Artykuły: Turystyka zagraniczna na rowerze

Bałkańska pętla 14 dzień i epilog

Dodał(a): Piotr Furmański furman
Ocena: (0)
30 listopada 2014
Do końca wyprawy coraz bliżej, ta noc była przedostatnią na wyjeździe. Spało się przyjemnie, rano obudziło nas zaglądające do namiotów słońce. Bez pospiechu zwijamy biwak i zmierzamy w kierunku Splitu. Okolica robi się coraz bardziej cywilizowana i zaludniona. Pogoda dopisuje, w końcu świeci nam słońce. Do miasteczka Imotski dojeżdżamy bez większych przygód. Spędzamy tam pod marketem dużo czasu. Nie spieszy się nam więc spokojnie robimy zakupu, kawa, lody, zimna Cocta...mijają minuty i godziny. Gdy w końcu wsiadamy na rowery już mija południe. A wraz z południem zmienia się pogoda. Na niebie znów pojawiają się ciemne chmury, które straszą nas już samym wyglądem.

Żeby tego była mało to łapię kapcia w tylnym kole. Po bliższym obejrzeniu okazuje się, że puściła łatka na oponie, którą w ten sposób ratowałem kilka dni temu. W sumie i tak długo pociągnęła biorąc pod uwagę z jakim obciążeniem musiała się zmagać.
1 komentarzy · 3229 czytań ·

Bałkańska Pętla - 13 dzień - przed Mostarem - Mostar - za Mostarem

Dodał(a): Piotr Furmański furman
Ocena: (0)
01 listopada 2014
Noc minęła spokojnie. Pomimo bliskości drogi i obawy, że do opuszczonego domostwa ściągnie jakieś nieciekawe towarzystwo spało się nawet spokojnie. Blisko mamy źródło z czystą wodą,można powiedzieć, że śniadanie udało się zjeść w naprawdę komfortowych warunkach. Pogoda też wygląda na ciekawszą, cała dolina wprawdzie spowita mgłą ale czuć w powietrzu lepszą aurę. Przy pakowaniu znów incydent z myszą, słyszałem jak coś szeleści w workach na śmieci i zastanawiałem się czy to wiatr czy znów te wścibskie stworzonka. Jednak to drugie, czyżby tu ludzie nie bywali? Nie boją się nas w ogóle. Jedna jest tak paskudna, że usiłuje wleźć mi do sakwy.
1 komentarzy · 2107 czytań ·

Bałkańska Pętla - 12 dzień - Foca - Gacko - przed Mostarem

Dodał(a): Piotr Furmański furman
Ocena: (0)
15 września 2014
Dach się przydał. W nocy polewało kilka razy dosyć solidnie. Rano zachmurzone, wilgoć wisi w powietrzu. Szybko docieramy do granicy, żegnamy się z Czarnogórą i kolejny raz na tym wyjeździe wjeżdżamy do Bośni. Nie ma wiwatów, czerwonych dywanów, machających tłumów. Jest za to zachmurzone niebo, a pierwsze krople deszczu witają nas tuż przed miejscowością Foca. Na razie chowamy się pod sklepem, ale nie wytrzymamy tu długo. Foca okazuje się być zabitą dechami dziurą, tylko czekamy na okazję aby się stąd wyrwać. Wykorzystujemy przerwę w opadach i odpalamy nasze maszyny. Nie dojeżdżamy daleko, znów zaczyna mocniej padać. Tym razem chronimy się w w bufecie prze stacji benzynowej. Niebo zachmurzone całkowicie, zapowiada się dłuższe czekanie.
Wykorzystujemy tan czas na wypicie kawy, jakaś słodka przegryzka, podładowanie baterii w telefonach. Co chwilę zerkamy na zewnątrz wypatrując słońca.

1 komentarzy · 2515 czytań ·

Bałkańska Pętla - 11 dzień - Zabijak - Durmitor - jez.Pivsko - kawałek przed Foca

Dodał(a): Piotr Furmański furman
Ocena: (1)
23 sierpnia 2014
Dużo lepiej się spało niż ubiegłej nocy. Rano gdy tylko się obudziłem to zaraz wystawiam głowę i patrzę w niebo. Trudno powiedzieć, bo jeszcze bardzo wcześnie, zamglone i niewiele widać.
Jeszcze chwilę dosypiam, mija może godzina i już więcej nie mogę usiedzieć w namiocie. Pomału zabieram się do porannych czynności. Z namiotu Rafała też dochodzą już odgłosy życia, a po chwili wychyla się głowa, a za nią reszta ciała. Razem rozglądamy się wokół oceniając obecną pogodę. Nie jest źle, na pewno nie padało w nocy, a i teraz też się na to nie zanosi. Przez góry przewalają się stada mgieł, niekiedy wiatr rozwiewa jednak białą masę i wtedy pokazuje się niebo w pięknym, błękitnym kolorze.

Potężny masyw Durmitoru tkwi niewzruszenie na swoim miejscu. Ciągle przyciąga naszą uwagę, co jakiś czas któryś z nas odrywa się od obozowych prac i odwraca w kierunku gór obserwując je przez dłuższą chwilę.
1 komentarzy · 1950 czytań ·

Bałkańska Pętla - 10 dzień - gdzieś w górach - Kanion Tary - Zabijak

Dodał(a): Piotr Furmański furman
Ocena: (1)
14 sierpnia 2014
Co za noc. Nigdy więcej.!
Pucowało po namiocie tak, że ciężko było zasnąć. Kilka razy zapalałem czołówkę i z obawą rozglądałem się po swoim szmacianym domku czy nie puszcza wody. Na szczęście 13 letni Marabut stanął na wysokości zadania i po moich konserwatorskich zabiegach jakie przeprowadziłem przed wyjazdem mężnie stawiał czoło żywiołowi.Kilka razu budziłem się i znów zasypiałem kołysany monotonnym szumem deszczu padającego na namiot.

Rano sytuacja bez zmian. Nawet nie wystawiam głowy z namiotu, wystarczą mi same dźwięki dochodzące z zewnątrz. Jakoś dosypiam do 8 rano, sytuacja bez zmian, ale wyglądam na zewnątrz. Szybko chowam głowę, jest gorzej niż myślałem. Niebo zaniesione totalnie, zimno, paskudnie. Mijają minuty i godziny, zaczyna mnie już nosić. Co można robić zamkniętym w czterech ściankach na powierzchni 3 metrów kwadratowych? Doczytuję jakąś starą gazetę wziętą jeszcze z Polski, zerkam na mapę, coś tam notuję. Dochodzi 10 i nadal leje. Zaczyna się robić nieciekawie, już powinniśmy być w trasie, nasz plan wprawdzie nie był zbyt ambitny, ale zawsze lepiej być do przodu niż do tyłu. Lepiej poczekać na powrotny autobus kilka godzin niż spóźnić się 15 minut.
0 komentarzy · 2159 czytań ·

Bałkańska Pętla - 9 dzień - podjazd na Cakor - Cakor - Andrejevica - gdzieś w górach.

Dodał(a): Piotr Furmański furman
Ocena: (1)
03 sierpnia 2014
To nie była miła noc. Coś tam spałem, ale kilka razy budziły mnie głośne dźwięki samochodowych silników i jasne światła reflektorów przebijających przez cienkie ścianki namiotu. Jeszcze gorzej ten nocleg zniósł Rafał, który jak sam przyznał spał, a raczej czuwał z saperką w ręku. Nie dziwne więc, że wstajemy skoro świt. Nie tylko my zresztą, ludzie tutaj bardzo wcześnie zaczynają dzień. Jeszcze dobrze słońce nie zaczęło świecić, a już mamy na karku stada odwiedzających. Samochody śmigają jeden po drugim, z okolicznych sanatoriów wysypują się tabuny kuracjuszy uprawiających jogging oraz poranną gimnastykę. Swoją drogą to tylko tacy szaleńcy jak my i oni potrafią na urlopie wstać przed 6 raną.

W takich warunkach nie pozostaje nic innego jak w trybie przyspieszonym pozwijać namioty i i już częściowo popakowani możemy udawać zwykłych turystów, którzy zatrzymali się przy źródełko.
1 komentarzy · 1970 czytań ·

Bałkańska Pętla - 8 dzień - Koman - Fierze - Bajram Curi - Peje - podjazd na Cakor

Dodał(a): Piotr Furmański furman
Ocena: (1)
31 lipca 2014
Ależ te psy się darły tej nocy. Rafał twierdzi, że słyszał wycie wilków tuż za ogrodzeniem. Faktycznie kilka razy się budziłem o co zresztą nie było trudno bo chwilami jazgot był okropny.
Poranne pakowanie poszło sprawnie, wyprane ciuchy porządnie wysuszone, namiot podobnie, śniadanie przy stole i na ławeczkach z oparciem. Wypas na całego. Żegnamy się z naszym gospodarzem i ruszamy na zaporę.
0 komentarzy · 2258 czytań ·

Bałkańska Pętla - 7 dzień - kawałek przed Shkoder - Shkoder - Koman

Dodał(a): Piotr Furmański furman
Ocena: (0)
16 lipca 2014
Kolejna spokojna noc za nami. Nie niepokojeni przez nikogo zwijamy pomału obóz i niecierpliwie czekamy na chwilę gdy wjedziemy do Albanii. To już moja druga wizyta w tym kraju, a i tak czuję na plecach dreszczyk emocji. Chociaż byłem już tu i ówdzie, to jednak takie kraje jak Albania powodują u mnie szybsze bicie serca. Jeszcze całkiem nie tak dawno za żelazną kurtyną, synonim biedy i zacofania, a równocześnie kraj z pięknym morzem i wspaniałymi górami, w których czas zatrzymał się w miejscu i zdaje się wcale stamtąd nie ruszać. Albania to Kanun, to vendetta, Albania to bunkry, mercedesy stare i nowe, dziurawe drogi nie omijające żadnej góry i przełęczy prowadzącej do celu oraz wspaniali ludzie. Jeszcze mam przed oczami artykuł z jakiejś gazety informujący, że w Tiranie właśnie uruchomiono pierwszą w tym kraju sygnalizację świetlną. Tak niedawno, a tak wiele się zmieniło w tym kraju. Świat pędzi do przodu, a Albania próbuje się załapać do peletonu.
0 komentarzy · 1855 czytań ·

Bałkańska Pętla - 6 dzień - Cetinje - Virpazar - kawałek przed Shkoder

Dodał(a): Piotr Furmański furman
Ocena: (1)
12 lipca 2014
Fajnie się spało tej nocy, aż nie bardzo miałem ochotę wyjść rano z namiotu. Na żołądku już trochę lepiej, nawet udało się zjeść normalne śniadanie. Jakoś nie spieszyło się nam tego ranka. Spokojnie wypiliśmy po kawce i pomału zaczęli zbierać do drogi. Po wczorajszych burzach ani śladu, zapowiada się kanikuła. Wyjeżdżamy na główną drogą, kawałek jedziemy w stronę Podgoricy , ale szybko znów uciekamy w boczną drogę. Początkowo jadę według zaplanowanej wcześniej trasy, którą mam wczytaną do GPS. Moim zamiarem było objechanie od południa Jeziora Shkoderskiego tak aby wjechać do Albanii unikając jazdy głównymi szosami. Przyznam się jednak, że potraktowałem ten fragment trasy po macoszemu. Skupiony na Durmitorze, Cakor i innych wysokich przełęczach nie liczyłem tutaj na coś extra. No i jakoś tak z automatu wytyczyłem trasę, którą teraz właśnie jedziemy.
0 komentarzy · 1249 czytań ·

Bałkańska Pętla - 5 dzień - Herceg Novi - Kotor - Cetinje

Dodał(a): Piotr Furmański furman
Ocena: (1)
09 lipca 2014
Wieczorem padłem jak śnięta ryba. Zdążyłem tylko wejść do śpiwora i odpłynąłem. W nocy pobudka, budzę się strasznie rozpalony. Jeszcze tego brakowało żeby mnie gorączka złożyła. Dopiero po chwili dociera do mnie, że jest mi po prostu za gorąco. Przy okazji wychodzę z namiotu, noc jest bardzo ciepła, nie dziwne, że zagotowałem się w mojej puchówce.
Po powrocie do namiotu przykrywam się tylko częściowo i spokojnie zasypiam.
Ranek jest przyjemny. Powietrze po nocy rześkie, teren campingu jest dosyć gęsto porośnięty drzewami, które zapewniają cień. Rafał opowiada z kim tyle rozmawiał wczoraj wieczorem. To nasz znajomy Turek dotarł tu już po ciemku. Teraz jeszcze gdzieś chrapie w namiocie. Tymczasem ja nadal nie mam apetytu, zmuszam się do kawałka chleba z nutellą. Zobaczymy co będzie dalej.
0 komentarzy · 1310 czytań ·

Bałkańska Pętla - 4 dzień - Trebinje - Dubrownik - Herceg Novi

Dodał(a): Piotr Furmański furman
Ocena: (0)
05 lipca 2014
Dobrze się spało, ale wstajemy skoro świt. Tutaj życie zaczyna się bardzo wcześnie, od samego rana okoliczna ludność krząta się i pracuje. Co chwilę słychać jakieś głosy, samochody i traktory kursują w tą i z powrotem. Póki co nasz matecznik opiera się inspekcjom gospodarza, ale w końcu nadchodzi chwila gdy odgłos pracującego silnika w starym dieslu przejeżdżającym drogą cichnie, potem obroty znów wzrastają i jednocześnie słychać szuranie opon po kamieniach. Nie ma wątpliwości, że auto wjechało w dróżkę, którą przybyliśmy tu wczoraj. Po chwili zza krzaków wyjeżdża stary golf, mija nas i jedzie gdzieś dalej. Wraca po kilku minutach, kierowca nas dostrzega, zatrzymuje się, chwilę nas obserwuje po czym odjeżdża.

Krzątamy się z pracami obozowymi, mija kilkanaście minut i mamy kolejne odwiedziny. To już nie jest przypadek, nie mamy żadnych wątpliwości, że obecność tej Pani nie jest przypadkowa. Grzecznie mówi Dzień Dobry, wchodzi na zadbane poletko i pochyla się nad grządkami.
My tymczasem robimy swoje, obóz już prawie zwinięty, jeszcze pakujemy ostatnie rzeczy do sakw. Nie mija więcej jak minuta czy dwie, a Pani mówi "Dowidjenia" i odchodzi. Pasowało coś zagadać, jesteśmy pewni, że kierowca golfa dał cynk, że jakieś podejrzane typy kręcą się po jej zagonie. Widocznie inspekcja wypadła pomyślnie skoro tak spokojnie nas pożegnała. Zresztą faktem jest, że uważaliśmy na to poletko i szerokim łukiem omijaliśmy zadbane grządki.
0 komentarzy · 1218 czytań ·

Bałkańska Pętla - trzeci dzień - Svitava - Stolac - Ljubinje - Trebinje

Dodał(a): furman
Ocena: (1)
03 lipca 2014
Źle spałem tej nocy. Najpierw długo nie mogłem zasnąć, potem budziłem się co po chwila i w ogóle to miałem wrażenie, że całą noc spędziłem na czuwaniu. Dopiero rano Rafał coś napomknął, że chrapałem okropnie. Czyli jednak spałem. Od bladego świtu nie mamy spokoju, miejscówka wydawała nam się kiepska już wczoraj, a teraz wychodzą kolejne minusy tego miejsca. Tylko czy to można nazwać minusem. Widok na zieloną dolinę jest bardzo uroczy i okazuje się, że sporo osób ulega magii tego miejsca. Co rusz jakieś auto zatrzymuje się na górce, a pasażerowie wychodzą na zewnątrz i głośno komentują to co widzą. No ja rozumiem, że jest pięknie, przecież sam przyjechałem z daleka żeby podziwiać takie widoczki ale kurczę, żeby robić to przed 6 rano!

Niby mamy osłoną w postaci małych drzewek ale to niewiele, jakoś tak nieswojo gdy co chwilę słychać jakieś wołania, rozmowy, śmiechy, krzyki.
0 komentarzy · 1205 czytań ·

Bałkańska Pętla - dzień drugi Sv Jura - Vrgorac - Metković - Svitava (Bośnia)

Dodał(a): Piotr Furmański furman
Ocena: (1)
01 lipca 2014
Dzwonki dzwonią od samego rana, ale jeszcze nie odróżniamy tego dźwięku chociaż kilka razy docierał do mnie wyraźnie i przez chwilę zastanawiałem się co to jest. Noc przebiegła spokojnie, nie niepokojeni przez nikogo komfortowo spędziliśmy ją w namiotach. Rano jak zwykle każdy bierze się za swoje czynności, nawet bystro to idzie. Martwię się trochę zapasami wody bo niewiele jej zostało, a dzień zapowiada się upalnie. Jedyna nadzieje w tym, że po drodze jakieś źródełko się trafi. Znów docierają do nas odgłosy dzwonków, teraz już bliskie i wyraźne od razu dają się zidentyfikować. Nie upływa wiele czasu gdy na naszej polance mamy już gości...sorki...to są gospodarze bo przecież my jesteśmy gośćmi.

Dorodna krówka rzuca w naszym kierunku spojrzenie po czym opuszcza łeb uzbrojony w solidne rogi
0 komentarzy · 1334 czytań ·

Bałkańska Pętla - Split-Omiś - dolina Cetiny-Brela-Makarska - połowa podjazdu na Sv Jure

Dodał(a): Piotr Furmański furman
Ocena: (1)
29 czerwca 2014
Podróż przebiegła spokojnie, ale nie ma co ukrywać, że była męcząca. Fotele zdawały się początkowo bardzo wygodne, lecz wraz z upływającym czasem stawały się jakieś takie pokrzywione i nieforemne. Najbardziej protestowały nogi, opuchnięte stopy, ścierpnięte uda. Każda zmiana pozycji przynosiła coraz mniejszą i krótszą ulgę. Dobrze, że za oknem zrobiło się ciekawie i na ostatnich kilometrach można było zapomnieć o niewygodach wpatrując się w szybko zmieniające się krajobrazy. Split powitaliśmy z ulgą, przepak poszedł szybko i sprawnie. Z radością wsiedliśmy na rowery i przekręcili pierwsze metry. Jeszcze tylko fast food w jakiejś budce i już ewakuujemy się z miasta. Przed nami 1400 km włóczęgi po bałkańskich zadupiach.

Najpierw trzeba wyjechać z miasta. Zdążyłem już przywyknąć do uciążliwych trąbień tutejszych kierowwców, lecz nadal są one dla mnie bardzo irytujące. Wyjazd ze Splitu w kierunku Makarskiej prowadzi długim zjazdem. Można nabrać tu sporej prędkości z czego skwapliwie korzystamy wystawiając twarz na ożywcze, chłodne podmuchy. Trzeba przejechać kawałek Jandranską Magistralą. To dosyć ruchliwa droga, zwłaszcza w sezonie. Na szczęście jeszcze nie zwaliły się tu tłumu turystów i jedzie się nawet komfortowo. Gdy Split zostaje kilka kilometrów z tyłu robi się jeszcze spokojniej i zaczyna się dobra zabawa.
0 komentarzy · 1476 czytań ·

Chorwacja 2014

Dodał(a): Piotr Furmański furman
Ocena: (5)
18 kwietnia 2014

Chociaż zima 2013/2014 była wyjątkowo łagodna to tęsknota do słońca i ciepełka dopadła mnie jak zwykle i niecierpliwie wypatrywałem końcówki Marca aby wyrwać się w końcu gdzieś daleko od naszego Krakowskiego smogu. Już nie ważne było gdzie, byle tylko wyjechać, pośmigać w fajnej okolicy i nacieszyć oczy innymi niż zwykle widokami.
Plan był ustalony już w zeszłym roku po wiosennym wypadzie do Chorwacji. Tak nam się tam spodobało, że postanowiliśmy wrócić do tego kraju i kontynuować jego eksplorację.

Z założenie miał być to wyjazd treningowo turystyczny i taki w zasadzie był bo chociaż nie nazwał bym naszych jazd treningami to jednak trzeba było się trochę nakręcić, czasami lżej, czasami mocniej i na pewno nie pozostało to obojętne na naszą wydolność. Pomimo wielu zainteresowanych osób i lobbowania na przeróżnych forach rowerowych finalnie udało się nam zebrać tylko we dwoje. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo chociaż koszty trzeba było rozłożyć tylko na dwie części to jednak logistyka nam sprzyjała i udało się tak to wszystko zorganizować, że koszt wyjazdu nie zrujnował naszych budżetów domowych. Rowery w aucie = mniejsze zużycie paliwa. Mniejsza ilość osób = więcej miejsca na zapasy jedzenia.

Naszym celem było miasteczko Senj leżące nad morzem i u stóp gór Velebit jednocześnie. To północna część Chorwacji i istniały ryzyko, że „różnie może być z pogodą” No ale ryzyk fizyk, kto nie ryzykuje ten nie wygrywa. Zresztą w obecnych czasach i tym co wyczynia pogoda więcej zależy od szczęście niż od pory roku. Tak więc pozostało nam tylko czekać. Kilka dni przed wyjazdem zmusiłem się jednak do obserwacji kilku serwisów pogodowych. Różnie to wyglądało, ani źle, ani specjalnie dobrze, niekiedy rozbieżności było ogromne i w końcu przestaliśmy się tym za bardzo przejmować.
7 komentarzy · 1616 czytań ·