Na zachód od Krakowa - 03.03.2006 - test GPS
Dodał(a): Piotr Furmański furman
04 marca 2006
Dzisiejszy dzień zaczął się pięknie. Od rana słońce zaglądało do okien i wywoływalo dobry nastrój. Po wypełnieniu domowych obowiązków z radością ubrałem się w rowerowe ciuszki i rzucając pogardliwe spojrzenie na trenażer wyszedłem na polko. Słoneczko mocno świeci ale ciepełka z niego niewiele. Nic to - trzask wpinanych bloków i już pomykam ulicą w kierunku Lasku Wolskiego. Mam dużo czasu i zamierzam go jak najepiej wykorzystać. Na podjeździe pod ZOO robię test i osiągam czas 8.30 - co w porównaniu do mojego rekordu wynoszącego 7 minut nie robi dobrego wrażenia. Jednak nie zrażam się tym, zima, zimowy rower, zimowe ciuchy - będzie lepiej :))
W Kryspinowie zatrzymuję się i uruchamiam nawigację ( routing ) na trasie, którą zaplanowałem sobie wczoraj. Wprawdzie znam teren i poradził bym sobie ale to kolejny dzień testowania mojego Garmina. Jadę teraz za wskazaniami GPS, ten informuje mnie o zbliżających się zakrętach. Odnoszę wrażenie, że myli się o jakieś 5-7 metrów. Za Mnikowem teren robi się już mniej znany. Za to bardzo ładnie. Słoneczko już wysoko, w miarę ciepełko, długi podjazd w Sance i pierwsze problemy orientacyjne. Zakręt w prawo na Frywałd. Robi się kłopot bo w prawo dwie drogi w odległości kilku metrów. Wybieram tę główną lecz już po kilkunastu metrach widzę, że strzałka na ekranie GPS wskazująca moją pozycje zeszła z zaplanowanej trasy. Powrót, skręcam w boczną drogę, wskaźnik wraca na poprawną trasę, lecz znów informacja o skręcie w prawo. Mijam jakąś dróżkę prowadzącą do szkoły i jadę kilka metrów. I znów okazuje sie, ze jednak to tam trzeba było jechać. Znów powrót i korekta trasy. Tym razem jadę już dobrze, jeśli mam być szczery to w życiu bym nie powiedział, że ta droga nie kończy się tuż za szkołą. Bardzo wąsko, bardzo mokro i ślisko. Cała droga oblodzona, dwie głębokie koleiny, którymi płyną bystre strumienie wody. Trzeba uważać z hamowaniem. Dalsza część trasy już prosta w orientacji. Jeszcze tylko mała przygoda na zakręcie za Brzoskwinią. Budzik wskazuje 50 km/h i widzę przed sobą zakręt. Delikatnie naciskam klamki aby lekko zwolnić gdy nagle przednie koło traci przyczepność i zaczyna robić gwałtowne ruchy na boki. Rzucam tylko przerażone spojrzenie czy aby z przeciwka nie nadjeżdża jakieś auto i przygotowuję się do upadku. Znacie zapewne te charakterystyczne bicia przedniego koła poprzedzające lot na ziemię. Tak jest i tym razem i gdy już czuję smak asfaltu w ustach koło łapie rytm, a boczne siły przenoszą się na tył ale już w stopniu który nie sprawia mi problemów. Oj - ostro było, naprawdę, serducho daje ostro czadu, w oczach jakoś tak pojaśniało i ogólnie czuję się jakoś dziwnie...
I tak jakoś docieram do Kryspinowa skąd już asfaltem jak najszybciej wracam do domu.

Oto track przedstawiający przejechaną trasę

A tutaj można zobaczyć profil trasy


Piotr Furmański

Ocena: (0)
0 komentarzy · 3840 czytań ·
Komentarze
04 listopada 2006 22:57:10
Jaki masz model Garmina bo się też przymierzam do tego typy sprzęcika nawigacyjnego? Twoje spostrzeżenia z dotychczasowej eksploatacji??
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.