Zieloni startują w Dolsku
11 kwietnia 2010
Zieloni rozpoczęli w sobotę 10.04 kolejny sezon ścigania maratonowego. Start wyścigu w Dolsku (MTB Marathon) odbył się w cieniu informacji o tragedii, która dotarła do uczestników przed godziną 10. Organizator zdecydował się nie zatrzymywać imprezy, która już właściwie trwała, a pamięć ofiar została uczczona minutą ciszy i brakiem głośnej muzyki towarzyszącej zazwyczaj startowi. Na płaskiej, szybkiej trasie po lasach i polach podśremskiego Dolska B&K Herbapol rowerowanie.pl reprezentowali na dystansie mega (64 km) Axi i Skrzynia, na Giga (88 km) pojechali Kubak, Lesław, Maciu, Miki i Spinoza.
Dolsk wpadł do kalendarza tego cyklu właściwie w ostatniej chwili. Nie wywołało to entuzjazmu wśród maratonowej braci na południu Polski. Kiepska lokalizacja pod wzgledem transportowym (400 km w jedna stronę) i na dodatek trasa preferująca raczej szosowe przygotowanie niż typowe umiejętności kolarza górskiego.
Miejsce, gdzie zakwaterowaliśmy się (3 km od startu) stało się ambasadą krakowskiego środowiska rowrowego. Poza czterema Zielonymi zjawiło sie dziesięciu Czerwonych z zaprzyjaźnionej drużyny Bikeholicy.pl. Jak się domyślacie było głośno i do późnej nocy trwało detaliczne omawianie taktyki i trasy, tak detaliczne, że niemal trwały rozważania nt. gradiencji ziaren piasku.
Start Giga odbył się z 20 minutowym opóźnieniem; Mega ruszyło 10 minut po godz, 11; jeszcze stojąc w sektorach słyszałem dyskusje, czy należy rozpocząć wyścig, czy zaniechać w obliczu informacji o tragedii.
Start się jednak odbył i miał wyjątkwo mocna obsadę. Poza zawodnikami startującymi w tym cyklu na trasie zobaczyliśmy medalistkę olimpijską Maję Włoszczowską, najlepszych zawodnikow MTB w kraju oraz bardzo mocnych kolarzy szosowych, w tym team współgospodarza zawodów Mróz Active Jet oraz CCC Polsat Polkowice, DHL Author.
O trasie trudno wiele napisać. Dużo asfaltu, leśnych płaskich duktów i polych dróg urozmaicanych brukiem. Kluczem do dobrego miejsca była taktyka oznaczająca trzymanie się za wszelką cenę dobrego pociagu, czyli grupy kolarzy, która może wspólpracować osłaniając się na wzajem od wiatru.
Prędkość takich grup na asfaltach dochodziła do 40 - 50 km/h (w czołówce). Kto odpadał, przepadał, bo sam nie miał szans na walkę z wiatrem.
Rozrywki dostarczała pogoda. Na szczęście na starcie nie padało, dopiero po dwóch godzinach gęste chmury polewały obficie, choć krótkotrwale. Apogeum przeciwności to była godzina około 13:30-13:50, kiedy wielu zawodników dojeżdżało do mety. Najpierw sypnął grad, tak intensywnie, że co wrażliwsi zasłaniali twarze przed bolesnymi uderzeniami, później opad zamienił się w rzęsisty deszcz i zaczął mu towarzyszyc mocny wiatr. Dla wszystkich, którzy dojeżdżali do mety o tej porze to był trudny odcinek, bo brnęli właśnie w głebokim piasku pod wiatr, który lżejszych zawodników niemal zatrzymywał w miejscu.
Zieloni ukończyli prawie w komplecie, jedynie Lesław, pechowiec, nie zauważył zjazdu na małą pętle i ominął punkt kontrolny, dostając DSQ. Pierwsze koty za płoty. Za tydzień będzie jeszcze dalej, jeszcze dłużej, a równie płasko - Murowana Goślina.
Wyniki Zielonych
Dolsk wpadł do kalendarza tego cyklu właściwie w ostatniej chwili. Nie wywołało to entuzjazmu wśród maratonowej braci na południu Polski. Kiepska lokalizacja pod wzgledem transportowym (400 km w jedna stronę) i na dodatek trasa preferująca raczej szosowe przygotowanie niż typowe umiejętności kolarza górskiego.
Miejsce, gdzie zakwaterowaliśmy się (3 km od startu) stało się ambasadą krakowskiego środowiska rowrowego. Poza czterema Zielonymi zjawiło sie dziesięciu Czerwonych z zaprzyjaźnionej drużyny Bikeholicy.pl. Jak się domyślacie było głośno i do późnej nocy trwało detaliczne omawianie taktyki i trasy, tak detaliczne, że niemal trwały rozważania nt. gradiencji ziaren piasku.
Start Giga odbył się z 20 minutowym opóźnieniem; Mega ruszyło 10 minut po godz, 11; jeszcze stojąc w sektorach słyszałem dyskusje, czy należy rozpocząć wyścig, czy zaniechać w obliczu informacji o tragedii.
Start się jednak odbył i miał wyjątkwo mocna obsadę. Poza zawodnikami startującymi w tym cyklu na trasie zobaczyliśmy medalistkę olimpijską Maję Włoszczowską, najlepszych zawodnikow MTB w kraju oraz bardzo mocnych kolarzy szosowych, w tym team współgospodarza zawodów Mróz Active Jet oraz CCC Polsat Polkowice, DHL Author.
O trasie trudno wiele napisać. Dużo asfaltu, leśnych płaskich duktów i polych dróg urozmaicanych brukiem. Kluczem do dobrego miejsca była taktyka oznaczająca trzymanie się za wszelką cenę dobrego pociagu, czyli grupy kolarzy, która może wspólpracować osłaniając się na wzajem od wiatru.
Prędkość takich grup na asfaltach dochodziła do 40 - 50 km/h (w czołówce). Kto odpadał, przepadał, bo sam nie miał szans na walkę z wiatrem.
Rozrywki dostarczała pogoda. Na szczęście na starcie nie padało, dopiero po dwóch godzinach gęste chmury polewały obficie, choć krótkotrwale. Apogeum przeciwności to była godzina około 13:30-13:50, kiedy wielu zawodników dojeżdżało do mety. Najpierw sypnął grad, tak intensywnie, że co wrażliwsi zasłaniali twarze przed bolesnymi uderzeniami, później opad zamienił się w rzęsisty deszcz i zaczął mu towarzyszyc mocny wiatr. Dla wszystkich, którzy dojeżdżali do mety o tej porze to był trudny odcinek, bo brnęli właśnie w głebokim piasku pod wiatr, który lżejszych zawodników niemal zatrzymywał w miejscu.
Zieloni ukończyli prawie w komplecie, jedynie Lesław, pechowiec, nie zauważył zjazdu na małą pętle i ominął punkt kontrolny, dostając DSQ. Pierwsze koty za płoty. Za tydzień będzie jeszcze dalej, jeszcze dłużej, a równie płasko - Murowana Goślina.
Wyniki Zielonych
Ocena:
(0)
2 komentarzy ·
3024 czytań
·
Komentarze
11 kwietnia 2010 11:58:43
11 kwietnia 2010 12:14:34
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.