|
17 sierpnia 2006 Pociąg miarowo wybija rytm po szynach, a oni z nosem w mapie coś tam planują, kombinują, dumają. Droga szybko mija i już kręcą po Bocheńskich ulicach, tam czy tam, w górę czy w dół, a może jednak jeszcze inaczej ? Nasi bohaterzy jednak to goście z charakterem i jakoś w końcu wydostają się z miasta aby odpalić w końcu glikogenowe jednostki i ruszyć z kopyta w stronę gór na horyzoncie. Żadne górki czy pagórki nie są w stanie ich zatrzymać, kilometry znikają pod rączymi kółkami i dopiero przełęcz Widoma odważa się rzucić wyzwanie nie wiedząc nawet na jakiej straconej pozycji się okopała. To tylko wyzwala dodatkową agresję w pogromcach gór i pagórów. W ruch idą ciężkie działa. Szególnie to typu XTR w maszynie Skoliozy Wielkiego Zdobywcy Gór Wszelakich z głuchym chrzęstem i rytmicznym obrotem korby sieje popłoch wśród obcej armii. Furman Ten Co Gór Się Nie Boi zabezpiecza skrzydła, a MiśQ Ten Co Kiełbasa Mu Siłę Daje chroni tyły. Pierwsze koty za płoty i w glorii zwycięzców nasza trójka zjeżdża w dół aby tam stoczyć kolejną bitwę. A przeciwnik nie byle jaki , książe Sałasz wysoko wznosi się ponad okolicę i z pogardą patrzy z wysoka na swych przeciwników. Pierwsze starcie idzie jak po maśle, wygodna droga nie stawia oporu i szybko wyprowadza na front główny. Tam już walki stają się bardziej zacięte. Chwila słabości ogarnia naszych wojów gdy giną w masie ścieżek i dróżek. Stroma ściana stawia zaciekły opór ale od rana było przecież wiadomo, że ta bitwa to jednostronny pojedynek i jego wynik z góry był przesądzony. Wystarczył tylko mały błąd przeciwnika i gdy tylko docierają do lepszej drogi ich kontratak jest morderczy. Ostatnie kamienie i korzenie pokonują w szale zwycięstwa i stają na szczycie, który teraz wydaje się taki maluczki i niegroźny. A dalej król tych okolic. Ten to już nawet oporu nie stawia, ale gdy znikają już z jego pola widzenia, niczym faraon wysyła swoje oddziały i podstępnie atakuje ich stromym i kamienistym zjazdem. Było niewesoło, to królewska armia jednak. Furman o mało co nie dostaje szrapnelem i tylko cudem ratuje się przed OTB. Na dole okazuje się, że jednak są straty. Na szczęście w sprzęcie, nie w ludziach. Brak GPS na kierownicy to dotkliwa strata i po chwili narady Skolioza i Furman decydują się na odbicie cennego urządzenie bojowego. Jednak Ten Co Kiełbasa Mu Siłę Daje też nie zasypuje gruszek w popiele i ratuje Garmina Z rąk oprawców. W szale emocji po wygranej wojnie pędzą w dół po asfaltowej drodze i toczą teraz walkę z prędkością. Te 76 km/ h które wykazuje komputer pokładowy to tylko pikuś , żeby ten samochód z przeciwka nie jechał to mogło by być lepiej. Powrót z wojny to już zabawa. Jeszcze tylko jeden podjeździk coś tam bąknął o ringu no ale przecież nie będą się zniżać do takiego poziomu i dumnie przejeżdżają ignorując to wyzwanie. Dalej okazuje się, że MiśQ został jednak ranny. Teraz gdy mija szok pobitewny i ilość adrenaliny zmniejsza swój poziom ,MiśQ zaczyna mocno krwawić i słabnąć. Skolioza i Furman dzielnie holują swego kompana aż za Łapanów, a tam zaczynają się poszukiwania szpitala polowego. Gdy ekspedycja ratunkowa już w drodze Furman i Skolioza odjeżdżają do swych jednostek aby tam nabrać sił przed kolejną bitwą. A ta niedługo bo już 27 sierpnia ogromna armia bikerów pojawi się krakowskich Błoniach aby toczyć ze sobą pojedynki i masakrować się na 104 kilometrowej trasie. Oj - wiele tam będzie ofiar. Galeria z wyjazdu Trasa wycieczki Relacja Skoliozy Piotr Furmański 2 komentarzy ·
2194 czytań
|
18 sierpnia 2006 00:28:04
.18 sierpnia 2006 21:36:44
ja to moge jedynie "z chrzestem XTRa" schowac sie ze swoimi wypocinami ![]() |
Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

.


i powodzenia dla wszystkich zielonych którzy jutro startują na maratonie w Głuszycy i Krakowie . Będę śledził on-line
