Puchar Tarnowa - z kim miałem przegrać przegrałem, z kim miałem wygrać ..też przegrałem.
Dodał(a): Piotr Furmański furman
18 maja 2008
Te słowa oddają myśli jakie targały mną po ukończeniu zawodów. Ale od początku. Na popularnej "Marcince" w Tarnowie ścigałem się już kilka razy i poznałem dobrze ten teren. Wiedziałem, że będzie mokro i z bólem serca odziałem koła w delikatne Speed Kingi, które tak zawiodły mnie w Łężynach. Nie było jednak wyboru gdyż Pythony wymiękają na takiej trasie, a pozostałe oponki swoje najlepsze lata mają już za sobą. Objazd trasy utwierdził mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłem i nawet poczułem się pewnie gdyż miękkie i pozbawione kamieni podłoże dawało nadzieję na bezawaryjny przejazd. Wszystko było fajnie tylko jakoś nie czułem się naładowany energię jak to drzewiej bywało. Uśmiech politowanie gdy organizator wyczytuje moje nazwisko jako rozstawionego i ustawia mnie w pierwszej linii..i sruuuuu..poszli !!

Początek po kostce, ogień w nogach, tętno wariuje od razu i tylko dlaczego ten stan trwa tak krótko. Już pierwszy podjazd trzeba dawać z buta. Nie jest źle bo jestem w stawce zawodników, w której powinienem być ale już czuję, że to nie moje tempo, że długo tak nie pociągnę. Na zjazdach doskakuję bo oponki nawet całkiem ładnie trzymają i prędkości całkiem dobre udaje się rozwinąć. Muszę trzymać tempo lecz z każdą minutą przychodzi mi to coraz gorzej. Moje targety znikają za kolejnymi zakrętami. Znika Waldek Banasiński, znika Krzysztof Gierczak, rajdowiec Mirek Szczurek pozostaje w zasięgu wzroku trochę dłużej lecz i on pomału odjeżdża w siną dal. Wyprzedza mnie również Marcin Bialik, z którym toczyłem walkę w Pychowicach do ostatnich metrów. Teraz oni wszyscy odjeżdżają, a ja nie jestem w stanie podkręcić tempa i zmniejszyć stratę.

Wykańczają mnie podbiegi gdyż w zasadzie każdy podjazd trzeba atakować w biegu właśnie. Już wiem, że ten dzień nie będzie dobry dla mnie. Przejeżdżam linię mety i zaczynam drugie kółko. Kogoś w końcu udaje się wyprzedzić ale to marne pocieszenie. Myśli krążą już wokół tego co się stało. No dobra - może mam te 3 kg więcej ale przecież nie było tak źle. Przecież w Lipiu nawet fajnie pojechałem, czasówka na Grzywacką też jako tako. Pychowice też na swoim poziomie - więc co stało się teraz ? Nie wiem ale przejeżdżając ponownie linię mety słyszę, że tuż za mną jedzie Staszek Rak. Nie powiem żeby mnie to ucieszyło. Fajny kolega ale teraz to wróg i trzeba z nim walczyć. Tylko jak ?

No właśnie jak mam walczyć myślę sobie patrząc na oddalającą się sylwetkę ...
Nie ma co owijać w bawełnę. Tym razem nie mogę zrzucić winy na sprzęt, na opony, na pogodę bo wszystko to wypaliło. Dzisiaj pojechałem bardzo słabo i dojeżdżając do mety już myślę co było nie tak. Za ostry start, za ciężki treningi w tygodniu poprzedzającym ? Leserski kwiecień, bo tak było, obijałem się w kwietniu trochę i dopiero ostatni tydzień coś więcej pojeździłem.

Na przedostatnim podjeździe widzę Marcina Bialika jak grzebie coś przy rowerze. Jest z mojej kategorii i powinienem się cieszyć, że będę jedno oczko wyżej ale co to za frajda. Oglądam się i widzę jak wskakuje na rower i leci za mną. Szybki zjazd i ostatni podjazd po kostce. Marcin jedzie na kole i chociaż bez problemów mogę być przed nim to jednak zwalniam i pozwalam wjechać mu na metę przede mną. Przecież był szybszy - co nie ?

Jestem 9 w ketegorii Masters I, ale nie to martwi mnie najbardziej. Martwi mnie strata do zwycięzców bo 11 minut na takiej krótkiej trasie to przepaść. Jeszcze rok temu wartości te oscylowały koło 7-8 minut czyli teraz jest dużo gorzej. Z drugiej strony czy jest naprawdę tak źle ?
Zostawiłem za sobą kilkudziesięciu facetów, poradziłem sobie z trudną techniczną trasą, lawirowałem na błotnych zjazdach niekiedy kręcąc piruety wokół własnej osi. Walczyłem z własną słabością i myślą o zejściu z trasy. Czyli wygrałem jednak, a chyba o to w tym wszystkim chodzi.

Szkoda, że nie będę mógł wystartować w kolejnej odsłonie pucharu Tarnowa. W tym czasie będę zdobywał karpackie przełęcze w Rumunii. Ale już za tydzień start w Krośnie, a za kolejny tydzień mój pierwszy prawdziwy maraton w tym sezonie. Też w Tarnowie, zmierzymy się z podjazdem na Brzankę i będę robił wszystko żeby tanio skóry nie sprzedać.

Piotr Furmański

Ocena: (1)
0 komentarzy · 3073 czytań ·
Komentarze
18 maja 2008 22:53:10
No cóż, też jechałem w twojej kategorii i miałem przyjemność (???) być dublowanym przez Mirka Bieniasza na jakimś bagnistym podjeździe. Nie wiem jak on to robi ale w miejscu gdzie ledwo podchodziłem, Miras poooooszedł obok mnie jak koło przysłowiowej fury z gnojem. Im ciężej tym bardziej wychodzi technika jazdy
Mógłbym zwalać na Pythony ale nie chcę - leszcz jestem bez obycia z błotem i tyle
Żona mnie od dziś przedstawia znajomym: "Cześć, to jest Sławek. Mówcie mu Gleba :o)))"

Pzdr z Tarnowa, do zobaczenia w Krośnie, a potem na własnych śmieciach.
19 maja 2008 09:06:26
moje gratulacje za motywację do ścigania. Kryzys przejdzie i wtedy pokażesz wycinakom kto tu rządzi B)
19 maja 2008 22:33:14
raz na wozie raz pod wozem - następnym razem pewnie to ty dasz im bobu tak
21 maja 2008 12:11:50
Brawo za Fair Play. A kiedy będzie Brzanka? Może bym wystartowal, to w końcu moje strony. Pozdrawiam.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.