Leszno, Puszcza Kampinoska 8 październik 2006
Ukończyłam swój czwarty maraton, drugi na piachach, a ostatni w tym sezonie, szkoda, bo właśnie się rozkręciłam. Do mety (mega 50km) dojechałam cała i zdrowa, rower niestety trochę ucierpiał(...)
Na starcie o 10.00, nie zajęłam strategicznej pozycji i to był błąd, jak się później okazało. Ruszył optymistyczny tłumek, po trupkach, byle do celu. Selekcja wstępna przebiegała niezbyt sprawnie w porównaniu do pierwszego podjazdu w Istebnej, na którym każdy szybko odnalazł swoje miejsce w szeregu.
Pierwsze kilometry Maratonu Mazovii to droga przez wydmy, z którymi jeszcze nie mam zbyt dużo doświadczenia, wiec nie mogłam doczekać się wjazdu do lasu i wąskich ścieżek między drzewami. które wydawały mi się (przynajmniej z opisu trasy) bardziej przyjazne. Doczekałam się i po kilku kilometrach razem z dziarską gromadką wjechałam do lasu, gdzie na wąskiej ścieżce szybko zrobił się korek.
Poruszając się z prędkością bliską zero na godzinę zostałam przytłoczona rowerkiem z rowerzystą (swoje musiał chłopak ważyć), wyglądało jak reakcja łańcuchowa, jedno ogniwko straciło równowagę (...)
Pozbierałam się szybko i ruszyliśmy leśnymi ścieżkami, byle do pierwszego asfaltu. Coś mi forma spadla, pomyślałam, ze to tyko przez męcząca jazdę w piachu i pomknęłam szosą. Blokując amortyzator (w celu OGIEŃ) zauważyłam, ze moje przednie koło podejrzanie rusza się na boki. Hamuje, bo coś ewidentnie nie gra, sprawdzam hamulce z przodu, które blokują oponę. Przyjazny człowiek, który się zatrzymał doradził że musze jechać po prostu bez przedniego hamulca, ale że nie jest on w sumie potrzebny! To było przed 10km, więc poczułam się trochę nieswojo, ale zgodnie z zasadą NIE HAMUJ pojechałam dalej.
Obserwacja trasy przebiegała niezbyt dokładnie, bo byłam skoncentrowana na tym, żeby nie hamować, a przynajmniej nie lewym hamulcem. Głównie droga prowadziła przez las, szybsze drogi i wąskie kręte leśne ścieżki urozmaicone odcinkami piachu, kilka malowniczych miejsc, przejazd przez mostek utkwił w pamięci; wydmy piaszczyste to rozgrzewka i zakończenie maratonu. Raczej płasko, tylko kilka bardzo krótkich i ostrych podejść w piachu wsypującym się do butów. Aura sprzyjała, picia i jedzenia nie brakowało. Jestem bardzo zadowolona, przede wszystkim kolejny ukończony maraton, a doświadczenie przyda się w nowym sezonie, zwłaszcza taktyka jazdy w tłumie.
Dojechałam na metę z czasem 2h52, według nieoficjalnej klasyfikacji w swojej kategorii (mój ostatni maraton K2) byłam na 9 miejscu. Cieszę się oczywiście, ale będzie lepiej! Motywacja do zimowego treningu jest!
Szkoda, ze Puszcza Kampinoska jest tak daleko, bo fajnie by było zrobić wypad w piachy dla odmiany. Na początku było mi trudno, ale jak się już zaaklimatyzowałam to od około 15km zaczęło mi się całkiem podobać.
Mimo poniesionych strat, zapewniam, że było warto!
Maraton Mazovia Leszno 8.10.2006
Komentarze
09 października 2006 14:41:50
09 października 2006 14:49:00
09 października 2006 18:19:58
i podziwiam09 października 2006 19:30:42

10 października 2006 21:20:07
)Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.