Zieloni na VI Ekstremalnym Rajdzie Orła – Chrzanów 15-16.09.2007
Dodał(a): dziczek
17 listopada 2007
Na VI ERO wystawiliśmy mocną reprezentację, no może bardziej liczną niż mocną... W każdym razie w sobotni poranek zazieleniło się nad zalewem w Chechle. W kategorii OPEN wystawiliśmy dwie drużyny: Bracia Zet rowerowanie.pl, w składzie Pit i Korek oraz parę mieszaną B&K Laguna rowerowanie.pl, czyli mnie (Dziczek) i Elawinię. W kategorii PROFI wystartował zaś piąty zielony - Skolioza ze swoim kolegą Sierżantem, w zespole pod nazwą Ostatni Tabor.

Etap rowerowy rozpoczął sie o 8 rano, niczym w Le Mans. Na początek biegiem do maszyn zaparkowanych kawałek dalej. Na pierwszym punkcie kontrolnym bieg na orientację w deszczu. Tu, ku naszemu wielkiemu zdziwieniu, jeden z punktów przybiegł do nas, a nie my do niego, a drugiego nie było wcale, ponieważ organizator nie zdążył ich rozstawić. Na szczęście uznano nam wszystkie, mieliśmy zresztą jako świadków dwa inne zespoły, które wraz z nami szukały tego nieszczęsnego punktu kontrolnego. Po biegu, z nazwy, bo większą część trasy przeszliśmy i przetruchtaliśmy, pojechaliśmy dalej. Wraz z biegiem skończył się też deszcz.

Kolejnym przerywnikiem w kręceniu było zadanie specjalne, które polegało na wejściu na skałę po drabince alpinistycznej. Tam dogoniliśmy i wyprzedziliśmy Braci Zet. Drabinka nieco mnie zmęczyła, ale nie aż tak, jak Pita, który jednak dzielnie walczył i ukończył zadanie specjalne.

Z Braćmi Zet tasowaliśmy się jeszcze kilkukrotnie na trasie, by ostatecznie skutecznie im uciec. Etap rowerowy poszedł nam świetnie, stopniowo poprawialiśmy swoją pozycję. Bezbłędna nawigacja i optymalny dobór trasy zaowocowały czwartym miejscem po etapie rowerowym, mimo, że przejechaliśmy aż 100 km, przy 85 km podanych przez organizatora.

Wróciliśmy do bazy na przepak i wskoczyliśmy do kajaka. Teraz 2 km po zalewie. Nie było łatwo, ponieważ wiał silny wiatr i była dosyć duża fala. O dziwo udawało się nam płynąć na wprost. Był to nasz drugi rejs na kajaku. Pierwszy, po Wiśle, zakończył się kręceniem piruetów, dlatego tak obawialiśmy się tej wodnej konkurencji. Po powrocie na pomost Żaba poinformowała nas, że Bracia Zet właśnie wypłynęli. My podczas tego etapu straciliśmy jedną pozycję i jako piąty zespół wyruszyliśmy na etap pieszy.

Etap pieszy to zdecydowanie nie nasza konkurencja, a liczył sobie według organizatora aż 24 km. Brak przygotowania biegowego zmusza nas do chodzenia i ewentualnie truchtania. Mimo to szło nam nadspodziewanie dobrze i dzięki precyzyjnej nawigacji dotrzymywaliśmy kroku dużo lepiej przygotowanym biegowo zespołom. Po drodze kolejne zadanie specjalne – tyrolka w kamieniołomie. W okolicach zamku nieco pobłądziliśmy, ale jak się okazało inne zespoły pobłądziły dużo bardziej i utrzymywaliśmy piątą pozycję. Zaczęło się ściemniać. Odcinek specjalny zaczął nam sprawiać coraz większe trudności. Okazało się, że nasze czołówki świecą zbyt słabo. Na szczęście dogonił nas zespół z dobrym oświetleniem i wspólnie pokonaliśmy OS.

Było już całkiem ciemno. Postanowiliśmy pójść na azymut. Niepotrzebnie zaufaliśmy umiejętnościom nawigacyjnym konkurentów i po przedarciu sie przez zarośla wyszliśmy na drogę w zupełnie złym miejscu. Chwilę później rozdzieliliśmy się. I tu wydarzyła się katastrofa. Zgubiłem kartę kontrolną. Mimo godzinnych poszukiwań i wielu starań nie udało mi się jej odnaleźć. Nie byłem w stanie nawet wrócić po śladach. Zrezygnowani postanowiliśmy dla własnej satysfakcji ukończyć rajd. Czas powoli się kończył, ale nie chcieliśmy dać za wygraną. Musieliśmy przebić się przez ciężki teren, ponieważ właściciel posesji stracił cierpliwość, gdy biegałem tam i z powrotem szukając karty i nie pozwolił nam przejść przez jego teren. Straciliśmy około 1,5h.

Opuściły nas siły, tempo spadło, Elawinia zaczęła zasypiać idąc. Punkt na wyspie zaliczyliśmy o 23. Wiązało się to z porządnym zakasaniem nogawek i brodzeniem po stawie, na szczęście do przejścia było tylko kilka metrów. Zostało nam dotarcie do mety. Trasę skróciliśmy idąc wzdłuż nieczynnej linii kolejowej. Popełniliśmy na koniec poważny błąd nawigacyjny i musieliśmy się wracać, zostało ostatnie 20 min. do końca limitu czasu. Przyspieszyliśmy i dokładnie 5 min. przed końcem zawodów zameldowaliśmy się na mecie. Zmęczeni i rozgoryczeni, ale zadowoleni ze swoich możliwości położyliśmy się spać na przepaku.Byliśmy ostatnim zespołem, który dotarł na metę w limicie czasu. Bracia Zet zajęli 6. miejsce.

W rajdzie na trasie PROFI startował również, a właściwie przede wszystkim, zespół Ostatni Tabor w składzie Skolioza i Sierżant. Na trasę wyruszyli w sobotę o godzinie 12 i pomimo ciężkiej kontuzji Sierżanta ukończyli rajd w limicie czasu.

Po 10 dniach od zakończenia rajdu dotarła do nas radosna wiadomość. Zostaliśmy sklasyfikowani na 7. miejscu! Fakt, faktem, oprócz karty kontrolnej, praktycznie na każdym punkcie kontrolnym byli sędziowie, którzy notowali czasy zespołów. A może ktoś znalazł naszą kartę kontrolną...

Ocena: (1)
0 komentarzy · 2623 czytań ·
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.