Grzywacka na czas - 03.05.2007
Dodał(a): Piotr Furmański furman
04 maja 2007
Po raz pierwszy udało mi się uczestniczyć w cyklicznej już imprezie jaką są zawody w podjeździe na czas na Górę Grzywacką w Kątach k/ Nowego Żmigrodu. Już od kilku lat słyszałem o tym wyścigu lecz jakoś do tej pory nie miałem okazji pojawić się na nim. Tutejsze okolice prócz tego, że bardzo piękne są bliskie mojemu sercu bo to moje rodzinne strony. W tym roku dzięki informacjom na stronie jesielskich cyklistów www.jaslobike.com wiedziałem już wcześniej o wyścigu co pozwoliło mi wciągnąć go do kalendarza. Na miejsce startu dojechałem rowerem, trzydzieści kilka km. zajęło mi około 2 godzin jazdy ale naprawdę lajtowym tempem. W nogach czułem jeszcze maraton w Karpaczu ale nie było to jakieś zmęczenie wręcz przeciwnie musiałem cały czas się pilnować bo jakoś cały rwałem się do ostrej jazdy.

Na polu bardzo chłodno, zimny wiatr przenikał do szpiku kości. Na miejscu mało ludzi ale co chwilę podjeżdżało auto z rowerami. Bus z Głogoczowa przywiózł ekipę ISKRY, a z nią Tomasza Sikorę, który stał sie chyba murowanym faworytem do zwycięstwa. Po chwili pojawili się bracia Bieniasz, a za nimi nadciągnął Tomasz Leśniak. Te nazwiska gwarantowały, że walka w seniorach będzie naprawdę ostra. Tablica z dotychczasowymi rekordami trasy informowała o czasach i zapowiadało się, że zajdą tutaj spore zmiany. Po zarejestrowaniu ruszyłem na objazd trasy. Długość podjazdu liczy około 2800 m. a różnica poziomów to 240 m. po kamienistej drodze miejscami bardzo stromo wznoszącej się do góry.

Początek asfaltem, potem kilkanaście metrów po betonowych płytach. W tym miejscu bardzo stromo do tego stopnia, że trzeba uważać na przednie koło, które wierzga do góry. Podjazd skończyłem z czasem około 20 minut. Rekord trasy w kategorii weteran do jakiej zostałem przydzielony wynosił 15.30 i raczej był spokojnie do pobicia. Ogółem do zawodów wystartowało ponad 60 zawodników. Start następował co minutę i fajnie można było obserwować jak pierwszy kilometr pokonują wyraźnie widoczni z miejsca startu. Dobrze widać kto mocny, kto słabszy, już na tym odcinku silniejsi niwelowali minutową różnicę czasu i zbliżali się wyraźnie do swoich poprzedników.

Ja wystartowałem jako drugi zawodnik w swojej kategorii i dosyć mocno ruszyłem na początku. Gdy kończył sie asfalt słyszałem jak starter wypuszcza kolejnego zawodnika. Trochę to deprymujące gdyż właśnie zaczyna się najostrzejszy fragment, szybkość spada dramatycznie, a po prawej stronie w dole widać wyraźnie jak gostek za mną ostro i szybko rwie asfaltem. Cały wyścig to w zasadzie jazda na granicy zgonu. Nie uratował się przed nim mój poprzednik, który już po 4-5 minutach zatrzymał się na poboczu i wręcz przewrócił razem z rowerem w trawę. Czyli nie będę ostatni bo już jeden jest za mną :) W połowie drogi w locie rozmawiam chwilę z Maxem Bieniaszem. Ponoć dobry czas wykręcił, a Mirek jeszcze lepszy. Pokonuję dwa bardzo strome fragmenty po serpentynach, na drugim widzę już blisko za sobą goniącego mnie rywala.

Zagryzam zęby i chyba tylko dzięki adrenalinie utrzymuję się jeszcze w siodełku. Dyszę już jak mops, a pulsometr pokazuje 181 uderzeń co świadczy, że jadę już prawie na maxa. Ostatni zakręt i jeszcze tylko kawałek po trawie, ostatnie metry stromo do góry na stojąco z zablokowanym amortyzatorem.
Dobra chwila potrzebna mi na dojście do siebie. Czas 14.50 czyli pobity rekord o ponad 40 sekund ale nie mo co podskakiwać z radości bo następny gościu wpada na metę jakieś 30 sekund po mnie co znaczy, że o tyle właśnie mnie wyprzedził. Na górze chwila rozmowy ze znajomymi bikerami z Jasła i pomału zjeżdżam w dół. Spotykam Mirka Bieniasza i gawędząc schodzimy sobie spokojnie.

Oczekiwanie na wyniki upływa wolno. Powoli pojawiają się te pierwsze i już widać, że tak jak myślałem stare rekordy przechodzą do lamusa gdyż praktycznie w każdej kategorii zostają wyraźnie pobite. Czasy mocno wyśrubowane, dla porównania, zwycięzca z juniorów starszych pojechał 4 minuty szybciej odemnie. Wygrał nawet z Tomaszem Sikorą i ustanowił nowy rekord trasy z czasem 10.18. W seniorach wygrał wspomniany Sikora, a drugie i trzecie miejsce zajęli bracia Bieniasz.

W weteranach ku mojemu zdziwienie nie okazałem się taki zły i udało mi się zająć 5 pozycję, która to okazała się najniższą na dekoracji. Otrzymany puchar oraz dyplom jest miłą niespodzianką i nagrodą za żmudną pracę nad własną kondycją. Podsumowująca bardzo udane dla mnie zawody. Naprawdę niewiele zabrakło do lepszego miejsca, a przewaga nad następnym zawodnikiem zdecydowana. W tych okolicznościach coraz bardziej skłaniam się do systematycznego uczestnictwa w zawodach o Puchar Smoka, których kilka edycji organizowanych jest w okolicach Jasła.

Skromna galeria na naszej stronce

Obszerna galeria na stronie www.jaslobike.com

Wyniki wyścigu

Ocena: (2)
0 komentarzy · 3109 czytań ·
Komentarze
04 maja 2007 22:58:55
Furman takie wlasnie drobne sukcesy ciesza! Gratulacje! Widac, ze praca na soba nie idze w las.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.