MIO BikeMaraton Tarnów - było szybko !
Dodał(a): Piotr Furmański furman
03 czerwca 2008
Gorąco zachęcałem kilka dni temu do wzięcie udziału w tym maratonie. Wszystko zapowiadało, że impreza wypali. Wielu osób pracowało nad trasą, do ostatniej chwili trwało jej zabezpieczanie , napływały bieżące relacje z warunków panujących na pogórzańskich ścieżkach. Z dnia na dzień informacje było coraz bardziej optymistyczne. Wszystko zapowiadało się dobrze !
I co ?

I nic ! Było wspaniale. Nie będę tym razem zanudzał swoimi przeżyciami na trasie bo zbyt dużo by tu pisać. Wiecie, że jadąc taki maraton dużo myśli przychodzi do głowy, a tym razem nie było inaczej. Może wystarczy, że napiszę krótkie streszczenie z tego co się działo w Tarnowie.
A działo się wiele. Oj zielono było, no bo miasteczko sportowe usytuowano na trawiastym lotnisku :) To chyba dobry pomysł. Zero problemów z parkowaniem samochodu. No i sporo zielonych strojów też było bo nasza ekipa licznie zameldowała się w Tarnowie. Nastąpiło kilka "dewirtualizacji" pomiędzy "forumowymi nickami"

Trasa biegła na południe od Tarnowa i sięgała za Tuchów. To wprawdzie nie góry lecz chyba nikt nie był zawiedziony tym co mógł tam spotkać. Poza jednym długim podjazdem na Brzankę ciągnącym się kilka kilometrów maratończycy spotkali na swej trasie sporo arytmicznych fragmentów, które nie za bardzo pozwalały na odpoczynek, że już o zjedzeniu jakiegoś żela czy batona nie wspomnę.
Takie trasy sportowcy nazywają interwałowymi lecz myślę, że w Tarnowie nie każdy mógł pozwolić sobie na typowo interwałową jazdę. Po prostu tutaj górki są na tyle duże, że siła rozpędu nie wystarczy i niektóre podjazdy zmieniały się w wytrzymałościowe, a nawet mozolne zdobywanie wysokości.


Kto miał siłę na takie szarpanie bardzo szybko pokonywał trasę lecz ta równie szybko wchodziła w nogi i na metę wiele osób przyjeżdżało skrajnie wyczerpanych. Jeśli dodać do tego dające czadu słońce to nie dziwi fakt, że maraton został uznany za bardzo trudny. Zwycięzca M1 został po finiszu podłączony do kroplówki !!
Komu nie zależało na wyniku również ciekawie spędził czas gdyż Podkarpacie to przecież piękny rejon naszego kraju z widokami i plenerami będącymi wręcz ikoną polskości.

W tych pięknych oraz trudnych jednocześnie warunkach świetnie spisała się nasza ekipa.Pomogła dobra frekwencja, w zasadzie każdy miał swojego zmiennika, który w razie jakiejś awarii zapewniał alternatywny wynik. Świetnie spisały się dziewczyny.

Roza zajęła drugie miejsce w K3 na mega i naprawdę niewiele brakowało do najwyższego stopnia podium.

Z ogromnym impetem w maratonowy rytm wpadła Elawinia, która startując po raz pierwszy w tym roku przebojowo wdarła się na 5 miejsce w kategorii K2 na średnim dystansie.

Nie zawiódł oczywiście Ciaposo, który powoli wyrasta na lidera naszej ekipy. Warto podkreślić, że systematycznie zmniejsza on straty czasowe do zwycięzcy dzięki czemu jadąc długi dystans wywalczył tym razem 8 miejsce w M3. Ciapek stracił do Mirka Bieniasza zaledwie 11 minut ! Jeśli utrzyma taką progresję to…….może być ciekawie.

O sobie nie będę dużo pisał ale myślę, że pojechałem całkiem dobrze i wywiązałem się ze swego zadania zabezpieczając tyły w kategorii M3 i zajmując 14 miejsce na dystansie giga.

Zapunktował Dziczek, który nie poddał się żadnej presji treningowej i udowodnił tym samym, że dobry wynik można wykręcić jeżdżąc bez planu treningowego i wcinając eklerki - 20 miejsce w M2 na giga.

Respekt i szacunek dla Lukasa. Jadąc w czołówce długo walczył z trasą, rywalami i problemami zdrowotnymi. Skończyło się na poważnych kłopotach żołądkowych, które o mały włos nie wyeliminowały go całkowicie z maratonu.Jednak siłą woli dojechał na metę zajmując i tak 26 miejsce w M2 na giga !

Systematycznie na długie dystanse jeżdżą Spinoza(30 M2)oraz Kubak 18 M4). Taka jazda na pewno zaprocentuje w przyszłości. Tak trzymać !

Imponuje Pit, który nie zraża się gorszymi wynikami i bez grama wzruszenia jeździ długie dystanse. Nieważne czy góry czy płasko, ciepło czy zimno, błoto czy piasek. Zawsze giga, zawsze pewniak.

AndyLo pomału się rozkręca i pewnie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Tym razem wykręcił 30 miejsce w M3 na dystansie mega i raczej nie jest to wszystko na co go stać.

Pocio przez całą zimę mozolnie realizował swój plan treningowy o czym można było przekonać się zaglądając do jego bloga. Świątek, piątek czy niedziela robił kilometry lub dźwigał kilogramy na siłowni. No i w tym roku atakuje pierwszą setkę na mega, a zajmując 14 miejsce w M4 odważnie puka do pokoju gdzie bawi pierwsza dziesiątka tej kategorii.

Do jazdy wraca Żaba. Sama przyznaje, że nie jest to łatwe. Jednak 4-miesięczny brzdąc czekający na mecie skutecznie zmobilizował ją do szybkiej jazdy dzięki czemu uplasowała się na 8 miejscu w K3 na dystansie mini. To tylko preludium do tego czego możemy być świadkiem tego roku w jej wykonaniu.

Cała nasza ekipa dzielnie walczyła na trasie i w klasyfikacji drużynowej zajęliśmy 7 miejsce. To efekt dobrej jazdy ale również licznej ekipy, która przecież jednak nie była najmocniejsza. W odwodzie są jeszcze inni – Axi, Skrzynia, zrastający się Lesław. Coś czuję, że na kolejnych maratonach może być tylko lepiej.

Ocena: (3)
0 komentarzy · 2894 czytań ·
Komentarze
03 czerwca 2008 09:20:53
dopiero teraz do mnie dotarło, że Bieniasz jechał na swoich śmieciach. Tym większe uznanie dla Ciapka brawo!
03 czerwca 2008 11:01:49
Super Mario tym razem przeleciał obok mnie jak rakieta. Widać, że się dopiero rozkręca!
03 czerwca 2008 22:52:49
Bez przesady, aż tak źle nie było. Na trasie zaszkodził mi Gatorade, co wynik dało oczywiście na mecie. Ta kroplówka była bardziej dla zasady, chociaż trzeba przyznać, ciężko było ;-) Pozdrawiam i do zobaczenia za rok mam nadzieję.
03 czerwca 2008 23:35:49
super tekst brawo!
Przy okazji pozdrawiam Dywana, już tu legendy o Tobie zaczęły krążyć :)
04 czerwca 2008 10:48:01
Fajny, tekst i fajny maraton.
Pozdrowienia z Tarnowa.
Szacunek dla wszystkich, którzy przejechali swoje dystanse. Dla Dywana szczególny ( tym bardziej, ze chociaż miejscowy to z tego co mówił, nie objechał trasy wcześniej).brawo!
Stalismy obok siebie na starcie, zyczylismy sobie powodzenia i udało się:).
04 czerwca 2008 12:03:03
:-)
04 czerwca 2008 19:24:59
kurcze Furmani ales nam zrobil rachunek sumienia :) hehe -jesli chodzi o mnie to nie przesadzajmy znam swoje miejsce w szyku wiec spokojnie. no podoba mi sie 7 miejsce teamu ;).
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.