzić. Szybkie spojrzenie za okno i zostałem pozbawiony złudzeń. Lśniące w blasku latarni kałuże, po których promieniście rozchodziły się kółka od uderzeń kropel deszczu mówiły same za siebie. Wyjście z domu bardzo nieprzyjemne i tylko pełne zdumienia spojrzenie przypadkowo spotkanego sąsiada z drugiej klatki. Robert zaspał. Gdy po kilku minutach oczekiwania zadzwoniłem do niego to wykazał się dużym hartem ducha. Na stopień wodny w Dąbiu przyjechał z Pychowic w około 30 minut. Ludzie - czapki z głów. Żeby w zimny i deszczowy, wrześniowy poranek w ciągu 30 minut wyskoczyć z łóżka, wrzucić coś na ruszt, zrobić jakiś prowiant, ubrać się, spakować potrzebne rzeczy i dojechać na miejsce zbiórki to trzeba być naprawdę naprawdę być speed-em.

1 komentarz · 2553 czytań ·

Pogórze Przemyskie - rowerowa włóczęga - czerwiec 2005

Artykuł Dodał(a): Piotr Furmański furman
13 stycznia 2006

Wyjazd w Pogórze Przemyskie chodził mi po głowie już od bardzo długiego czasu. Pagórki, lasy, szutrowe drogi, nieistniejące wioski, czyste rzeki, bujna przyroda .To wszystko spodziewałem się tam zastać i nie zawiodłem się. Podczas planowania przebiegu tej wycieczki napotkałem wiele problemów, które w pewien sposób miały wpływ na jej charakter. Głównym okazały się noclegi. Wspomniana okolica jest bardzo uboga w infrastrukturę turystyczną ( i bardzo dobrze ) więc siłą rzeczy zmuszony byłem do zabrania namiotu.Co za tym idzie na rowerze wyposażonym w bagażnik zawiesiłem sakwy gdyż stwierdziłem, że nie warto obciążać pleców. Sakwy oczywiście zostały załadowane w minimalnym stopniu lecz i tak tył roweru zrobił się ciężki i jazda terenowa była bardzo utrudniona. Było nas dwóch na tej wycieczce, razem ze mną jechał kumpel z CYKLOKRAKA(Pit), z którym wspólnie startujemy w maratonach.Mieliśmy tydzień czasu lecz już od początku było wiadome, że najpóźniej w czwartek kończymy wycieczkę gdyż przed nami był najcięższy maraton w sezonie ...Kościelisko.

0 komentarzy · 3153 czytań ·

Maraton w Karpaczu - 30.04.2005

Artykuł Dodał(a): Piotr Furmański furman
11 stycznia 2006

Kolejny maraton. Tym razem to już nie przelewki. W Karpaczu czeka na mnie ciężka, górska trasa o sumie podjazdów prawie 3200 metrów. Zdaję sobie sprawę, że to nie to samo co Łomianki. Tutaj waga odgrywa bardzo dużą rolę, no a z tym nadal u mnie nie jest optymalnie. Jednak czuję się mocny i będę próbował zmieścić się w limicie czasowym wjazdu na drugą pętle.

Wszystko dopięte na ostatni guzik. Na starcie sporo znajomych, czas upływa szybko. Pogoda odpowiednia do jazdy na rowerze. Start następuje punktualnie. Jazda ulicami Karpacza szybko mija i zaczyna się teren. Jest ciasno ale bezpiecznie gdyż wąskie i kręte uliczki nie pozwalają na osiąganie dużych prędkości. I tutaj popełniam pierwszy błąd. Odpuszczam trochę początek i daję się wyprzedzić wielu osobom. Rozpędzony peleton hamuje przed stokiem narciarskim. Nie ma szans na podjechanie tego odcinka.

0 komentarzy · 3376 czytań ·

Maraton w Łomiankach - 17.04.2005

Artykuł Dodał(a): Piotr Furmański furman
10 stycznia 2006

To miał być test. Solidnie przepracowana zima, walka z wagą, godziny spędzone na trenażerze. Teraz, tutaj, właśnie w Łomiankach miałem dostać odpowiedź czy warto było wszystko to robić. Czy warto było walczyć z niechciejstwem, ze słabościami, z lenistwem. Nie oczekuję cudów, chcę po prostu pojechać maraton, ukończyć długi dystans i zająć miejsce w połowie stawki.

Zaczęło się niestety pechowo, w tygodniu przed maratonem dopadła mnie infekcja. Katar, ból gardła, kaszel, ogółem totalne rozbicie. Na szczęście obeszło się bez gorączki, a moje zabiegi paramedyczne przyniosły na tyle poprawę, że mogłem w niedzielę bez dyskomfortu pojechać do Warszawy. Wyjazd nastąpił o godz. 4 rano z Krakowa. Było nas dwóch, dwóch Piotrków ujeżdżających rowery marki Kelly's.

0 komentarzy · 2384 czytań ·