Maraton GG Zabierzów
| Autor | Wiadomość |
|---|---|
| simo Posty: 68 Miejscowość: Zabierzów Dołączył: 24 lis 07 |
|
Furman, trzeba było krzyczeć, a nie czaić się z tyłu i niepotrzebnie ryzykować !!! Kilkaset metrów wyżej zaliczyłem glebę na trawie przed wjazdem do lasu i postanowiłem nie ryzykować, zwłaszcza na sliskich kamieniach i bez okularów (jestem krótkowidzem ) ... Na podjeździe w Miękini poszedłeś jak burza, a ja z kolei złapałem gumę zaraz po zjeździe rozkopanym asfaltem w lewo z głównej. Początkowo mleczko uszczelniło, ale w błocie poniżej kamieniołomu w Miękini i tak musiałem założyc dętkę ... Brawo dla Ciebie za wynik , a dla Hinola za walkę mimo technicznych problemów ! |
|
|
| |
furman ![]() Posty: 3227 Miejscowość: Kraków Dołączył: 9 sty 06 |
|
E tam krzyczeć. Maraton trwał dla mnie ponad 5 godzin, było mnóstwo czasu na wyprzedzanie ![]() Akurat wtedy miałem ochotę zaszaleć trochę i stąd ten szybki zjazd
|
|
|
| |
| Versus Posty: 3088 Miejscowość: Kraków Dołączył: 25 mar 07 |
|
|
Trochę ode mnie. Logistyka Michnik, Miśq- WIELKIE DZIĘKI! ![]() ![]() Atmosfera Doskonała! I nie myślę tu tylko o tej na stadionie w Karniowicach, ale także tej na trasie. Jako, że już na 10 km złapałem kapcia, dużą cześć pętli Giga pokonałem tak jak lubię, w samotności. Mokra trasa, mokry las, mokre ubranie, zimny deszcz, daleko, bardzo daleko do mety, noga podaje, rower sprawny- tak lubię. Trasa Niezwykle urokliwie poprowadzona. Cały czas miałem skojarzenie z Bikehallenge w Sudetach. Z tym skojarzeniem kłóciło się jednak istebniańskie, wprost z MTB Trophy błoto! Dwa w jednym? ![]() ![]() Pogoda z pewnością odebrała 90% wartości widokowo- krajoznawczej tej edycji. Hamulce/opony Tu byłem przygotowany i chytry jak lis. Chociaż nie do końca- lekko zużyta KENDA KARMA na tyle, mająca w razie braku błota rekompensować opory toczenia przedniego BULDOGA, zawodziła na zjazdach. Błotnych zjazdach. Tylne koło ewidentnie wyprzedzało mnie niekiedy. Zwłaszcza na dohamowaniach. Byłem zmuszony wobec tego całą robotę spowalniania roweru zrzucić na przód(!), na BULLDOGA, co akurat przy śliskiej jeździe w dół pachniało efektownym uślizgiem, ale HUTCHINSON dał radę! Taka postawa przedniej opony cieszyła mnie jeszcze bardziej w drugiej części maratonu, kiedy to tylny, tarczowy hamulec przestał działać w skutek starcia klocków. Lisi, zrealizowany plan założenia na przód V-ek uratował mnie przed pieszą wędrówką a'la Kraków 2010.Słodkie kłamstwa Dziękuję Maciowi, że na pierwszym bufecie zapewniał mnie, że jestem tuż(7/8 minut) za Michnikiem i Pepe. Mimo, że oznaczałoby to dla powyższych jakąś katastrofę postanowiłem zaksięgować te słowa, by oszukać i zmobilizować organizm. Na adrenalinie takie sztuczki udają się wspaniale.Kondycja/dopalacze Tu wielkie zdziwienie. Jechało mi się znaczenie lepiej(subiektywnie) niż dzień wcześniej na Scandii. Cały czas dawałem na "ciągu", noga podawała, nie było odcięć, rezygnacji, wożenia się. RADOŚĆ JAZDY występowała nawet na zmrażających(temperaturą) zjazdach. Podobnie na witanych, z uwagi na możliwość rozgrzania się- podjazdach. Duża w tym zasługa rozmaitych(legalnych) dopalaczy. A to baton, a to żel od Macia, żel z bufetu, ba(!) nawet tani(2,99pln) quazi żel z Decathlonu raził mnie jak niezabezpieczony przewód wysokiego napięcie! Oj noga podawała!* ![]() *czytaj- Wynik/wnioski Rower Nie zawiódł! Zestawiony tak, a nie inaczej przeze mnie- zrobił co mógł. ![]() Lubię takie maszyny, które właśnie w błotnej brei potrafią udowodnić, że także do takich warunków są projektowane! ![]() ![]() Wynik/wnioski Tu już jest gorzej. Mimo moich subiektywnych ocen, co do "podawania nogi", wynik, czas- mówią swoje. Muszę chyba zweryfikować plany, bo na pylącą trasę w Krynicy naiwnością byłoby liczyć! 9, 10 godzin na trasie w prawdziwych górach, to jednak spore ryzyko. Obawiam się, że sezon przygotowawczy do maratonów GIGA powinien u mnie jeszcze trwać do lipca włącznie.
nie bądź nigdy pokorny wobec dumnych ani dumy wobec pokornych | |
| Edytowane przez Versus dnia 16-05-2011 08:05 | |
|
| |
| fercal Posty: 71 Miejscowość: KrK Dołączył: 29 paź 10 |
|
|
Szamanviking pochwal się miejscem.
Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być jeszcze gorzej! | |
| Edytowane przez fercal dnia 16-05-2011 09:04 | |
|
| |
| szamanviking Posty: 58 Miejscowość: Wadowice Dołączył: 25 lip 10 |
|
Szamanviking pochwal się miejscem.Ada_k nieładnie tak się chwalić,ale sam byłem zaskoczony w sobotę na Langu 3 w M3 Grand Fondo i Golonko Mini 2 Open,dodam że wczorajsza pogoda jest moją optymalną na wyciskanie ze mnie max obrotów,moje warunki
everybody pomarańcze |
|
|
| |
Kubak ![]() Posty: 2452 Miejscowość: Kraków-Zielonki Dołączył: 21 mar 07 |
|
|
Ja niestety DNF. To nie był mój dzień i wszystko poszło nie tak. Kurcz złapał mnie już podczas rozgrzewki, a później zdychałem na trasie. Dwukrotne skuwanie łańcucha, błąd w doborze opon - kompletnie nie trzymający tylny race king, gleba i rozcięcie goleni, oraz kolejna gleba na asfalcie (łokieć i nadgarstek), błąd w ubiorze. Od bufetu jechałem treningowo, co nie uchroniło mnie przed kolejnym upadkiem. Drugi raz w historii startów zeszedłem z trasy (po 30 km) chociaż obiektywnie mogłem dokończyć wyścig. Zmyłem się szybko, a dreszcze puściły mnie na dobre dopiero w domu pod prysznicem. Gratulacje dla wszystkich którzy ukończyli. Szczególnie dla wycinaków Furmana, Lukcia i Rozy. Куба | |
| Edytowane przez Kubak dnia 16-05-2011 10:19 | |
|
| |
Leslaw ![]() Posty: 3705 Miejscowość: Kraków Dołączył: 19 lip 06 |
|
No to ładnie wam dolało. Trochę zazdrościłem wam tego maratonu, że nie mogę tu wystartować. Ale jednak szybko mi przeszło jak zobaczyłem co się dzieje za oknem.![]() Brawa dla wszystkich twardzieli. ![]() |
|
|
| |
lukcio ![]() Posty: 1145 Miejscowość: kraków Dołączył: 11 lut 09 |
|
|
trochę zdjęć z przed i samego startu GIGA, a także dekoracja M2 i M4 Giga: To jeszcze parę słów ode mnie. Na starcie mocno liczyłem, że opady wstrzymają się i uda się przejechać maraton względnie sucho. Stojąc z Hinolem w sektorze stwierdziliśmy, że za ciepło się ubraliśmy ![]() Start i ogień, jak zwykle na początku jechało mi się fatalnie. Tak już mam że początki mam strasznie kiepskie. Nogi w ogóle nie chcą się kręcić i z reguły jestem zbyt najedzony. Pierwsze podjazdy to męczarnia i ciągle mam w myślach "kurde, jak ja przejade jeszcze tyle ciężkich kilometrów". Z początku trzymałem się czołowej grupy, ale potem na zjeździe ktoś przede mną lekko opóźniał zjeżdżanie i czołówka odjechała na kilkaset metrów. Ale nic to, nie moje miejsce w ścisłym czubie Dalesze kilometry mijały dość szybko, a mi zaczynało się jechać coraz lepiej, szkoda tylko że z pogodą było już coraz gorzej. W końcu dojechałem Hinola i starałem się trzymać dobre tempo. Na pierwszym bufecie dostałem info, że jestem 9 open, co dodało mi trochę mobilizacji, niemniej zdawałem sobie sprawę że podczas pozostałych 70km jeszcze może się wiele wydarzyć... Muszę tutaj ponajeżdżać trochę na nieco kontrowersyjne ostatnio ogumienie firmy Rubena. Wczorajsze warunki były dość wyjątkowe i zapewne ciężko było znaleźć opony, które świetnie by sobie radziły, niemniej moje radziły sobie zupełnie fatalnie. Dodam też że z techniką raczej nie mam problemów i jeździłem już w różnych warunkach. Momentami wydawało mi się, że praktycznie nie mam bieżnika. Non stop uślizgiwał mi się przód i tył. Zaliczyłem kilkanaście driftów (i ten towarzyszący temu stresik), a także 2 spore dzwony. Opony praktycznie nie czyściły się, momentami miałem problemy z jazdą po płaskim, a o jeździe po trawersach, czy też wzdłużnych koleinach praktycznie nie było mowy. Generalnie te kapcie wczoraj strasznie mnie ograniczały na zjazdach, co w połączeniu z kiepskim hamulcem na tyle, powodowało że zjeżdżałem bardzo asekuracyjnie. Z tego co rozmawiałem z innymi na mecie, nie wszyscy mieli aż takie problemy jak ja. W porównaniu do IRC seraca, na którym przejechałem np. zeszłoroczny Kraków, to Rubeny wypadły zdecydowanie gorzej. No to wracam do maratonu Minąwszy pierwszy bufet, napieram nadal. Przede mną niedaleko zawodnik, ale z tyłu także czuję oddechy goniących. Zjazd i zaliczam pierwszą poważną glebę. Podnoszę rower, kierownica skrzywiona, oraz niestety także siodełko. Szybka analiza co tu robić? Marnować czas na zabawę z kluczami...? Szybkim ruchem na siłę prostuję kierę (zaskakująco lekko to poszło) i to samo robię ze sztycą (tu już znacznie trudniej). Jeszcze łancuch spadł i pozawijał się w esy floresy. Trochę zabawy i jadę dalej. W międzyczasie wyprzedził mnie tylko jeden zawodnik, więc nie jest źle.Po kilku chwilach dochodzi mnie jednak mała bardzo mocna grupka przy której staram się utrzymać. Niestety na asfaltowym odcinku zauważam, że na skutek wcześniejszego upadku i kombinacji z łańcuchem mam rozpiętą spinkę (jechałem tak kilka dobrych i mocnych kilometrów). Staję i znowu kombinuję. Trochę się odkształciła i nie mogłem jej zapiąć, wyjąłem już nawet skuwacz i miałem zamiar bawić się w skuwanie, ale na szczęście w końcu się udało. To kosztowało mnie dobrych kilka minut , a także sporo straconych pozycji. Wychłodziłem się i strasznie zdemotywowałem, kluczowi zawodnicy odjechali bez szans na dogonienie. Ruszyłem w pogoń, próbując trochę odrobić, co w miarę szybko udało mi się zrealizować. Dalesze kilometry to już ciągłe marzenie o mecie, prysznicu i ciepełku. Na zjazdach przenikliwy mróz. Dłonie miałem tak zdrętwiałe, że nie miałem siły i czucia żeby zmieniać biegi. Nawet na podjazdach nie udawało mi się rozgrzać. W końcu zaliczyłem drugiego solidnego dzwona (znowu skrzywiona kiera). Cały wyścig przebiegał wśród dźwięków ocierania wszystkiego o wszystko. Napęd był tak zabłocony, że po najmniejszych zębatkach na kasecie łańcuch ślizgał się bezwładnie. Młynek zaciągał i nie dało się go używać, podjazdy musiałem robić na 2:1. Łańcuch momentami był calutki oblepiony piaskiem! Ehhh... Z wstęnych, bardzo powierzchownych oględzin roweru, to klocki z tyłu starte w 100% (w jednym już przytarta blacha, w drugim zostało ok 0,1mm okładziny), z przodu starte w ok: 30%. Zębatka 22T do wymiany (ale ona już była na wykończeniu). Co jeszcze się okaże w trakcie upojnego tygodnia reanimowania sprzętu, niemniej jak na razie jest trochę lepiej niż po Krakowie ![]() No masakra i tyle. Oby limit takich warunków na ten rok został już wyczerpany!!! SIŁA! NIE MA LIPY! |
|
|
| |
| fercal Posty: 71 Miejscowość: KrK Dołączył: 29 paź 10 |
|
Szamanviking pochwal się miejscem.szamanviking ----------------------------------------------------------------------- Kurcze, dobry jesteś. Niewykluczone że kiedyś pojedziemy razem.
Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być jeszcze gorzej! | |
| Edytowane przez fercal dnia 16-05-2011 12:01 | |
|
| |
| Iza z Tarnowa Posty: 80 Dołączyła: 22 sty 11 |
|
|
Gratulacje dla wszystkich , ktorzy ukonczyli a zwłaszcza dla tych, którzy staneli na pudle. Zwłaszcza dla Rozy, bo to chyba tak cięzko po takiej przerwie powrócić do scigania. Dla mnie start podówjnie nieudany dnf i do tego kontuzja. Fatalny w skutkach upadek ( sliski zjazd) i skręcony staw skokowy. niestety nie dało rady jechać dalej ![]() Czekanie godzinę na ratowników w zimnie i deszczu, ale cóż.. potem tułaczka po krakowskich szpitalach. W koncu pojechalismy do szpitala w Tarnowie. Krynica .. nie dla mnie ![]() |
|
|
| |
| Roza Posty: 441 Dołączyła: 30 lip 07 |
|
Współczuję Iza. Czytałam o twoich przeżyciach szpitalnych, to jest koszmar. Życzę szybkiego powrotu do formy. O moim starcie wolę nie pisać ![]() |
|
|
| |
| Iza z Tarnowa Posty: 80 Dołączyła: 22 sty 11 |
|
Eeee.. na pewno nie było tak źle![]() Jest pudło, pierwsze koty za płoty. teraz będzie tylko lepiej. Żle Ci się jechało? Pewnie nie tylko Tobie. Cięzkie warunki po prostu |
|
|
| |
UMaciek ![]() Posty: 640 Miejscowość: Krzeszowice Dołączył: 19 kwi 09 |
|
Też napiszę coś od siebie Wczorajszy maraton jak dla mnie trudny ze względu na brak rozjeżdżenia, ale udało się go przejechać równo i bez większych zgonów. Brakowało mi tylko na Mega jakiegoś bufetu między 1 a 2. Zaliczone dwie niegroźne gleby przez uślizg przodu. Ogólnie jestem zadowolony, ta rzeka na końcu mnie rozwaliła - kilka km więcej i z wyziębienia skosiłyby mnie skurcze. Szybkie mycie roweru, makaron, opłukanie siebie i wanna... strasznie zmarzłem, głownie przez ten wiatr. W domu okazało się, że miałem jeszcze zapas hamulców 2/3 przód 1/4 tył - inwestycja w Elixiry się opłaciła Właśnie zamówiłem 4kpl Koolstopów ( 200zł ), ale mam nadzieję, że od Krynicy już będzie tylko słońce i takie masakry się nie powtórzą!Gratulacje dla wszystkich, którzy walczyli wczoraj z dolinkami! Trochę zdjęć od taty ![]() https://picasaweb.google.com/z…athonZabierzow# |
|
|
| |
| szamanviking Posty: 58 Miejscowość: Wadowice Dołączył: 25 lip 10 |
|
Szamanviking pochwal się miejscem.Ada_k dobry nie jestem,szatan ze mnie a czy pojedziemy razem? pewnie nie jeden raz jeszcze na tych samych imprezach
everybody pomarańcze |
|
|
| |
| docent Posty: 16 Miejscowość: Kraków Dołączył: 19 cze 10 |
|
Wojtek: dzięki za tak świetne foto:https://picasaweb.google.com/w…001973312148018 ![]() To było moje pierwsze giga, a w zasadzie to drugi maraton ever; do tej pory raczej koncentrowałem sie na xc. No i muszę przyznać, że przeżycia bezcenne Ostatnie 8km praktycznie z buta (hamulce powiedziały kompletnie "dość" mimo wymiany klocków z tyłu na 2 bufecie - najwyraźniej klocki klockom nierówne).Tylko 2 gleby, troszkę uślizgów, mega mróz, prawie hipotermia na mecie (8h...) i przybyłem prawie na samym końcu (128 open). Do 50km jechało mi się super, później niestety zaczęły się problemy; 2x skurcz w udach taki, że chciałem schować głowę w piasek (a tego akurat było sporo naokoło), rozdałem swoje dętki i łatki (choć do użycia łatek musiałem edukować i namawiać bo zawodnik chciał już rezygnować), tak, że później jechałem trochę na słowo honoru, chyba ze 4 razy pożyczałem oliwki (ale to już nie problem), kompletne zesztywnienie palców u rąk, brak czucia w palcach u nóg... i ciągle ta myśl, że kurtka została na siedzeniu w aucie ![]() Ale poza tym.. było męsko i zdecydowanie się podobało Swoje doświadczenia zebrałem.. no i potwierdziłem, że GT robi rowery nie do zajechania Napęd wydawał wszelkie odgłosy chrobotania, ale się nie gubił, nie jąkał - po prostu działał
| |
| Edytowane przez docent dnia 16-05-2011 16:57 | |
|
| |
Hinol ![]() Posty: 610 Miejscowość: Kraków Dołączył: 14 sie 08 |
|
|
Z mojej strony, opisując to na "chłodno" Sam start uważam za bardzo udany, jazda w takich warunkach, pomimo wielu niedogodności i destruktywnego działania na sprzęt, wyzwala we mnie silny instynkt przetrwania, który pozwala się wkręcić na stałe, mocno tempo. Na dobra sprawę, na mecie było mi mało ![]() Noga tego dnia podawała, postanowiłem się przepalić na pierwszym podjeździe, co zaprocentowało wbiciem się do szpicy i pokonaniem pierwszych zjazdów w okolicach 10 miejsca open (Na pierwszym zjeździe licznik pokazał mi prawie 60 km/h, że ja sobie tam kuku nie zrobiłem )Mocny start niestety odbił się lekki przytkaniem na podjeździe z Doliny Będkowskiej, gdzie straciłem kilka pozycji. W dębniku doszedł mnie za to Lukcio, co było wystarczającą motywacją, aby dorzucić do pieca - w tym momencie pierwsze uderzenie pecha: łapie jakiegoś patyka w tylną zmieniarkę co owocuje wykrzywieniem jej na wzór jakiejś dziwnej pozycji z kamasutry, dodatkowo upiększonej przez okręcony nieludzko wokół niej łańcuch. Wyprowadzam rower z krzaków i walczę z wyklepaniem pozostałości za pomocą rąk, patrząc jak wszyscy mnie po kolei mijają Jeszcze spinam łańcuch, którego przerwanie ciągłości było wymagane, aby z powrotem wszystko było na swoim miejscu, kiedy dojeżdża Maciu i dzieli się swoim pechem, który w odróżnienie od mojego nie pozwala kontynuować jazdy na wyścigowym poziomie. O ile przerzutka jako tako działa, pozostałe 80 km musiałem pokonać bez skrajnych przełożeń, to daje kasetę o rozpiętości 13-26.Kilka minut poszło się gonić, ale rower jest ponownie sprawy, wiec dość szybko nadrabiam straty, wszystko jest ok, (pomijając to 8*C wg mojego licznika - na szczęście na 3 bufecie miała na mnie czekać przeciwdeszczówka) aż do momentu, kiedy w okolicach Woli Filipowskiej, po dojściu Szymka, zaczynam powoli tracić powietrze z przodu, robię jeszcze podjazd i zjazd, znajdując zacisznie miejsce pod krzakiem, gdzie trzęsąc się z zimna zmieniam dętkę, tracąc kilka odrobionych pozycji. Uznając, że limit pecha wyczerpany, ruszam ostro, aby choć trochę się rozgrzać, wtedy następuje ostateczne uderzenie przeciwności losu i po wpadnięciu przedniego koła w śliską koleinę i próbie ratowania się przed upadkiem, moje klejnoty rodowe wytracają prędkość na górnej rurze mojej ramy ![]() Krótka chwila agonii, a mnie pozostaje, na włączonym trybie przetrwania napierać do mety. Jedzie mi się dobrze, mijam kolejne osoby, rower dobrze współpracuje, mam kontrole nad tym gdzie jadę. W Czubrowicach, na 3 bufecie dozbrajam się w kurtkę i w "ciepłej atmosferze" dokręcam ostanie km, gdzie nawet jazda po płaskim wymagała mnóstwo wysiłku, ze względu na wszechobecne, rozjeżdżone błoto i glinę. Finalnie wpadam na metę po 5:32:40 jazdy, to daje 28 miejsce open i 9 w M2, dokonuje ekwilibrystyki wysokich lotów, przebierając się w Toi-Toi i wsuwam 2 miski makaronu. Nic wie wylosowałem, nic nie wygrałem, ale i tak było fajnie ![]() PS: Dla wszystkich tarczówkowców, jestem przerażony tym, że aż około 10% okładzin mi się zużyło w Moich V
|
|
|
| |
spootnick ![]() Posty: 584 Miejscowość: Kraków Dołączył: 30 maj 08 |
|
Mi maraton całkowicie nie wyszedł. Po pierwszym zjeździe ktoś wywrócił się przed mną na trawie, a ja hamując powtórzyłem jego manewr. Stłukłem bark, ale zasadniczo nie przeszkadzał w jeździe bo boli tylko przy podnoszeniu ręki. Przez jakiś czas jechało się dobrze, ale wraz z opadami przyszedł kryzys który trwał do końca wyścigu. Może to wychłodzenie organizmu, może wynik tego że ostatnie treningi nie szły zbyt dobrze, albo jeszcze coś innego. Starałem się też bardzo uważać żeby nie zrobić sobie większej krzywdy Pod koniec dużo szedłem nie przejmując się kolejnymi mijającymi mnie zawodnikami i dziś zastanawiam się po co kończyłem wyścig.Gratuluję dobrych wyników zwłaszcza Lukciowi i Furmanowi ![]() |
|
|
| |
furman ![]() Posty: 3227 Miejscowość: Kraków Dołączył: 9 sty 06 |
|
Mój rower już po generalnym czyszczeniu. Wbrew pozorom bez tragedii. Ot standardowe zabrudzenia i wypłukania smaru. Po usunięciu wszędobylskiego piachu i błota, wyszejkowaniu łańcucha oraz naniesienie w newralgiczne miejsca odrobiny olejku wszystko zdaje się hulać. Pewnie wszelkie łożyska dostały w tyłek i ich czas życia ulegnie skróceniu ale najważniejsze, że bike jest gotowy do kolejnego ścigania ![]() Nawet klocki hamulcowe zniosły dzielnie te warunki i wystarczyło je przeczyścić tylko. | |
| Edytowane przez furman dnia 16-05-2011 18:00 | |
|
| |
szbiker ![]() Posty: 2370 Miejscowość: Kraków Dołączył: 29 kwi 09 |
|
Ten wyścig to był prawdziwy sprawdzian charakteru. Pierwsze dni przed maratonem nie zapowiadały tak kiepskiej pogody której akurat załamanie przyszło w dniu startu :-) Wystartowałem dystans giga. Przez pierwsze kilometry jechało się jeszcze „lajtowo”, jednak niedługo potem jak zaczęło padać wyścig stał się prawdziwym hardcorem :-) Przemoczona koszulka od deszczu sprawiała że na zjazdach i odsłoniętych fragmentach trasy wiatr mroził krew w żyłach czyt. było cholernie zimno :-) do tego stopnia że z upragnieniem wyglądałem podjazdów ;-) Po pewnym czasie po paru przejazdach przez rzeczki (jakby deszczu było mało ) i paru sekcjach piaszczystych (jedna taka że jechać się nie dało ) amortyzator usztywnił się na kamień i zaczęły znikać mi nowe klocki w tylnych V-kach. Skutecznie hamować mogłem tylko przodem czego następstwem na mokrych, śliskich gliniasto – trawiastych odcinkach były liczne upadki – było ich chyba z 5 kiedy leciałem przez kierę czy jak kto woli „robiłem klasyczne OTB” ;-) Na trasie mijałem też Hinola który z powodu problemów z przerzutką kilka razy stawał. Kiedy już któryś z kolei raz mnie wyprzedzał postanowiłem mocniej depnąć na pedały i utrzymać mu koło. Byliśmy akurat na odcinku asfaltowym. W chwili gdy obracałem korbą stanąłem na pedałach, łańcuch zakleszczył się czego efektem był upadek. Dosyć konkretnie przywaliłem lewym kolanem w asfalt. Szybko jednak podniosłem się i pojechałem dalej. Po pewnym czasie zobaczyłem ze cała noga jest we krwi. Przestałem też dobrze widzieć z powodu błota w oczach. Było mi już jednak wszystko jedno: ból mieszał się z chłodem i adrenaliną :-) Zacząłem jechać na maksa. Na około 80km mijałem Rozę – starałem się pocieszyć i pokrzepić do walki ale mi chyba nie wyszło Kiedy zobaczyłem że na liczniku jest już 88km i że mijam Spootnicka zmotywowało mnie to do podtrzymania „wysokich obrotów” (na tyle na ile pozwalał sprzęt). Jednak na jakimś zjeździe w lesie na gliniastym odcinku po koleinach, próbując utrzymać równowagę jakoś niefortunnie podpałem się lewą krwającą nogą :-) i dostałem mocnego skurczu w łydce. Rzuciłem rower na bok, zacząłem skakać na 1 nodze jednocześnie próbując wymasować mięsień :-) Kiedy to przeklęte zjawisko przestało już działać wróciłem do jazdy. Na szczęście do mety pozostało już tylko kilka km. Jeszcze „tylko” jakieś serpentyny w lesie, jeden, drugi podjazd….myślę sobie kiedy się to wreszcie skończy ….przejazd wzdłuż potokiem i cel został osiągnięty :-) Na mecie odkryłem drugie zastosowanie wody mineralnej z kubeczków czyli przemywanie zawalonych błotem oczu :-) Dygotając z zimna dotarłem do samochodu Furmana. Po przebraniu, powróciliśmy na metę gdzie było już parę zielonych. Lukcio podaje mi że zająłem 36 miejsce open – jest nieźle ! :-) Czekamy na kolejnych i dekoracje Furmana, Lukcia i Roze. Dzisiaj mogę powiedzieć że pomimo obolałych mięsni i czerwonych oczu ;-) z wyścigu jestem zadowolony, bo na pewno dałem z siebie wszystko co mogłem. Jeszcze raz gratki dla wszystkich. | |
| Edytowane przez szbiker dnia 16-05-2011 19:36 | |
|
| |
| LoveBeer Posty: 313 Miejscowość: Nowy Targ Dołączył: 2 sie 10 |
|
najważniejsze, że bike jest gotowy do kolejnego ścigania znaczy co, widzimy sie w iwoniczu ?
Piwny budda na rowerze. |
|
|
| |
| Skocz do Forum: |
) ... Na podjeździe w Miękini poszedłeś jak burza, a ja z kolei złapałem gumę zaraz po zjeździe rozkopanym asfaltem w lewo z głównej. Początkowo mleczko uszczelniło, ale w błocie poniżej kamieniołomu w Miękini i tak musiałem założyc dętkę ... Brawo dla Ciebie za wynik
, a dla Hinola za walkę mimo technicznych problemów !






), ale mam nadzieję, że od Krynicy już będzie tylko słońce i takie masakry się nie powtórzą!
postanowiłem mocniej depnąć na pedały i utrzymać mu koło. Byliśmy akurat na odcinku asfaltowym. W chwili gdy obracałem korbą stanąłem na pedałach, łańcuch zakleszczył się czego efektem był upadek. Dosyć konkretnie przywaliłem lewym kolanem w asfalt. Szybko jednak podniosłem się i pojechałem dalej. Po pewnym czasie zobaczyłem ze cała noga jest we krwi. Przestałem też dobrze widzieć z powodu błota w oczach. Było mi już jednak wszystko jedno: ból mieszał się z chłodem i adrenaliną :-) Zacząłem jechać na maksa. Na około 80km mijałem Rozę – starałem się pocieszyć i pokrzepić do walki ale mi chyba nie wyszło