Maraton Mazovia Leszno 8.10.2006
Dodane przez 'kasia' dnia 09 października 2006 14:09:54
Leszno, Puszcza Kampinoska 8 październik 2006
Ukończyłam swój czwarty maraton, drugi na piachach, a ostatni w tym sezonie, szkoda, bo właśnie się rozkręciłam. Do mety (mega 50km) dojechałam cała i zdrowa, rower niestety trochę ucierpiał(...)
Na starcie o 10.00, nie zajęłam strategicznej pozycji i to był błąd, jak się później okazało. Ruszył optymistyczny tłumek, po trupkach, byle do celu. Selekcja wstępna przebiegała niezbyt sprawnie w porównaniu do pierwszego podjazdu w Istebnej, na którym każdy szybko odnalazł swoje miejsce w szeregu.
Pierwsze kilometry Maratonu Mazovii to droga przez wydmy, z którymi jeszcze nie mam zbyt dużo doświadczenia, wiec nie mogłam doczekać się wjazdu do lasu i wąskich ścieżek między drzewami. które wydawały mi się (przynajmniej z opisu trasy) bardziej przyjazne. Doczekałam się i po kilku kilometrach razem z dziarską gromadką wjechałam do lasu, gdzie na wąskiej ścieżce szybko zrobił się korek.
Poruszając się z prędkością bliską zero na godzinę zostałam przytłoczona rowerkiem z rowerzystą (swoje musiał chłopak ważyć), wyglądało jak reakcja łańcuchowa, jedno ogniwko straciło równowagę (...)
Pozbierałam się szybko i ruszyliśmy leśnymi ścieżkami, byle do pierwszego asfaltu. Coś mi forma spadla, pomyślałam, ze to tyko przez męcząca jazdę w piachu i pomknęłam szosą. Blokując amortyzator (w celu OGIEŃ) zauważyłam, ze moje przednie koło podejrzanie rusza się na boki. Hamuje, bo coś ewidentnie nie gra, sprawdzam hamulce z przodu, które blokują oponę. Przyjazny człowiek, który się zatrzymał doradził że musze jechać po prostu bez przedniego hamulca, ale że nie jest on w sumie potrzebny! To było przed 10km, więc poczułam się trochę nieswojo, ale zgodnie z zasadą NIE HAMUJ pojechałam dalej.
Obserwacja trasy przebiegała niezbyt dokładnie, bo byłam skoncentrowana na tym, żeby nie hamować, a przynajmniej nie lewym hamulcem. Głównie droga prowadziła przez las, szybsze drogi i wąskie kręte leśne ścieżki urozmaicone odcinkami piachu, kilka malowniczych miejsc, przejazd przez mostek utkwił w pamięci; wydmy piaszczyste to rozgrzewka i zakończenie maratonu. Raczej płasko, tylko kilka bardzo krótkich i ostrych podejść w piachu wsypującym się do butów. Aura sprzyjała, picia i jedzenia nie brakowało. Jestem bardzo zadowolona, przede wszystkim kolejny ukończony maraton, a doświadczenie przyda się w nowym sezonie, zwłaszcza taktyka jazdy w tłumie.
Dojechałam na metę z czasem 2h52, według nieoficjalnej klasyfikacji w swojej kategorii (mój ostatni maraton K2) byłam na 9 miejscu. Cieszę się oczywiście, ale będzie lepiej! Motywacja do zimowego treningu jest!
Szkoda, ze Puszcza Kampinoska jest tak daleko, bo fajnie by było zrobić wypad w piachy dla odmiany. Na początku było mi trudno, ale jak się już zaaklimatyzowałam to od około 15km zaczęło mi się całkiem podobać.
Mimo poniesionych strat, zapewniam, że było warto!