Murowana Goślina - otwarcie sezonu u GG
| Autor | Wiadomość |
|---|---|
| Jelitek2 Posty: 269 Dołączył: 27 lis 06 |
|
Jak tam wrażenia po Murowanej? Coś cicho na forum, czyżby każdy powoli dochodził do siebie? Gratulacje 4 miejsca! ![]() A mnie dziwi że tyle razy jeździ się po tej górze i ona WCIĄŻ jest DZIEWICZA :-D Andy jak się doczołgałeś do mety?? |
|
|
| |
furman ![]() Posty: 3227 Miejscowość: Kraków Dołączył: 9 sty 06 |
|
| Widziałem waszą grupę wydawało się, że nie jest daleko ale na tym wietrze i po piachu to jednak kilka minut jazdy. No i tak wyszło na mecie. Podaje Ci noga - tak trzymać. | |
|
| |
szbiker ![]() Posty: 2370 Miejscowość: Kraków Dołączył: 29 kwi 09 |
|
Maraton mi wybitnie nie wyszedł ;-) Winny jest oczywiście ciężki rower,…, skończywszy na kącie nachylenia klocków w oponie a tak poważnie to chyba spora przerwa w ”treningach” , spowodowana różnymi czynnikami :-). Czas jaki osiągnąłem na dystansie 105km to 4:27 co dało 108 miejsce – myślałem że stać mnie na więcej :-). Trasa o profilu hamującym, piaszczysta z „wmordewindem” ,płaska :-). Urozmaiceniem były kręte ścieżki w lasku i zjazd o nazwie „killer”? którego prawie nie zauważyłem :-) …bardzo mało było technicznych sekcji. Na początku zakopałem się w piachu zamiast pojechać lasem a reszta stawki odjechała :-) Na trasie tworzyły się niewielkie pociągi. Ja jednak tylko obserwowałem jak mi odjeżdżają :-). Po kilkunastu km doszedł mnie Miki którego wywiodłem w pole bo pomyliłem trasę :-) Na bufecie na około 40km przed metą spotkałem Macia – dzięki któremu sprawnie napełniłem bukłak – dzięki. Potem mijałem Lesława który stał na poboczu z kołem w rękach …pomyślałem sobie że jak tak dalej pójdzie to będą problemy z generalką ;-) Nie minęło wiele czasu gdy na około 15km przed metą przemknął obok mnie Lesław. Nie miałem siły i nie byłem niestety w stanie siąść na koło- wiedziałem że jeżeli przycisnę będę mógł mieć problemy z obroną tej pozycji którą zajmowałem. Jeszcze na dobitkę na sam koniec na finiszu wyprzedził mnie gość z którym cały czas tasowałem się na trasie. Tak czy siak przetracie było a pierwszy maraton został zaliczony. Na dystansie giga było nawet sporo zielonych; Furman, Lukcio, Miki, Hinol, Lesław, Maciu, Spootnik i ja. Na mega reprezentował nas Spinoza, Pocio i Andy. Gratulacje dla wszystkich a zwłaszcza dla Pocia oraz nowych zielonych Lukcia, Hinola i Spootnicka. Nieco starsza gwardia też pokazała na co ją stać ;-) Do następnego | |
| Edytowane przez szbiker dnia 11-04-2011 18:22 | |
|
| |
Maciu ![]() Posty: 2014 Miejscowość: Kraków Dołączył: 4 kwi 08 |
|
A mnie dziwi że tyle razy jeździ się po tej górze i ona WCIĄŻ jest DZIEWICZA :-DJelitek2 Coś mi się zdaje że przez Jelitka, góra przestała być już Dziewicza
...całe życie drugi! |
|
|
| |
spootnick ![]() Posty: 584 Miejscowość: Kraków Dołączył: 30 maj 08 |
|
Gratulacje dla wszystkich zadowolonych z wyników ![]() Dla mnie maraton średnio udany zwłaszcza w porównaniu z zeszłym rokiem. Najgorszy był początek. Tętno bardzo wysokie, a ja walczyłem o przetrwanie spadając do coraz wolniejszych grupek. O dziwo koło drugiej godziny zaczęło być lżej. Od połączenia z mega kręciłem w zasadzie sam, bo inni jechali zbyt wolno lub za szybko Ostatecznie na mecie wyszło lepiej niż po starcie.Ciekawe co będzie w Dolsku. |
|
|
| |
pocio ![]() Posty: 3929 Miejscowość: Kraków Dołączył: 4 wrz 06 |
|
|
Jestem bardzo zadowolony z mojego udziału w maratonie. Mój wynik odzwierciedla moja aktualna formę. Żałuję tylko, że nie zabrałem się z Szymkiem jak mnie mijał. Miałem tyle sił by pojechać za lepszym zającem niż ten którego miałem. Jak znajdę więcej czasu to napiszę parę słów. Niebawem pojawi się też całoroczny test opon. połowa problemów odłożonych rozwiązuje się sama |
|
|
| |
| buli Posty: 736 Dołączył: 16 sty 08 |
|
Ja tylko skromnie przypomne, ze pare dni temu napisalem u Was na forum, ze Lukcio i Furman beda rzadzili w tym sezonie wsrod Zielonych! ![]() I to wszystko dzieki tym 2 treningom ze mna po gorkach! ![]() ![]() |
|
|
| |
Andy ![]() Posty: 1299 Dołączył: 21 kwi 07 |
|
|
Ja również byłem zadowolony, ale tylko do momentu kiedy zaczęły się problemy. Jak to zwykle bywa, kiedy zaczyna się start ruszam ostro i czekam na rozwój wypadków tzn. później dopiero okazuje się czy straczy mi sił. Kiedy zaczyna brakować, zaczynam jechać wolniej. Tym razem miałem dodatkową motywację i wsparcie bo razem ze mną startował na dystansie mega, Spinoza. Po pierwszych przepychankach w "piaskownicy" starałem się jechać jak najmocniej i cały czas w grupie. Przez długi dystans jechaliśmy razem ze Spinozą i kolegą z forum Ebolą, a oprócz nas kilka innych osób. Jechałem z tyłu stawki, bo to było moje maximum. Po rozjeździe z Giga, na krótkim odcinku asfaltowym, kiedy chłopaki docisnęli jeszcze mocniej, zostałem. Starłem się nie zwalniać, ale jazda była szarpana, ciągle z kimś innym. Na długiej prostej w lesie widziałem grupę Spinozy, ale byłą ok. 200 m dalej. Od czasu do czasu ktoś mnie wyprzedzał, ale starałem się odpierać ataki i nie oddawać pozycji. Trochę korzystałem, jadąc w grupie na kole, od czasu do czasu dając krótkie zmiany. Kiedy wydawało mi się, że znów będę mógł jechać mocniej ok. 45 km zaczęły się problemy z lędźwiami. Mocne kłucie dawało mi szczególnie w kość na prostych, płaskich odcinkach. Starałem się prostować i zwalniać, żeby dać odpocząć plecom. Do drugiego bufetu straciłem kilkanaście pozycji. Raz szybciej, raz wolniej i tak dotoczyłem się do Dziewiczej Góry. Na podjazdach nawet było nieźle, inna pozycja dała odpocząć plecom. Udało się nawet dojść Ebolę, który najwyrźniej miał kryzys. Jak na wyciągnięcie ręki miałem inne osoby, które wyprzedziły mnie na płaskim. Wiedziałem, że jeszcze przede mną ciężka przeprawa, bo do mety kilkanście km, ale nie odpuszczałem. Jednak niedługo problem pleców się rozwiązał. Na ostatnim zjeździe w rejonie Dziewiczej Góry usłyszałem głośny zgrzyt w tylnym kole; nieszcześliwe patyk wpadł w tylną przerzutkę. Miałem nadzieję, że wypadnie i będę mógł dalej jechać. Ale niestety urwało się w górne kółeczko i koniec jazdy. Zacząłem trochę biec, ale ktoś powiedział, że jeszcze ok. 15 km. Zacząłem prowadzić, nadjechaj Jelitek i zaoferował holowanie do mety, ale myśłem, że uda mi się z kimś podjechać samochodem. Szedłem po trasie, a samochody chyba wybrały inne drogi dojazdowe. Po jakimś czasie próbowałem skuć łańcuch na krótko i tak dojechać do mety. Wcześniej pożyczyłem swój skuwacz, więc potem sam prosiłem. Minęło trochę czasu zanim skróciłem łańcuch i próbowałem jechać. Po mniej więcej dwóch km, niedokładnie spięty łańcuch urwał się. No cóż, trzeba będzie prowadzić dalej. Zacząłem być już trochę zły, bo jednak zajmowało to dużo czasu, a większość towarzystwa już przejechała. Kiedy zaczęły się tabliczki z odliczaniem ostatnich pięciu km już mi było lepiej. W efekcie po blisko 5 godzinach jazdy i spaceru osiągnąłem metę. W sumie to połowicznie jestem zadowolony, a z drugiej strony bardzo ciekawy swojej wytrzymałości, gdybym musiał przejechać cały dystans. Plecy do dzisiaj czuję i nie mogę się schylać. Sprzęt się zregeneruje, a kręgosłup mam nadzieję również. p.s. Jelitek, jeszcze raz dzięki za ofertę holu, dzisiaj chyba skorzystałbym ![]() | |
| Edytowane przez Andy dnia 11-04-2011 21:21 | |
|
| |
furman ![]() Posty: 3227 Miejscowość: Kraków Dołączył: 9 sty 06 |
|
No nauczka na przyszłość. Skuwacza się nie pożycza
| |
| Edytowane przez furman dnia 11-04-2011 21:35 | |
|
| |
| LoveBeer Posty: 313 Miejscowość: Nowy Targ Dołączył: 2 sie 10 |
|
i ja tam bylem, z wystepu specjalnie zadowolony nie jestem, bo ani trasa mi nie odpowiadala (za wyjatkiem odcinka na dziewiczej ), ani psychicznie nie bylem nastawiony na dobra jazde, treningowka tez nie pomagala - ani swoja kolosalna masa ani dzialaniem przedniej przerzutki, zapomnialem tez okularow, no i w koncu to jak przejechalem wyscig tez mi sie srednio podobalo... no i braklo w efekcie bodaj 3 punktow do I sektora na nastepny maraton ![]() natomiast spotkanie z krakowskimi wariatami - bezcenne, teraz widze jakim jestem ignorantem i malej proby hobbysta tego sportu - tematy rozmow o sprzecie to dla mnie dosc egzotyczny kosmos, dla mnie kola sie maja krecic a w oponach ma byc powietrze i tyle ![]() ps: Miki pozerze, szpanujesz po calosci lansujac sie z kaiserem
Piwny budda na rowerze. | |
| Edytowane przez LoveBeer dnia 11-04-2011 21:48 | |
|
| |
| Iza z Tarnowa Posty: 80 Dołączyła: 22 sty 11 |
|
też byłam![]() w porównaniu z ub rokiem było znacznie mniej piachu, nie było tak gorąco, no i wiał trochę większy wiatr. a reszta trasy taka sama ![]() Ja jestem zadowolona, miejsce co prawda 8 w kat., ale czas poprawiony o 13 min, pomimo złapania kapcia na 1 km przed metą. Dojeżdżałam sobie na kapciu, bo cóż było robić? Andego spotkałam na trasie ja szedł biedak, a do mety było jeszcze chyba co najmniej 10 km. Cóż taki sport, nie wszystko zależy od nas. Do Dolska nie jedziemy. Tam podobno jest jeszcze gorzej tzn trasa jeszcze nudniejsza i więcej asfaltu. Dodane dnia 11 kwietnia 2011 21:59:42 P.S Fajnie było spotkać niektórych Zielonych , niestety nie udało się spotkać wszystkich. | |
| Edytowane przez Iza z Tarnowa dnia 11-04-2011 21:59 | |
|
| |
| Jelitek2 Posty: 269 Dołączył: 27 lis 06 |
|
|
Andy fajnie było z Tobą pogadać na trasie :-) przynajmniej Cię dogoniłem ;-) Ja byłem tak wyrypany że mogłem nawet iść z Tobą do mety za rękę :-) ![]() |
|
|
| |
| ebola Posty: 152 Miejscowość: Kraków Dołączył: 5 sie 08 |
|
Mnie się jechało dobrze, pomimo że piach i płaska trasa. Z wyniku jestem zadowolony, poprawiłem się o 8 min w porównaniu do zeszłego roku. Szkoda mi tylko, że nie pojechałem o 1 min szybciej... zdobyłbym drugi sektor :-) a tak zabrakło 2,1 pkt Andy nie da się ukryć, że miałem mega kryzys muszę się nauczyć jeździć spokojniej na początku bo mnie potem często odcina i dużo tracę. Miałem motywację, żeby Was dojść bo wasze koszulki dość długo migotały mi przed oczami. Dzięki Spinozie jechałem z dobrą grupą i nawet nieźle się trzymałem. Szkoda, że nie dotrzymałem koła bo wtedy wyczesałbym całkiem dobry wynik jak na mnie. Dopiero za pierwszym bufetem na MEGA grupa zaczęła się rwać na piaskach, brakowało nam ładu i składu no i wtedy Was straciłem z oczu. Długo próbowałem dospawać ale w tym wietrze było to ponad moje siły. W sumie to w najgorszym z możliwych momentów odpadłem Ale jak na tak małą ilość kilometrów przedsezonowych start zaliczę do udanych. Miło było zobaczyć znajomych na zawodach. Jeszcze raz Spinoza dzięki za koło ![]() | |
| Edytowane przez ebola dnia 12-04-2011 11:59 | |
|
| |
| Pirx Posty: 663 Miejscowość: Klucze Dołączył: 16 maj 07 |
|
|
Pierwsze koty za płoty - już po Murowanej. Oczywiście zawsze jakieś przygody musiały być. Na początku ugrzęzłem w tym p... piachu, potem jeszcze raz, bo ktoś orła wywinął przede mną. Po kilku kilometrach zaczęła się zsuwać sztyca, jak się okazało opadła 4cm!! Super się jedzie w takiej pozycji przez 60km, kiedy nie idzie docisnąć, bo nie można dostatecznie mocno nogi wyprostować, a nieprzyzwyczajone do takiej dziwnej pozycji mięśnie aż trzeszczą, o kolanach nawet mówić nie chcę... W efekcie długie odcinki (zwłaszcza wyboiste) przejeżdżałem na stojąco, żeby sztyca nie zeszła jeszcze niżej, co już by mnie wyeliminowało z gry zupełnie. Żeby było weselej, to nowy łańcuch nie chciał się przyjąć na kasecie (tak to jest, jak się osprzęt przekłada na 3 dni przed startem i jedzie na niesprawdzonym rowerze), strzelał na twardych przełożeniach, a na miękkich nie szło zakręcić przez tą sztycę. No i tak się męczyłem cały dystans, odpoczywając na stojąco. Przed punktem kontrolnym ktoś orła wywinął w piachu, z trudem uciekłem, ale i tak tylnym kołem mi przyłożył. Dziewiczą Górę zrobiłem ze średniej tarczy bo coś nie tak było z młynkiem - nawet gładko poszło. Jak już pomyślałem, że będzie dobrze, to złapałem patyk w łańcuch i trzeba było się zatrzymać żeby wydłubać. Na kilka kilometrów przed metą o mało co zaliczyłbym zderzenie czołowe z koniem. Na trasie pojawiło się kilku jeźdzców, jeden z koni się spłoszył i wskoczył na tą część drogi którą ja akurat jechałem, więc dałem ostro po hamulcach, koń stanął dęba, a jeździec spadł mi przed koło... Większość dystansu to była samotna walka z wiatrem, co nie rokowało dobrego wyniku, albo chociaż takiego, jakiego się spodziewałem i na który było mnie stać, tj. 3-6 w M4, a nie jakieś zakichane siódme... Silna grupa odjechała, a te słabsze były za słabe dla mnie i się odrywałem, albo szybko się rozpadały, bywało, że skutecznie blokowały drogę. Zwłaszcza na początku, kiedy wyprzedzało mnie "na wariata" sporo nieodpowiedzialnych osobników, którym potem włożyłem nawet i pół godziny, ale zmuszali do hamowania, żeby zapobiec kraksie. Irytujące było też to, że gdzieś po punkcie kontrolnym były takie dłuuuugie proste i hen w oddali widziałem sporą grupę, w której najprawdopodobniej jechali konkurenci, ale cóż, samemu nie szło dojść. No nic, rewanż w Dolsku ![]() | |
| Edytowane przez Pirx dnia 12-04-2011 13:52 | |
|
| |
Kubak ![]() Posty: 2452 Miejscowość: Kraków-Zielonki Dołączył: 21 mar 07 |
|
|
No to nagromadzenie pecha masz wyczerpane na 2011, czego Ci zyczę.
Куба |
|
|
| |
Hinol ![]() Posty: 610 Miejscowość: Kraków Dołączył: 14 sie 08 |
|
Tekst przeklejony z wątku o transferach, zdecydowanie tutaj bardzie pasuje ![]() To teraz kilka słów ode mnie. Taktyka była prosta, od początku na maxa, a potem się zobaczy. Niestety nie wszystko poszło po mojej myśli, ponieważ po mocnym stracie i walce z tą małą Saharą, w której sam środek się wpakowałem, kosztowało mnie to dużo sił, co okupiłem lekkim przytkaniem niedługo po stracie, kiedy to reszta zielonych z 3 sektora zaczęła się oddalać. Po pewnym czasie złapałem się na koło jakiegoś kolegi na rowerku na dużych kołach, dając chwile po zmianach podkręciliśmy tempo, zbierając pierwszy peletonik. Dając zmiany, bądź zbierając siły w tyle peletonu, dopadłem grupę z Maciem, Furmanem i Lesławem. Tam po chwili odpoczynku w tyle, wyskoczyłem na czoło, wspierać Furmana twardo ciągnącego całą grupę. Chwilami tempo robiło się lekko wycieczkowe, wiec dorzucałem do pieca, rwąc trochę grupę. Na 3 bufecie się wszystko pomieszało z megowcami. Po dłuższym tankowaniu, złapałem Furmana i razem z nim napierałem do Dziewiczej, na której puściłem się szybciej na zjeździe i zyskałem niewielką przewagę, która rozbiła się o piaskową pułapkę przed metą, która mnie zniechęciła do wszystkiego Mięśnie tragane początkami skurczy nie pozwoliły na mocniejsze depnięcie i tak finiszowałem kilka sekund za "pudłującym" w M4 furmanem ![]() "Przecierpieć" Dolsk, a potem tylko góry
|
|
|
| |
| Canyon1 Posty: 185 Dołączył: 17 kwi 09 |
|
|
W moim przypadku marathon byl nieco pechowy: po 2 h jazdy zauwazylem, ze siodelko obnizylo sie rowniez o 4 cm, wiec przystapilem do akcji naprawczej, ktora zakonczyla sie urwaniem obejmy I ostatnie pol godziny mialem okazje potrenowac jazde w pozycji stojacej (najtrudniej bylo na zjazdach, bo na stojaco mialem tendencje do obciazania przedniego kola, ktore zakopywalo sie w piachu, co grozilo utrata kontroli nad rowerem <oraz jak pisali kiedys na karcie gwarancyjnej Cannondale> ryzykiem wypadku a nawet smierci. Ostatecznie udalo sie przejechac do konca na miejscu okolo 130 open, co stanowi najgorszy wynik w ciagu 3 ostatnich lat (ale to moj pierwszy plaski maraton). Po dojechaniu do mety, przez godzine nie moglem chodzic, bo wymuszona pozycja stojaca obciazyla nienaturalnie miesnie plecow. Forma jest dla mnie zagadka, bo obnizone o 4 cm ( a nastepnie obnizone na full siodelko) wypaczyly wynik. Na koniec (pomimo jazdy na stojaco) mialem troche rezerwy, wiec na bardziej pofaldowanych etapach, gdzie liczy sie glownie wlasny silnik a nie strategia i wchodzenie w tunele aerodynamiczne, szanse na lepszy wynik wzrosna. Dolsk odpuszczam, bo plaskie maratony sa niezdrowe dla płuc |
|
|
| |
| LoveBeer Posty: 313 Miejscowość: Nowy Targ Dołączył: 2 sie 10 |
|
Na trasie pojawiło się kilku jeźdzców, jeden z koni się spłoszył i wskoczył na tą część drogi którą ja akurat jechałem, więc dałem ostro po hamulcach, koń stanął dęba, a jeździec spadł mi przed koło... Pirx to ja bylem wtedy bezposrednio za toba, donosne 'oz kurva' ktore uslyszales wyrwalo sie wlasnie mi
Piwny budda na rowerze. |
|
|
| |
szbiker ![]() Posty: 2370 Miejscowość: Kraków Dołączył: 29 kwi 09 |
|
Zielono ![]() Spootnick chce do czerwonych ;-) Zieloni w natraciu ![]() Maciu, Lesław ,Lukcio, Hinol, Furman Lesław & Lukcio Lukcio & Jacek Brzózka & inni ![]() Furman & pociąg Lesław woli samotnie ;-) Hinol Spinoza | |
| Edytowane przez szbiker dnia 12-04-2011 17:50 | |
|
| |
pocio ![]() Posty: 3929 Miejscowość: Kraków Dołączył: 4 wrz 06 |
|
|
Lesław załapał się na Bestof
połowa problemów odłożonych rozwiązuje się sama |
|
|
| |
| Skocz do Forum: |





a tak poważnie to chyba spora przerwa w ”treningach” , spowodowana różnymi czynnikami :-). Czas jaki osiągnąłem na dystansie 105km to 4:27 co dało 108 miejsce – myślałem że stać mnie na więcej :-). Trasa o profilu hamującym, piaszczysta z „wmordewindem” ,płaska :-). Urozmaiceniem były kręte ścieżki w lasku i zjazd o nazwie „killer”? którego prawie nie zauważyłem :-) …bardzo mało było technicznych sekcji. Na początku zakopałem się w piachu zamiast pojechać lasem a reszta stawki odjechała :-) Na trasie tworzyły się niewielkie pociągi. Ja jednak tylko obserwowałem jak mi odjeżdżają :-). Po kilkunastu km doszedł mnie Miki którego wywiodłem w pole bo pomyliłem trasę :-) Na bufecie na około 40km przed metą spotkałem Macia – dzięki któremu sprawnie napełniłem bukłak – dzięki. Potem mijałem Lesława który stał na poboczu z kołem w rękach …pomyślałem sobie że jak tak dalej pójdzie to będą problemy z generalką ;-) Nie minęło wiele czasu gdy na około 15km przed metą przemknął obok mnie Lesław. Nie miałem siły i nie byłem niestety w stanie siąść na koło- wiedziałem że jeżeli przycisnę będę mógł mieć problemy z obroną tej pozycji którą zajmowałem. Jeszcze na dobitkę na sam koniec na finiszu wyprzedził mnie gość z którym cały czas tasowałem się na trasie. Tak czy siak przetracie było a pierwszy maraton został zaliczony. Na dystansie giga było nawet sporo zielonych; Furman, Lukcio, Miki, Hinol, Lesław, Maciu, Spootnik i ja. Na mega reprezentował nas Spinoza, Pocio i Andy. Gratulacje dla wszystkich a zwłaszcza dla Pocia oraz nowych zielonych Lukcia, Hinola i Spootnicka. Nieco starsza gwardia też pokazała na co ją stać ;-) Do następnego



muszę się nauczyć jeździć spokojniej na początku bo mnie potem często odcina i dużo tracę. Miałem motywację, żeby Was dojść bo wasze koszulki dość długo migotały mi przed oczami.
Ale jak na tak małą ilość kilometrów przedsezonowych start zaliczę do udanych. Miło było zobaczyć znajomych na zawodach. Jeszcze raz Spinoza dzięki za koło