Strach spiął mięśnie i po skręcie w lewo narty wyjechały spode mnie. Lewa wypięła się natychmiast zostając na pasku. Prawa na szczęście tkwiła przy bucie. Zsuwałem się żlebem w dół mając perspektywę ślizgu się po 200-300 metrowej ściance. Bałem się, ale nie panikowałem. Myśli mówiły. Byle nie przyspieszyć, jedynym narzędziem do hamowania była narta, którą należało jak najszybciej postawić w poprzek stoku. Udało się. Po kilkunastu metrach zatrzymałem się. Nie chciałem naruszyć wątłej równowagi ciała opartego o stok. Żałuję, że nie miałem czekanu. Czekałem więc. Z góry nadjechał PePe. – No to potrzebny nam jest rescue plan - rzekł spokojnie.
Artykuły
- Maratony rowerowe i zawody XC 86
- Nasze wyjazdy i treningi 18
- Porady, testy, opinie 13
- Rajdy na orientację i inne zawody 13
- Turystyka krajowa na rowerze 20
- Turystyka piesza 9
- Turystyka zagraniczna na rowerze 32
- Wszystkie 191
Raki w lodzie i zimne foczki
Ocena:
(0)
20 lutego 2011
Cel wyprawy był jasno określony – Kasprowy Wierch, ale jak życie pokazało, do celu mogą prowadzić zgoła odmienne drogi. Ale to w końcu nie cel jest najważniejszy, ale właśnie DROGA.
Ta myśl wydaje się przyświecała Adamowi, czyli członkowi ekipy tarnowskiej, niezawodnemu przewodnikowi naszych wypraw. Już podczas naszej podróży do Zakopanego, Adam wspominał coś o zmianie trasy. Ta zaproponowana przez MiśQ-a wydawała mu się zbyt prosta i łatwa, jak na członków tej ekspedycji, w końcu było nie było maratonowych wyjadaczy i to z niebylejakiego cyklu. Miejsce zbiórki – parking pod skocznią.
Po 8.00 są już wszyscy członkowie wyprawy.
Ta myśl wydaje się przyświecała Adamowi, czyli członkowi ekipy tarnowskiej, niezawodnemu przewodnikowi naszych wypraw. Już podczas naszej podróży do Zakopanego, Adam wspominał coś o zmianie trasy. Ta zaproponowana przez MiśQ-a wydawała mu się zbyt prosta i łatwa, jak na członków tej ekspedycji, w końcu było nie było maratonowych wyjadaczy i to z niebylejakiego cyklu. Miejsce zbiórki – parking pod skocznią.
Po 8.00 są już wszyscy członkowie wyprawy.
Babia zrobiona na zielono
Ocena:
(2)
22 stycznia 2011
„Babia zimą” projekcik w ramach wątku sobotniej włóczęgi. Trochę turystyki, trochę przygody, mnóstwo zabawy. Po co się idzie w góry? Oczywiście dla piękna, majestatu itp., ale też żeby zobaczyć Macia rozłożonego w dętce od skody ciągniętej przez MisQ; trzy osoby idące na jednej parze nart w rytm „Lewa! Prawa!” na grzbiecie Babiej, albo Andego w pozycji bobslejowej mknącego w dół leśną ścieżką na luksusowym, plastikowym jabłku „Made in Germany”.
Skrzyczne Nocą Dwa
Ocena:
(0)
31 października 2010
Wjechać na Skrzyczne (1257 m.n.p.m) z Milówki, nawet nocą nie wydawało się wielkim wyczynem. Na maratonach pokonywało się wielokrotnie różne warianty trasy na ten szczyt. Zapowiadana przez PePe`go odległość: 50 km w górach ma swoją wagę, ale dla ekipy, która ukończyła dziesiątki maratonów nie powinna być problemem. Jedno mnie niepokoiło - rok temu odbyła się podobna wyprawa, która zakończyła się niepowodzeniem. Równie doświadczona ekipa zawróciła z trasy, uznając, że trudy są zbyt duże. Czy tym razem więc damy więc radę?
Tak to robią sąsiedzi.
Ocena:
(0)
08 września 2010
Słowacja leży tuż za miedzą i jak powszechnie wiadomo odbywa się tam co roku sporo maratonów MTB. Kraj jest bardzo górzysty, a społeczeństwo w powszechnej opinii pro- sportowe wobec czego można się spodziewać, że organizowane tam imprezy stoją na wysokim poziomie. Chociaż tak niedaleko to niewiele „biało-czerwonych” koszulek pojawia się na starcie tamtejszych imprez i siłą rzeczy równie mało można znaleźć rzetelnych informacji jak to robią sąsiedzi.
IronMan okiem leszcza - czyli relacja pita z V Iron Triatlon eXtremalna sobota Szczecin - 31.07.2010
Ocena:
(1)
12 sierpnia 2010
"Jak wieść niesie historia triatlonu sięga początków XX wieku i Francji. Tam zrodziły się zawody złożone z pływania, jazdy na rowerze i biegania połączone w jedną całość.
Kolejnym etapem w dziejach triatlonu są Stany Zjednoczone gdzie w roku 1974, w San Diego w Kalifornii odbyły się pierwsze zawody. Ich pomysłodawcami byli Amerykanin Jack Johnston i Don Shanahan, którzy rozwinęli popularne w Kalifornii zawody łączące pływanie i bieg. Na trasie długości 500 yardów pływania, 5mil jazdy na rowerze i 6 mil biegu wystartowało 46 osób.
Rozkwit popularności nastąpił kilka lat później na Hawajach, gdzie niejaki komandor John Collins sprzeczał się ze swoimi kolegami o to, który wyścig jest trudniejszy: czy pływacki wyścig Waikiki Rough na dystansie 3,8km, czy kolarski wyścig dookoła wysp Oahu długości 180km czy też bieg maratoński 42,2km w Honolulu. Salomonowym rozwiązaniem sporu była propozycja, aby wszystkie te zawody połączyć w całość i rozegrać jednego dnia.
Od tamtej pory każdy, kto ukończy ten wyścig w ustalonym limicie czasowym otrzymuje miano "Żelaznego Człowieka - (ang. Iron Man)".
Kolejnym etapem w dziejach triatlonu są Stany Zjednoczone gdzie w roku 1974, w San Diego w Kalifornii odbyły się pierwsze zawody. Ich pomysłodawcami byli Amerykanin Jack Johnston i Don Shanahan, którzy rozwinęli popularne w Kalifornii zawody łączące pływanie i bieg. Na trasie długości 500 yardów pływania, 5mil jazdy na rowerze i 6 mil biegu wystartowało 46 osób.
Rozkwit popularności nastąpił kilka lat później na Hawajach, gdzie niejaki komandor John Collins sprzeczał się ze swoimi kolegami o to, który wyścig jest trudniejszy: czy pływacki wyścig Waikiki Rough na dystansie 3,8km, czy kolarski wyścig dookoła wysp Oahu długości 180km czy też bieg maratoński 42,2km w Honolulu. Salomonowym rozwiązaniem sporu była propozycja, aby wszystkie te zawody połączyć w całość i rozegrać jednego dnia.
Od tamtej pory każdy, kto ukończy ten wyścig w ustalonym limicie czasowym otrzymuje miano "Żelaznego Człowieka - (ang. Iron Man)".
MTB Maraton Głuszyca 2010
Ocena:
(0)
03 sierpnia 2010
Od początku nastawiałem się na bardzo trudny wyścig i chciałem tylko ukończyć. No dobra, ukończyć szybciej niż rok temu. ;) Nie wiem czy trasa była taka sama, ale chyba bardzo podobna, podobny dystans i przewyższenia. Tuż przed wyjazdem okazało się, że tak jak rok temu SID zastrajkował i byłem zmuszony założyć starego, pięknego Bombera Z2, niestety bez blokady. Postanowiłem, że ma być miękki i pracować, a nie twardy i się nie uginać i to raczej była dobra decyzja.
Start był o dziwo dość spokojny. Dużo ostatnio odpoczywałem to i tętno kręciło się bardzo wysoko. Pierwszy podjazd jechałem mocno, ale nie na maksimum i poszedł całkiem nieźle, wg sportchallenge byłem 38. open. I tu bajka się skończyła, czego zresztą się spodziewałem.
Start był o dziwo dość spokojny. Dużo ostatnio odpoczywałem to i tętno kręciło się bardzo wysoko. Pierwszy podjazd jechałem mocno, ale nie na maksimum i poszedł całkiem nieźle, wg sportchallenge byłem 38. open. I tu bajka się skończyła, czego zresztą się spodziewałem.
Jak to było w Międzygórzu
Ocena:
(2)
18 lipca 2010
Tym razem zdecydowałem się na start na dystansie GIGA. Nie było to moje pierwsze giga jak sądziło sporo osób, bo parę lat temu (2007) w Krakowie (95km, BikeMaraton Grabek) już taki dystans jechałem. Dystans na mega został mocno skrócony (44km) więc postanowiłem trochę więcej czasu spędzić podziwiając piękne okolice Międzygórza.
Spokojniejszy niż na mega start, koło mnie sporo zielonych. Lesław i Miki choć startowali z tyłu już po chwili oddalają się ekspresowym tempem, podobnie i Maciu. Udaje mi się nadążać za Skrzynią. Pokonuję za nim pierwszy podjazd i zjazd. Na następnym już mi ucieka… trudno, trzeba jechać swoim tempem, trochę czasu na trasie się spędzi.
Spokojniejszy niż na mega start, koło mnie sporo zielonych. Lesław i Miki choć startowali z tyłu już po chwili oddalają się ekspresowym tempem, podobnie i Maciu. Udaje mi się nadążać za Skrzynią. Pokonuję za nim pierwszy podjazd i zjazd. Na następnym już mi ucieka… trudno, trzeba jechać swoim tempem, trochę czasu na trasie się spędzi.
Mój Transalp - czerwiec 2010
Ocena:
(1)
13 lipca 2010
Pierwsze myśli o wyjeździe w Alpy miałem już w ubiegłym 2009 roku, kiedy w trakcie luźnych rozmów, Dziczek – zielony ekspert w eksplorowaniu różnych zakątków Europy zasiał we mnie ziarenko ciekawości jak to jest podjeżdżać alpejskimi trasami takimi jak np. Gross Glockner Hochalpen Strasse.
Kiedy na początku 2010 r. forumowicz Outsider zaproponował przejechanie trasy Transalpu (z austriackiego ST. Anton/Flirsch na znajdujące się we Włoszech jezioro Garda) uznałem ze jest to wystarczający impuls i okazja żeby swoją ciekawość zaspokoić.
Moje pierwsze szosowe koty za płoty - Road Maraton o Puchar Ustronianki Ustroń - 15.05.2010
Ocena:
(2)
27 maja 2010
Za namową Marcina wybrałem się na swój pierwszy maraton szosowy.
Nie żebym nagle zapragnął zostać szosowcem - nie, nic z tego. Dałem się tam zwabić z kilku powodów. Pierwszym z nich jest moja i Marcinowa cicha rywalizacja sportowa w obecnym sezonie. Do tej pory w naszym wspólnym rankingu po zabierzowskim biegu ku Rogatemu Ranczu i biegowym półmaratonie w Żywcu był remis 1:1, kolejnym powodem było sprawdzenie w warunkach bojowych mojego nowego nabytku - 30-letniej szosówki
Nie żebym nagle zapragnął zostać szosowcem - nie, nic z tego. Dałem się tam zwabić z kilku powodów. Pierwszym z nich jest moja i Marcinowa cicha rywalizacja sportowa w obecnym sezonie. Do tej pory w naszym wspólnym rankingu po zabierzowskim biegu ku Rogatemu Ranczu i biegowym półmaratonie w Żywcu był remis 1:1, kolejnym powodem było sprawdzenie w warunkach bojowych mojego nowego nabytku - 30-letniej szosówki









