Skrzyczne Nocą III
11 listopada 2011
Dzisiaj nad ranem zakończyła się trzecia (druga udana) ekspedycja Skrzyczne Nocą. Dziesięciu chłopa ruszyło z Milówki (gościnna meta u PePe) o 22:47 w czwartek. Wybraliśmy łagodny wariant wjazdu asfaltami i szutrami od strony Żywca. Tempo było spokojne, dostosowane do zamykających stawkę Jelitka i autora newsa. Przed godz. 2. dobijaliśmy się już do drzwi schroniska. Chłód dochodzący do -8 st. C, wiatr i osadzająca się szadź, a także księżyc nad chmurami sprawiały, że Skrzyczne rzeczywiście skrzyło się na srebrno. W schronisku czas na żarty, krupnik i przebranie ciuchów i tu nastąpił mały rozłam. Jelitek nie czuł się dobrze więc postanowił wracać tą samą drogą - szutrami w dół. Miki i Maciu zdecydowali się towarzyszyć mu w powrocie.
PePe planował ambitny wariant powrotu, ale po naradzie ustaliśmy, że należy go skrócić, tak żeby zdążyć do Milówki na 5 rano.
7 osobowa ekipa ruszyła więc granią, a ekipa schroniskowa znalazła ciepłe fotele i ... zasnęła.
Pojechaliśmy w stronę Malinowskiej Skały. Było mroźnie, ale sucho i praktycznie bez śniegu. Po około kilometrze MisQ złapał gumę w swoim bezdętkowym zestawie, który ani się nie uszczelnił, ani nie pozwolił dopompować. Zatrzymaliśmy się i wszystkim zrobiło się cholernie zimno. W ruch poszły dodatkowe pary rękawic, kolejne kurtki, machanie kończynami, dzikie tańce żeby się rozgrzać. Był dylemat czy MisQ ma wracać do schroniska, czy jednak próbować jechać. Ostatecznie zjechaliśmy niżej, do lasu, gdzie osłonięci od mroźnego wiatru i wespół w zespół założyliśmy dętkę.
Później już sama przyjemność nocnego zjazdu w górach. Wariackiego, ale rozsądnego. Na chwilę tylko PePe przytulił się do matki ziemi, ale obyło się bez poważniejszych szkód cielesnych i materialnych.
O 5 byliśmy z powrotem w Milówce.
Skład ekipy: Andy (dzięki za poświęcenie i bycie kierowcą!), Buli, Hinol, Jelitek, Kubak, Maciu, Miki, MisQ, PePe (udostępnienie mety i nawigacja - dzięki), Simo (dzięki za Simobus i dowiezienie nas tam i z powrotem)
Przed wyjazdem z Krakowa dopingowali nas: Marcin i Stanbiker
PePe planował ambitny wariant powrotu, ale po naradzie ustaliśmy, że należy go skrócić, tak żeby zdążyć do Milówki na 5 rano.
7 osobowa ekipa ruszyła więc granią, a ekipa schroniskowa znalazła ciepłe fotele i ... zasnęła.
Pojechaliśmy w stronę Malinowskiej Skały. Było mroźnie, ale sucho i praktycznie bez śniegu. Po około kilometrze MisQ złapał gumę w swoim bezdętkowym zestawie, który ani się nie uszczelnił, ani nie pozwolił dopompować. Zatrzymaliśmy się i wszystkim zrobiło się cholernie zimno. W ruch poszły dodatkowe pary rękawic, kolejne kurtki, machanie kończynami, dzikie tańce żeby się rozgrzać. Był dylemat czy MisQ ma wracać do schroniska, czy jednak próbować jechać. Ostatecznie zjechaliśmy niżej, do lasu, gdzie osłonięci od mroźnego wiatru i wespół w zespół założyliśmy dętkę.
Później już sama przyjemność nocnego zjazdu w górach. Wariackiego, ale rozsądnego. Na chwilę tylko PePe przytulił się do matki ziemi, ale obyło się bez poważniejszych szkód cielesnych i materialnych.
O 5 byliśmy z powrotem w Milówce.
Skład ekipy: Andy (dzięki za poświęcenie i bycie kierowcą!), Buli, Hinol, Jelitek, Kubak, Maciu, Miki, MisQ, PePe (udostępnienie mety i nawigacja - dzięki), Simo (dzięki za Simobus i dowiezienie nas tam i z powrotem)
Przed wyjazdem z Krakowa dopingowali nas: Marcin i Stanbiker
Ocena:
(1)
1 komentarzy ·
4259 czytań
·
Komentarze
23 listopada 2011 11:06:36

Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.