VII Krakowski Bieg Sylwestrowy 31.12.2010
| Autor | Wiadomość |
|---|---|
szbiker ![]() Posty: 2370 Miejscowość: Kraków Dołączył: 29 kwi 09 |
|
|
Bieg zbliża się wielkimi krokami. Niestety nigdzie nie znalazłem orientacyjnej mapki biegu 10km więc sobie ją narysowałem (wg. opisu w regulaminie zawodów) :-) Bieg główny (10km): Rynek Główny (od ul. Siennej), ul. Floriańska, ul. Pijarska (w prawo), Planty, ul. Bernardyńska, Bulwar Czerwieński (Smok Wawelski), Bulwar Inflancki, Bulwar Kurlandzki, okolice mostu Powstańców Śląskich, powrót tą samą trasą (bez Smoka Wawelskiego), ul. Bernardyńska, ul.Podzamcze, Planty, Brama Floriańska, ul. Floriańska, Rynek Główny. Orientacyjny przebieg trasy Zawsze to człowiek spokojniejszy jak wie dokąd zmierza :-) Wychodzi 9,23km ale pewnie będzie jakaś niespodzianka w postaci dodatkowej rundy wokół Rynku :-) lub jakiś zawijasów obok Smoka Wawelskiego albo mostu Powstańców Śląskich ?! :-) | |
| Edytowane przez szbiker dnia 06-12-2010 14:16 | |
|
| |
Luki ![]() Posty: 2502 Miejscowość: Kraków Dołączył: 27 mar 06 |
|
Jednak nie pobiegnę z Wami, a w zasadzie za wami. Jeszcze śródstopie się nie zrosło i nie chce go katować. Ale obiecuję, że na wiosnę będę Was gonił ![]() |
|
|
| |
| Marcin Posty: 1656 Dołączył: 9 sty 06 |
|
Ja muszę pobiec. Podobno jakieś zakłady o flaszkę były, to nie mogę zawieść. ![]() |
|
|
| |
szbiker ![]() Posty: 2370 Miejscowość: Kraków Dołączył: 29 kwi 09 |
|
| Mnie też niestety nie będzie. Wszystkim startującym życzę powodzenia :-) | |
|
| |
Kubak ![]() Posty: 2452 Miejscowość: Kraków-Zielonki Dołączył: 21 mar 07 |
|
|
Ja również wymiękam - achilles jeszcze boli
Куба |
|
|
| |
| Michu Posty: 984 Miejscowość: Kraków/Roma/San Gimignano Dołączył: 16 wrz 08 |
|
|
Powodzenia dla wszystkich biegn~ących... Dajcie potem jak~ą~ś fajn~ą relację no i oczywi~ście WAM pogody życzę ![]() Ja też będę biega~ł w wypożyczalni nart, a to p odeski, a to po narty i tak do 20.... |
|
|
| |
| Marcin Posty: 1656 Dołączył: 9 sty 06 |
|
| on-line wyniki | |
|
| |
| Marcin Posty: 1656 Dołączył: 9 sty 06 |
|
|
I po biegu Sylwestrowym. Open 94/413 czas 46:36, strata do pierwszego 38% (dwa lata temu strata była 58,6%) tempo 4:39 min/km Pierwsze 2-3 kilometry ruszyłem kiepsko. Axi coraz bardziej mi odjeżdzał, myślałem że już go nie dojdę. Dopiero po 2-3 km zawory bardziej mi się otwarły i mogłem zwiększyć tempo. Ostatnie 4 km to już mocne młócenie tempa i ciągłe wyprzedzanie. Końcówka sprinterska i meta. W planie była połowa open, to wyszła pierwsza setka w stawce 1/4. Chyba jestem zadowolony. Progres jest. Teraz all rower. Gratulacje dla mikiego, co mi włożył niecałe 2 minuty. Axiego za dobry debiut w Sylwestrowym. Dla pita za determinacje startując jako chory. Szkoda, że tak mało zielonych wystartowało, a zapisało się sporo. | |
| Edytowane przez Marcin dnia 31-12-2010 17:09 | |
|
| |
| ilbi Posty: 77 Miejscowość: Kraków Dołączyła: 5 cze 10 |
|
Sylwestrowy Bieg Radości to już historia, ale jaka sympatyczna!![]() Po raz pierwszy załapałam się na ten corocznie odbywający się bieg, oczywiście w duchu przeklinając siebie za doskonałe pomysły. Ale po porannym stresie, już stojąc na starcie chwilkę przed 12.00 w tłumie przebierańców, tanecznej muzyki ABBA i głośnym suflerem, poczułam się jak na pikniku, gdzie bieg stanowi tylko dodatek. Jeszcze tylko kilka podskoków, wspólna rozgrzewka dobiegła końca i zaczęło się odliczanie... 10... 9... 1... START i ruszyli. Oczywiście na początek nie obyło się bez delikatnych przepychanek, ale dość szybko sytuacja się unormowała. Po prawej widzę jak mnie milicja mija, po lewej znowu jakiś diabeł i tak ciągle ktoś. No cóż, miałam biec w sekwencji 4 min biegu, 1 min marszu, ale widząc ile osób mnie wyprzedza przy biegu to jakoś nie uśmiechało mi się jeszcze większe spowolnienie. Niemniej jednak pikający pulsometr się przydał, gdyż kiedy pikało mi na minutę odpoczynkową to sobie mówiłam „nie nie, teraz jeszcze nie, masz siłę”, a znowu jak były te 4 min to już musiałam biec żeby dotrzymać założeń (ostatecznie przemaszerowałam jeden raz i wcale to jakoś nie doprowadziło do zniżki tętna). Przy połączeniu ulic Podzamcze i Grodzkiej kolumna się rozdzielała na „czerwonych” biegnących w stronę Bulwarów i „zielonych” zawracających. Starałam się trzymać w zasięgu wzroku kominiarza, wierząc że przyniesie mi szczęście, ale chyba zapomniałam złapać guzika, więc niestety w końcu mi odbiegł. Potem bieg wzdłuż Bulwarów aż do Mostu Powstańców Śląskich, gdzie pętla zawracała. Nie ma chyba nic bardziej pocieszającego, gdy będąc jeszcze kawałek przed połową mija się czołówkę biegnącą już w drugą stronę (cóż, widocznie wypili „Red Bull doda ci skrzydeł” bo oni przecież frunęli a nie biegli...). Uff, w końcu połowa. I tak w coraz większych mękach, przy coraz większym bólu łydek i ogólnej niemocy dobiegłam z powrotem do plant, mijana przez coraz więcej osób. Tam napis: już tylko 2km – to chyba były najdłuższe 2 km jakie biegłam, bo ciągnęły się i ciągnęły (coś te tabliczki były średnio rozłożone). Wreszcie pojawiło się światełko w tunelu – skręt na Rynek w ul. Floriańską, hurra. Na koniec nie wiadomo skąd jeszcze leciutkie przyspieszenie i jest, jest – META! Ledwo żywa dostałam różyczkę, medal i gorącą herbatkę. A potem to już tylko wspomnienia z trasy i postanowienie: za rok będzie lepiej! ![]() |
|
|
| |
furman ![]() Posty: 3227 Miejscowość: Kraków Dołączył: 9 sty 06 |
|
Fajnie Wam - mnie już okropnie brakuje tego startowego stresu ![]() |
|
|
| |
Miki ![]() Posty: 852 Miejscowość: Kraków Dołączył: 14 lis 06 |
|
|
To był mój czwarty start w tej imprezie po dłuższej przerwie. Niestety tym razem startowałem chory i z kontuzjami. Liczyłem na większą frekwencję Zielonych, a pojawiło się tylko trzech. Start był tłoczny, przez chwilę trzeba było się przepychać, ale już na końcu Floriańskiej było dobrze. Początek pobiegłem dość spokojnie razem z Axim i Szarym oraz Marcinem gdzieś niedaleko. Po przekroczeniu Dominikańskiej uznałem, że czas na podkręcenie tempa i zostawiłem kolegów. Złapałem jakiegoś biegacza, którego prędkość była w sam raz, dość wysoka, ale przy odrobinie skupienia i samozaparcia byłem w stanie siedzieć mu na plecach. Wyraźnie czułem, że oddechowo nie było problemów, natomiast nogi okropnie dostawały w kość i brakowało siły, co nie było dla mnie zaskoczeniem, bo tu zawsze miałem braki. W ten sposób pokonałem cały bulwar aż do nawrotki przy Moście Kotlarskim. W drodze powrotnej wiatr był w twarz, dlatego starałem się chować w czyimś cieniu. Wyminąłem Marcina, który rzucił mi, że mnie dogoni, ale pomyślałem sobie, że to jego pobożne życzenie. Chwilę później wyminąłem też Szarego, niestety nie widziałem Axiego. Powoli zacząłem mieć coraz większe trudności w utrzymaniu tempa mojego pacemakera i już tylko kwestią czasu było kiedy mnie zostawi. Kiedy bulwar się skończył biegłem już sam, pod Wawelem stawka była już wyraźnie poszarpana i zniknęły grupki. To był prawie siódmy kilometr wg oznaczeń i wtedy poczułem kryzys. Oddech stał się cięższy, miałem wrażenie, że biegnę jak mucha w smole, odechciało mi się biec, a każdy kolejny kilometr dłużył się niemiłosiernie. Chwila koncentracji i głębokie oddechy pomogły. Na plantach doszła mnie jakaś kobieta i usiadła mi na plecach. Zmotywowało mnie to do trzymania tempa, nie chciałem się jej dać, a wyraźnie słyszałem, że walczy. Postanowiłem postawić na szybki finisz i gdy tylko przebiegliśmy przez Bramę Floriańską mocno przyspieszyłem. Bałem się, że cała Floriańska to może być za dużo, ale trudno, jak zacząłęm, to skończę dopiero na mecie. Parę razy się obejrzałem i okazało się, że było warto bo byłem sam. Na mecie przez chwilę nie mogłem ustać i niemal się przewracałem, ale wkrótce doszedłem do siebie. Czas tym razem był zdecydowanie najlepszy spośród wszystkich moich startów. Ucieszyło mnie też to, że udało się wyprzedzić przede wszystkim Marcina, ale też Axiego i Szarego. Post scriptum jest takie, że niestety doprawiłem się i rozchorowałem na całego, wczoraj było bardzo źle, dziś już jest nieco lepiej i powinienem się wkrótce pozbierać. O bólu nóg i innych części ciała nie wspominam, ale w sumie jakoś wydaje mi się, że zazwyczaj było gorzej. Tym razem jednak w nocy po biegu piekielnie bolały mnie nogi jak od przeciążenia, głównie kolana, do tego stopnia, że nie mogłem spać. Co do startowego stresu, to takie imprezy w ogóle mi go nie dają. | |
| Edytowane przez Miki dnia 02-01-2011 12:10 | |
|
| |
szbiker ![]() Posty: 2370 Miejscowość: Kraków Dołączył: 29 kwi 09 |
|
czyli puścili trasę aż pod most Kotlarski - tego bym się nie spodziewał :-) Gratulacje za walkę. ![]() |
|
|
| |
Axi ![]() Posty: 3258 Miejscowość: Kraków Dołączył: 8 sie 06 |
|
|
Do tego biegu przymierzałem się dłuższy czas – chyba 5 lat. Wcześniej miałem różne błahe i mniej błahe przeszkody na drodze do startu w nim, a to sprzętowe, a to zdrowotne, ale generalnie nie był ten bieg dla mnie szczególnie istotny. W tym roku postanowiłem, że wystartuję, to i sprawę dopiąłem. Od października zacząłem truchtać - niedużo, ale regularnie (łącznie w 2,5 miesiąca pokonując 195km). Celem na Bieg Sylwestrowy było zejście poniżej 50min. Lekkie zamieszanie wprowadziło przeziębienie ciągnące się przez ponad tydzień przed Świętami (więc już dość blisko startu). Poświąteczny test pokazał jednak, że jest tak dobrze jak jeszcze nigdy wcześniej .Przed samym biegiem na linii startu można poobserwować różne ciekawe stroje (prowadzona była osobna klasyfikacja biegu przebierańców). Pierwszy kilometr mija bardzo szybko, jeszcze w grupie Miki, Szary, Marcin, Lech. Potem stopniowo jest coraz ciężej, po wybiegnięciu ze starego miasta pojawia się śnieg i lód na bulwarach (ucieka mi Miki i Marcin), a po nawrocie jeszcze jest pod wiatr (na koniec tego odcinka ucieka mi Szary). Ostatnie kilometry po plantach dłużą się straszliwie, ale raz, że zmęczenie, a dwa błędna interpretacja oznakowania . Wreszcie jest upragniona meta i… TAK — poniżej 50 minut .Biegłem w miarę równo i naprawdę mocno (średnie tętno 185bpm = 95%HRmax). Czy dało by się szybciej? Trochę przeszkadzała mi kolka w drugiej części trasy, sądzę jednak, że wynikać ona mogła z braku treningów o większej intensywności oraz generalnie niedużego wybiegania – ciężko więc zwalać na nią winę .
Pozdrawiam |
|
|
| |
| Skocz do Forum: |








. Wreszcie jest upragniona meta i… TAK — poniżej 50 minut
.