Na polu bardzo chłodno, zimny wiatr przenikał do szpiku kości. Na miejscu mało ludzi ale co chwilę podjeżdżało auto z rowerami. Bus z Głogoczowa przywiózł ekipę ISKRY, a z nią Tomasza Sikorę, który stał sie chyba murowanym faworytem do zwycięstwa. Po chwili pojawili się bracia Bieniasz, a za nimi nadciągnął Tomasz Leśniak. Te nazwiska gwarantowały, że walka w seniorach będzie naprawdę ostra. Tablica z dotychczasowymi rekordami trasy informowała o czasach i zapowiadało się, że zajdą tutaj spore zmiany. Po zarejestrowaniu ruszyłem na objazd trasy. Długość podjazdu liczy około 2800 m. a różnica poziomów to 240 m. po kamienistej drodze miejscami bardzo stromo wznoszącej się do góry.
Początek asfaltem, potem kilkanaście metrów po betonowych płytach. W tym miejscu bardzo stromo do tego stopnia, że trzeba uważać na przednie koło, które wierzga do góry. Podjazd skończyłem z czasem około 20 minut. Rekord trasy w kategorii weteran do jakiej zostałem przydzielony wynosił 15.30 i raczej był spokojnie do pobicia. Ogółem do zawodów wystartowało ponad 60 zawodników. Start następował co minutę i fajnie można było obserwować jak pierwszy kilometr pokonują wyraźnie widoczni z miejsca startu. Dobrze widać kto mocny, kto słabszy, już na tym odcinku silniejsi niwelowali minutową różnicę czasu i zbliżali się wyraźnie do swoich poprzedników.
Ja wystartowałem jako drugi zawodnik w swojej kategorii i dosyć mocno ruszyłem na początku. Gdy kończył sie asfalt słyszałem jak starter wypuszcza kolejnego zawodnika. Trochę to deprymujące gdyż właśnie zaczyna się najostrzejszy fragment, szybkość spada dramatycznie, a po prawej stronie w dole widać wyraźnie jak gostek za mną ostro i szybko rwie asfaltem. Cały wyścig to w zasadzie jazda na granicy zgonu. Nie uratował się przed nim mój poprzednik, który już po 4-5 minutach zatrzymał się na poboczu i wręcz przewrócił razem z rowerem w trawę. Czyli nie będę ostatni bo już jeden jest za mną
W połowie drogi w locie rozmawiam chwilę z Maxem Bieniaszem. Ponoć dobry czas wykręcił, a Mirek jeszcze lepszy. Pokonuję dwa bardzo strome fragmenty po serpentynach, na drugim widzę już blisko za sobą goniącego mnie rywala. Zagryzam zęby i chyba tylko dzięki adrenalinie utrzymuję się jeszcze w siodełku. Dyszę już jak mops, a pulsometr pokazuje 181 uderzeń co świadczy, że jadę już prawie na maxa. Ostatni zakręt i jeszcze tylko kawałek po trawie, ostatnie metry stromo do góry na stojąco z zablokowanym amortyzatorem.
Dobra chwila potrzebna mi na dojście do siebie. Czas 14.50 czyli pobity rekord o ponad 40 sekund ale nie mo co podskakiwać z radości bo następny gościu wpada na metę jakieś 30 sekund po mnie co znaczy, że o tyle właśnie mnie wyprzedził. Na górze chwila rozmowy ze znajomymi bikerami z Jasła i pomału zjeżdżam w dół. Spotykam Mirka Bieniasza i gawędząc schodzimy sobie spokojnie.
Oczekiwanie na wyniki upływa wolno. Powoli pojawiają się te pierwsze i już widać, że tak jak myślałem stare rekordy przechodzą do lamusa gdyż praktycznie w każdej kategorii zostają wyraźnie pobite. Czasy mocno wyśrubowane, dla porównania, zwycięzca z juniorów starszych pojechał 4 minuty szybciej odemnie. Wygrał nawet z Tomaszem Sikorą i ustanowił nowy rekord trasy z czasem 10.18. W seniorach wygrał wspomniany Sikora, a drugie i trzecie miejsce zajęli bracia Bieniasz.
W weteranach ku mojemu zdziwienie nie okazałem się taki zły i udało mi się zająć 5 pozycję, która to okazała się najniższą na dekoracji. Otrzymany puchar oraz dyplom jest miłą niespodzianką i nagrodą za żmudną pracę nad własną kondycją. Podsumowująca bardzo udane dla mnie zawody. Naprawdę niewiele zabrakło do lepszego miejsca, a przewaga nad następnym zawodnikiem zdecydowana. W tych okolicznościach coraz bardziej skłaniam się do systematycznego uczestnictwa w zawodach o Puchar Smoka, których kilka edycji organizowanych jest w okolicach Jasła.
Skromna galeria na naszej stronce
Obszerna galeria na stronie www.jaslobike.com
Wyniki wyścigu