Piekło w Łężynach - III Edycja pucharu Smoka 22.07.2007
Dodał(a): Piotr Furmański furman
24 lipca 2007
Trzecia edycja Pucharu Smoka 2007 odbyła się w zagubionych wśród pagórków Łężynach. Położona z daleka od głównych dróg wieś ściągnęła do siebie około 140 startujących oraz równie liczną publiczność w postaci rodzin, znajomych jak i okolicznych mieszkańców. To naprawdę duże wydarzenie gdy do leżącej „ na końcu świata” wioski zjeżdżają się niezliczone samochody z rowerami na dachu. Parking pod szkołą już zapchany, parkują gdzie się da, na poboczu, pod sklepem, w polu. Tutaj można sobie na to pozwolić, straż miejska nie goni, nie ma zakazów zatrzymywania, ruch praktycznie żaden, bezpiecznie. Senna wieś w przeciągu kilkudziesięciu minut zmieniła się tętniące życiem kolarskie miasteczko.

Dla mnie ten wyścig był bardzo ważny i muszę przyznać, że przygotowywałem się do niego bardzo sumiennie. Po dwóch wcześniejszych edycjach miałem kilkupunktową przewagę nad drugim w klasyfikacji Stanisławem Rakiem lecz trzeba przyznać, że ten ostatnio zanotował spory wzrost formy. Z kolei w moim przypadku dyspozycja również ustabilizowała się na wysokim poziome lecz z różnych przyczyn nie potrafiłem tego okazać podczas ostatnich startów. W Foluszu zawiodła technika, w Jaśle przemęczenie maratonem w Krynicy. Tak więc zawody w Łężynach miały dać odpowiedź który z nas będzie bliżej zwycięstwa w klasyfikacji generalnej.

Jedyne co było wiadomo na pewno to fakt, że będzie gorąco, zarówno w prawdziwym tego słowa znaczeniu jak i w kwestii sportowej. Miniony tydzień obfitował w rekordowe temperatury i nagrzane powietrze nie zachęcało do jazdy. Wprawdzie lekkie zachmurzenie dawało ulgę lecz gdy tylko słońce wychylało się zza chmur to robiło się bardzo nieprzyjemnie. Objazd trasy i już wiem, że będzie szybko, typowa interwałówka gdzie nie ma miejsca na odpoczynek. Dokręca się na krótkich zjazdach i atakuje podjazdy na twardych biegach. Duża część ukryta w gęstym lesie dającym skuteczną ochronę przed kanikułą.

Po objeździe jak zwykle badanie terenu .....i spore zaskoczenie. Waldek Banasiński kręci się na swoim srebrnym Sabotage. Po chwili obok przemyka Krzysztof Gierczak. Obaj Ci panowie są mi bardzo dobrze znani i już wiem, że dzisiaj będzie naprawdę ciężko o dobre miejsce. O ile z Banasińskim jestem w stanie nawiązać walkę to z Gierczakiem będzie to trudne. No a przecież jeszcze jest Rak. Jestem jednak dobrej myśli, ostatnie treningi przebiegały bardzo dobrze i liczę na to, że tanio skóry nie sprzedam.

Startujemy 13.30. Jak zwykle taktyka przewiduje spokojny start i pilnowanie czołówki. Oczywiście Gierczak i Banasiński szybko wychodzą na prowadzenie, kilka szybkich ruchów korbą i siadam im na koło. Szybki przejazd asfaltowym odcinkiem z niebezpiecznym betonowym mostkiem leżącym tuż za zakrętem i już piaszczysty zakręt w lewo , a za nim stromy podjazd. Tutaj wyprzedzam Banasińskiego i daję tuż za Gierczakiem. Jedzie mi się nad podziw dobrze, nawet kilka razy muszę zwalniać więc gdy tylko pojawia się więcej miejsca mocniej deptam i już jestem na prowadzeniu. Robi się wesoło bo akurat zaczyna się najcięższy podjazd na trasie. Jedziemy zaledwie kilka minut ,a w gardle już sahara. Na razie udaje mi się utrzymać dobre tempo chociaż za plecami słyszę oddechy konkurentów.

Na drugą rundę wjeżdżam jako pierwszy lecz kilka metrów dalej Gierczak dochodzi mnie i wyprzedza. Banasiski zaledwie kilka metrów za mną, Rak został trochę dalej i traci już ponad 30 sekund. Znów jadę za Gierczakiem i staram się go pilnować aby za daleko nie odskoczył. To paradoks – wiem, że jadę za szybko lecz póki co nie mam wyjścia i trzeba pchać ten kierat. Pulsometr pokazuje tętna ponad 170 uderzeń co dobrze wieszczy na dalszą część trasy. Trzymam się cały czas kilka metrów za prowadzącym i spokojnie pokonuję podjazdy. O ile w nogach czuję się dobrze o tyle zaczynam niepokoić się o picie. Takie zawody trwające 40-50 minut pokonuję bez picia ale tym razem z racji pogody zapowiada się, że nie dociągnę bez czegoś mokrego. W gardle płonie ogień i zaczyna się trudno oddychać.

Dojeżdżając na trzecie okrążenie z daleka daję sygnały żonie aby rzuciła coś do picia. Na szczęście jest przygotowana i łapię butelkę z chłodną wodą. Przynosi ulge lecz tylko na chwilę gdyż organizm odczuł już skutki odwodnienia i zaczyna się robić nieciekawie. Na dodatek stromy odkryty podjazd pokonuję w pełnym słońcu. To dobija mnie skutecznie, wdychane łapczywie powietrze wręcz parzy, czuję się jak w saunie, ogranie mnie totalna niemoc i przez chwilę myślę o zakończeniu tego piekła gdzieś na poboczu. Nie trzeba długo czekać na efekty tego kryzysu gdyż szybko pojawia się Banasiński i pomału wyprzedza mnie po prawej. Rzut oka w tył – jest pusto. Słowo daję, że gdyby pojawił się tam jakiś rywal to ten wyścig dla mnie by się skończył. Pewnie depnął bym mocniej kilka razy czego efektem był by zgon gdzieś pod drzewem.

Tymczasem przy życiu trzyma mnie realna szansa na trzecie miejsce. Wiem, że podjazd zaraz się kończy, kawałek po płaskim w cieniu i spory zjazd dający ulgę. Jakoś doczołguję się na górę i ile się da staram się nie zgubić Banasińskiego. Jedzie bez amorka ,na zjeździe trochę nadrabiam i zbliżam się do niego. Po totalnym kryzysie wypita woda oraz jazda w cieniu i chłodzący zjazd przynosi ulgę i zaczynam normalnie funkcjonować. Na dole Banasiński zatrzymuje się i grzebie coś przy łancuchu. To dodaje mi skrzydeł , kamienisty podjazd pokonuję na stojąco,a potem mocno dokręcam na zjeździe.

Bardzo nieprzyjemny zjazd po luźnych kamieniach i mocnym łuku w lewo. Zbyt szybko zbliżam się do jakiegoś zawodnika z innej kategorii i muszę jakoś wyhamować co na tej nawierzchni i przy tej szybkości nie jest łatwe. Zmiana toru jazdy również nie wchodzi w rachubę gdyż jestem już na łuku i każdy ruch kierownicą gwarantuje jedynie solidną glebę i sporą dawkę bólu. Nie jest tragicznie ale nie jest też wesoło, udaje mi się jednak delikatnie przyhamować i chociaż przednie koło wpada w delikatny poślizg to jednak błyskawicznie puszczam klamki i mocno trzymając kierownicę trzymam się skrawka pobocza o centymetry od krzaków i drzew.

Dojazd na czwartą rundę i znów żona ratuje mnie wodą. Jestem już nieźle wycięty, a Gierczak ma już minutę przewagi.Wiem, że z nim nie wygram i skupiam się na zachowaniu drugiej pozycji. Banasiński został sporo z tyłu, o Raku żadnych wieści. Ostatni podjazd pokonuję dosyć sprawnie, za sobą nie widzę nikogo i spokojnie zjeżdżam w dół. Już nie szarżuję i staram się nie złapać jakiejś głupiej awarii albo gleby tuż przed metą. Ostatnie kontrolne spojrzenie w tył przez ramię i już niezagrożony spokojnym tempem wjeżdżam na metę. Około 30 sekund straty do Gierczaka, ponad minuta przewagi nad Banasińskim. Jako czwarty po dłuższym czasie pojawia się Rak, tuż za nim Krzesiński ze Żbika. Do mety kilkanaście metrów ale uwagę trzeba zachowac do końca. Jeden nerwowy ruch i Rak leży w pyle drogi i tym samym spada na 5 pozycję dosłownie kilka metrów od linii mety.

Po każdym widać ogromne zmęczenie i stpczoną walkę z pragnieniem, zmęczeniem i gorącem. Mam zmieniony głos, w gardle piecze i co chwilę nachodzą mnie krótkie ataki kaszlu. Pierwsze podsumowania gdy patrzę na pulsometr. Średnia z jazdy to 173 uderzenia. Jak dla mnie to kosmos nawet biorąc pod uwagę, że to szybkie i krótkie XC. Maksymalna to 181 uderzeń czyli drugi wynik w tym roku ( rekord był na czasówce na Grzywacką). Jestem bardzo zadowolony bo w konfrontacji ze "starymi" rutyniarzami pokazałem się z bardzo dobrej strony. Zdecydowana wygrana z jednym i niewielka strata do drugiego cieszy i daje dużo satysfakcji.

No i na koniec klaruje się klasyfikacja generalna. Staszek Rak dzisiaj bedąc w gorszej dyspozycji i zmagając się z kontuzją zanotował gorszy wynik co pozwoliło zwiększyć mi przewagę o sporą ilość punktów. Biorąc pod uwagę, że zawody za tydzień w Dukli zostały odwołane to do ostatniej edycji przystąpię jako murowany kandydat do zwycięstwa
W zasadzie wystarczy mi przyjechać na 5-6 pozycji aby wygrać cały cykl. To cieszy :)

Obszerna galeria na stronie Jasielskich Cyklistów
Skromna galeria na naszej stronce

Piotr Furmański

Ocena: (1)
0 komentarzy · 3870 czytań ·
Komentarze
24 lipca 2007 08:58:46
jeszcze raz moje gratulacje za wynik i fajną relację:)
24 lipca 2007 09:19:21
Pięknie!
24 lipca 2007 19:15:22
Brawo Furman !!!! :)
25 lipca 2007 08:21:42
Ciesze sie razem z Toba Wycinaku!!
Wielkie gratulacje!!!!!!!!!!!!!!!!
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.