Dolina Dłubni - 27.05.2006
Dodał(a): Piotr Furmański furman
27 maja 2006
Kolejny wspólny wyjazd za nami. Pomimo niezbyt zachęcającej pogody dołączył do nas nowy kolega - Lesław. Pojawił się również Cross, Pit oraz ku mojemu zaskoczeniu Joanna, która nie przestraszyła się zimna oraz panującej wokół wilgoci i po raz kolejny udowodniła, że gdy tylko ma czas to zawsze można na nią liczyć.

Ten wyjazd z założenia miał być relaksowy i taki był, tylko podjazd w Batowicach wyzwolił nutkę rywalizacji pomiędzy mną oraz Crossem ale szybko odpuściłem gdyż moje kolanka ostatnio coś kręca nosem gdy ja kręcę pedałami. Dalsza droga była już naprawdę lajtowa, tereny przez które przejeżdżaliśmy zaskoczyły nas swoim urokiem. Chociaż poruszaliśmy się drogami asfaltowymi to nie czuliśmy dyskomfortu związanego z ruchem samochodowym.

Było kilka epizodów z szukaniem właściwej trasy ale dzięki temu trafiliśmy na bardzo przyjemne szutrowe drogi, które dostarczyły nam wiele frajdy. Po przekroczeniu drogi Kraków - Kielce i uzupełnieniu zapasów energetycznych wstąpiły w nas nowe siły, a gdy jeszcze zaświeciło słońce to już byliśmy całkiem " happy"

Szybko przemknęliśmy przez gwarne Iwanowice i skierowaliśmy się na Minogę zostawiając towarzyszącą nam dotąd Dłubnię. Ten odcinek trasy to chyba najprzyjemniejsza część wycieczki, asfalt ustąpił miejsca wygodnej gruntowej drodze. Wokół piękny las, Joannie coś tam kukułka wykukała :)) i nawet kapeć w moim przednim kole nie zepsuł nam humorów. Po załataniu dętki u Pita obudził się duch trapera i poprowadził nas w las niebieskim szlakiem turystycznym. Początek był ciekawy, a potem zrobiło się jeszcze ciekawiej aż do kulminacji gdy trzeba było pokonać bardzo stromy zjazd. Najpierw pojechał Pit, który jak tylko znalazł się na dole, to chyba za bardzo się odprężył gdyż już kilkanaście metrów dalej na prostej drodze zaliczył bliskie spotkanie z glebą.

Dalsza trasa była nadal przyjemna, długi odcinek kapitalną, pofałdowaną i prostą jak strzała drogą wiodącą przez las. Za Wielmożą zaliczamy jeszcze szlak rowerowy przez Dolnę Zachwytu ( tak się nazywa) i lecimy już na Ojców i dalej przez Prądnik Korzkiewski do Zielonek. Za Zielonkami Lesław łapie flaka i Joanna z Pitem zostają, a ja z Crossem pomykamy do Krakowa

Dystans - 92,8
Średnia 18,4
Czas jazdy 5,03
Czas postoju 2,15
Średnia prędkość podróży - 12,7


Fotki z wyjazdu

Obraz naszej trasy

Profil trasy


Piotr Furmański

Ocena: (0)
0 komentarzy · 5805 czytań ·
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.