Zamek w Rudnie..koniec świata
Dodał(a): Piotr Furmański furman
18 marca 2006
Tym razem sam wybrałem się na wycieczkę. Cel był juz wybrany wcześniej, a były nim ruiny zamku Tenczyn w Rudnie. Wieczorem sporządziłem sobie na komputerze trasę, a następnie załadowałem ją do GPS-a. Wybrałem boczne dróżki nie omijając tych leśnych gdzie spodziewałem sie zastać ubity śnieg i równą nawierzchnię. Rano bez pośpiechu zjadłem śniadanko i około 10 wyszedłem na pole.

Przez Kraków przejechałem bez kłopotów, na ulicy Kasztanowej odpaliłem nawigację i już według wskazań GPS pojechałem sobie w stronę Balic. Dojeżdżając do ulicy Balickiej zatrzymuję się na chwilę i kątem oka dostrzegam trzech bikerów śmigających w stronę gdzie i ja zmierzam. Poznaję Roberta jeżdżącego w barwach BikeWorld, reszta przemyka szybko i znika za zakrętem. Szybko i ja odpalam i zaczynam gonić towarzystwo. Mają sporą przewagę, około 300 metrów i nie obijają się. Jadę na maxa i zaczynam ich dochodzić ale w Szczyglicach widzę jak skręcają w prawo tak jak biegnie trasa maratonu krakowskiego. No cóż ja mam inne plany więc zwalniam i leniwie toczę się prosto.

Przejeżdżam pod wiaduktem i kieruję się w stronę Morawicy. GPS coś tam wskazuje ale nie patrzę na niego gdyż póki co teren mam obcykany. Skręcam w prawo w stronę Brzoskwini, spory podjazd pozwala rozgrzać się trochę, okulary zaczynają zaparowywać i serducho jakoś szybciej bije. Potem szybki zjazd i znow jestem na trasie maratonu, ale jadę w przeciwną stronę, przejeżdżam nad autostradą i i skręcam w prawo. Droga bardzo nieprzyjemna, tylko dwie głębokie koleiny z rwącą wodą. Co chwila zahaczam kołem o którąś krawędź. Na plecach ..znaczy się trochę niżej :)) czuję coraz większą wilgoć. Zaczynam pomału tracić orientację i coraz częściej zerkam na ekran garmina. A ten każe mi teraz zjechać z asfaltowej drogi i kieruje na inną o nieustalonej nawierzchni gdyż pokrytej grubą warstwą śniegu.

Mniam, mniam na to właśnie czekałem, z animuszem naciskam mocniej pedały i wgryzam się w tą białą masę....ale co jest ? Miał być twardu i ubity snieg a tutaj biała galareta. Opony zapadają się w tej mazi i tracą kierunek. Co kilka metrów zaliczam podpórkę, łancuch rzęzi niemiłosiernie a indeksacja mówi " sorry " i zajmuje sie czymś innym. Trwa to chwilę i tylko widok wyraźnej drogi na ekranie nie skłania mnie do odwrotu. Po 20 minutach takiej męczarni docieram w końcu do normalnej drogi i zastanawiam się co dalej.

To, że nie pojadę dalej opracowaną trasą jest oczywiste gdyż wyleczyłem się już z takich dróżek. Uruchamiam opcję routingu w odbiorniku i jadę wybraną przezeń trasą. Moim celem jest nadal Rudno. Ale szybko okazuje się, że z tymi GPS-ami to nie jest tak kolorowo. Owszem wybrał mi fajną drogę ale niestety biegnie ona przez teren jakiejś kopalni o czym informuje mnie szlaban i pani stróż, która na mój widok wychodzi ze swojej budki. Na razie nic nie mówi ale ja nie zamierzam kraść cennego kruszcu i zawracam.

No dobra, dość tej zabawy, badam swoje położenie na ekranie i tym razem jadę na czuja. I to okazuje się słuszną decyzją gdyż wyskakuję w Tenczynku skąd dojazd do zamku mam już dawno w głowie. Jadę sobie spokojnie i rozglądam po okolicy. Tutaj o wiośnie to nikt nawet chyba nie słyszał, zwały śniegu, mokro, szum płynącej wody. Już jest tabliczka wskazująca drogę do zamku. Krotki ale stromy podjazd, potem wąską drogą, mijam kościół i już widać ruiny. Ostatnie 300 metrów pokonuję pieszo w mokrym śniegu. Prowadzę rower ale po chwili dziwne rzeczy zwracają moją uwagę. Strasznie ciężko się prowadzi aż w końcu przednie koło przestaje się kręcić. Hmm...bardzo dziwne, rzucam okiem co jest grane, bardzo dziwne. Już wiem ! Jakie to proste, śnieg obkleił oponę, a ponieważ mam założone błotniki to unieruchomił ją całkowicie. Trochę się z tym szarpię i idę dalej. Jednak już po kilku metrach dzieje sie to samo wobec czego biorę złoma na ramię.

Pod zamkiem nie bawię długo, kilka minut i zbieram sie dalej. Czeka mnie teraz ostre zejście. O jeździe nie ma co marzyć w takich warunkach. Wspominam sobie I maraton krakowski gdyż wtedy tym zjazdem prowadziła trasa. Ech - to była frajda, lecieć sobie z szumem wiatru w uszach w dół. A teraz....pomału sprowadzam rower i czekam tylko na lepszą nawierzchnię. Na asfalcie otrzepuję śnieg, wydłubuję go z pedałów i bloków. Cel został osiągnięty, teraz pozostaje tylko szybki powrót do domu. Nie kombinuję już i lecę najszybszą drogą do domu.

Ponownie przejeżdżam przez Tenczynek, potem szybko mijam Krzeszowice. Za Rudawą korci mnie żeby myknąć sobie podjeździk Kochanów - Szczyglice. A co tam - jak szaleć to szaleć, zresztą bliżej będę mial tędy :))

I znów jadę trasą maratony krakowskiego. Przez sekundę przechodzi mi przez myś co by spróbować zjechać sobie wąwozem ale to tylko przez sekundę :))
W Szczyglicach jestem już konkretnie rozgrzany, wypijam ostatnie łyki napoju z bidonu i śmigam do niedalekich już Balic. I w zasadzie nie ma więcej o czym pisać, gdyż po mieście wszędzie jeździ się tak samo.

Statystyki

trp 90,09 km
avs 18,54
stp 4,51


Piotr Furmański

Ocena: (0)
0 komentarzy · 3538 czytań ·
Komentarze
18 marca 2006 20:43:39
No nieźle, nieźle :)
19 marca 2006 00:58:36
Furman napisał:
"Jednak już po kilku metrach dzieje sie to samo wobec czego biorę złoma na ramię."

MiśQ napisał:
"Piotrek nie powinieneś obrażać swojego stalowego rumaka, gdyby nie on, nie zdobyłbyś Rudna!"
:)
19 marca 2006 18:50:48
Ja tak pieszczotliwie na niego mówię :))..poza tym jeszcze by w somouwielbienie wpadł..
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.