Tatry Tour
Dodał(a): Andy
03 września 2013
Ekipa przed startem
Na starcie Tatry Tour stanęło 6 osób, w tym 5 zielonych. Liderem byłem ja , a na trasie wspierali mnie: Furman, Kubak , Marcus, MiśQ oraz Sławekg, który pojawił się na występach gościnnych. Wyścig rozpoczęliśmy zaraz po wybiciu godziny dziewiątej przez dzwony kościelne w Chochołowie . Poranek był rześki, ale czyste niebo i dogrzewające słońce zapowiadało przyjemną wycieczkę.

Rozpoczęliśmy spokojnie, aby nie przegrzać się na pierwszych podjazdach. Po minięciu Zuberca zaczęliśmy długi podjazd, który miał zakończyć się atrakcyjnym zjazdem seprentynami w kierunku Lipovskiego Mikulasza. Niestety po minięciu zjazdu do wioski Huty, na przeciwko restauracji Holica nasza wspinaczka została zastopowana. Okazało się, że tak naprawdę jedyna droga, została zamknięta w związku z „rally” czyli wyścigiem samochodowym odbywającym się na naszej trasie. Już wcześniej były oznaczenia z zakazem wjazdu, ale co mogło powstrzymać rowerzystów na drodze. Niestety próby negocjacji ze Słowakami nie przyniosły rezultatu, zresztą nierozsądnym byłoby rywalizować z samochodami na tej samej trasie. Nagle radość minęła, ale trudno było załamywać ręce. Zaraz potem szukaliśmy w głowach jakiegoś rozwiązania, ... i znaleźliśmy. W Holicy oprócz uśmiechów miłych Słowaczek, w ogóle niezorientowanych w terenie, udało się dostać mapę, która pokazywała objazd. Jeden mały szczegół, objazd to trasa zdecydowanie pod rowery MTB, a nie pod rowery szosowe.
Przełaj
Jedynie Markus ze swoimi grubymi slickami w góralu mógł czuć się bardziej komfortowo.

Zanim zjechaliśmy do miejscowości Huty pożegnaliśmy Kubę, który dostał na słuchawki informację tzw. team order, że swoją pracę dla lidera już wykonał i może spokojnie wykorzystać dalszą część dnia wg własnego uznania.

Objazd z mapy to Dolina Kwaczańska, która okazała się bardzo atrakcyjna i nie taka straszna jak można było oczekiwać. Co prawda były elementy przełajów, MTB, ale to z takim terenem potrafimy sobie radzić. Na trasie dodatkową atrakcją była pomoc dla „wozu technicznego” ze Słowacji, który utknął na trudnej, wąskiej i nie autoryzowanej dla samochodów ścieżce.
Objazd zakończył się w Litpovskiej Sielnicy i wtedy Team zaczął mocno pracować aż do Litpovskiego Hradoka, czasami tak mocno że Lider miał kłopoty. W międzyczasie minęliśmy uczestników zawodów biegowych, a potem centrum Liptovskiego Mikulasza . W Liptovskim Hradoku pierwsza dłuższa przerwa m.in. na posiłek regeneracyjny i wygrzewanie w pełnym słońcu. Dalsza trasa biegła w kierunku Szczyrbskiego Plesa. Na początku płasko, a później lekko, ale cały czas pod górę.
W kierunku Szczyrbskiego Plesa
Droga ciągnęła się i ciągnęła, więc pomocnicy Lidera postanowili wcześniej sprawdzić co słychać wyżej. Marcus oraz Lider czyli ja poruszaliśmy się równym tempem, ale chyba zdecydowanie wolniejszym niż pozostała trójka. Po prostu nie ulegaliśmy zrywom harcowników. Cała przewaga uciekinierów została przez nich roztrwoniona przed Szczyrbskim Plesem, kiedy nierozważnie zaczęli przygladać się trenującym nartorolkowcom. W Szczyrsbkim Plesie przywitały nas tłumy, ale niedługo potem okazało się, że nie czekali na nas; przybyli tam z innych, nieznanych nam powodów

Dłuższa przerwa i obiad rozleniwiły nas trochę, ale kiedy ruszyliśmy w dalszą trasę pomocnicy Lidera ostro wzięli się do pracy. Było bardzo przyjemnie i szybko, po lewej piękne widoki na Tatry Wysokie, po prawej Popradzka Kotlina, a przed nami droga prawie cały czas w dół.
Zółta koszulka lidera <img src='/images/smiley/usmiech.gif' alt=':)' class='inline' />
Sielanka jednak musiała się kiedyś zakończyć. Kiedy dotarliśmy w okolice Bielanskiej Jaskini, znów trzeba było przestawić przełożenia w rowerze i w głowie, aby zaliczyć kolejne podjazdy za Ździarem.

Furman, MisQ i Sławek znów szybciej ruszyli pod górę, aby przygotować trasę dla Lidera, ale niespodziewanie u Marcusa pojawiły się objawy przetrenowania. Zdradzę, że wcześniej przebywał na wysokogórskim zgrupowaniu w Gruzji i najwyraźniej to nie do końca pomogło podczas Tatry Tour. Ekipa będąc w stałym kontakcie telefonicznym uznała, że Marcus przejeżdżając ¾ trasy w pełni wywiązał się ze swoich zadań na rzecz Lidera i może już nie kontynuować jazdy. Lider pozostał sam, mając przed sobą czysta drogę. Mknął przed siebie, zawrotnym, własnym tempem, po swieżo nawilżonej, niepylącej trasie Nic nie stanowiło już problemu, a na podjeździe z Łysej Polany ścigał się traktorami, wiozącymi konie po ciężkim dniu pracy na trasie Palenica Białczańska- Morskie Oko. Kiedy rozpoczęły się zjazdy w kierunku Zakopanego już nic nie mogło zagrozić Liderowi. Dalej już tylko Zakopane, Kościelisko, Witów i upragniona meta w Chochołowie.

Wcześniej pasjonującą walkę w swoim małym wyścigu rozegrali pomocnicy Lidera. Od Zakopanego Furman narzucił niesamowite tempo. Przed metą było trochę szachów i taktyki, ale i tak nic nie było w stanie powstrzymać Furmana. Wygrał na mecie w Chochołowie przed Sławkiem i MisQ’iem.
To był długi dzień, ale warto było się trochę pomęczyć.

Ocena: (1)
0 komentarzy · 2462 czytań ·
Komentarze
04 września 2013 06:13:29
Nie ma to jak dobre poczucie humoru :)
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.