Beskid Sądecki 15 sierpnia 2008
Dodał(a): pocio
18 sierpnia 2008
podziękowania organizatorowi
Pomysł tej eskapady zrodził się w czasie powrotu z maratonu w Zawoi. Wycieczka w góry już od dawna chodziła za mną, a i Łukasz coś o górach przebąkiwał.

Kuba podchwycił temat i tak powstał wątek na forum, projekt trasy w necie i w końcu znalazło się 10 szaleńców chętnych na wycieczkę. Grupę ekspedycyjną stanowili: elewinia; dziczek; Kubak; Egoist; MiśQ; Lukas; Maciu; KroMarcin; „Traper” (jak ochrzciliśmy kolegę) i ja.


pierwsze podejście
Spotkanie ekipy miało miejsce na stacji benzynowej nad Rabą. Oczywiście MiśQ chciał być bardzo przepisowy i nie przekraczał 70km/h (ograniczenie dla ciężarowych), co spowodowało pewną obsuwę na początku wypadu. Dodatkową atrakcją był objazd Nowego Sącza. W końcu zameldowaliśmy się w Ryterskim Raju.
Po przepaku ekipa wyruszyła w nieznane prowadzona przez tracka z gps'a.
Już pierwszy skręt okazał się pechowy, bo wylądowaliśmy na podwórku, ale w końcu właściwą droga ruszyliśmy do góry.

Po sforsowaniu strumienia rozpoczął się pierwszy prawdziwy podjazd (nie wiem tylko dlaczego wszyscy pod niego podpychali rowery?).To co nas za chwilę czekało w pełni usprawiedliwia moje zdziwienie. Po przekroczeniu Kiczory szlak zanikł, a my za trackiem trawersowaliśmy zbocze. Niektórym udawało się nawet jechać. Odcinek ten nazwano potem Pocio Adventure. Nie wiem dlaczego skoro dało się go pokonać nawet na rowerze? W końcu dzięki przewodnikowi Kubie dotarliśmy do cywilizowanej drogi i ruszyliśmy w kierunku Niemcowej.

Zjazd jaki czekał nas od kapliczki w pełni dowartościował niezadowolonych z podejścia a i zebrał pierwsze żniwa: OTB i gumę. Efektem tego musiałem długo czekać na dole w Kosarzyskach na resztę grupy. Odpowiada to na pytanie pita o DH-mana.
Następny odcinek był asfaltowym podjazdem pod Obidzę, gdzie czekał bufet w bacówce.


Po posiłku wyruszyliśmy pięknym zjazdem do Białej Wody. Niektórzy mieli ochotę zmienić trasę i skoczyć na Słowację na browarka, ale udało się utrzymać ich w ryzach. Na samym dole odbył się punktowany przejazd przez wodę.
Po nawrocie ruszyliśmy w górę czerwonym szlakiem. Po drodze, w zasadzie nic ciekawego się nie działo, no może poza zdobyciem Wielkiego Rogacza, Radziejowej, Złomistego Wierchu i Prehyby Wielkiej ale takie atrakcje każdy z nas ma na codzień przed telewizorem. Bo co tu pisać trywializmy w stylu: cudowne widoki; zapierające dech krajobrazy czy niesamowite wiatrołomy. Bardziej odpowiednim jest opis (z pracy magisterskiej studenta geografii) krajobrazu Beskidu Sądeckiego "tego się nie da opisać to trzeba zobaczyć"

Zjazd do Rytra był walką o przetrwanie z racji dużej liczby kamieni i korzeni. Pojawiły się groźne kontuzje, typu otarta pięta.
Na dole jeszcze tylko mycie w strumieniu i powrót samochodami do Krakowa, gdzie czekała już burza z piorunami.

ciepły prysznic
I to by było na tyle z nudnej nic nie wartej wycieczki w Beskid Sądecki. Możliwe, że zdjęcia mówią co innego, ale proponuję nie ulegać złudzeniu. Ci co wybrali spędzenie tego dnia przed TV z browarkiem i oglądanie defilady dobrze zrobili. Sadełko im się zawiązało, parę kilogramów przybyło, nie zmęczyli się i nie mieli roju much wokół siebie.
W zasadzie nie ma o czym pisać, ale tak dla potomnych wspomnę, że tym wyjazdem zrealizowałem swoje młodzieńcze marzenie wejścia na Radziejową i zrozumiałem dlaczego góry nie robiły (w młodości) na mnie wrażenia.
Jak na co dzień ma się takie widoki, jak w Beskidzie Sądeckim to naprawdę tylko kilka wzniesień na świecie może powalić.
Chciałem podziękować za miłe towarzystwo, zdjęcia (dziczka, KroMarcina) i zapewnić, że następnym razem wyznaczę trasę od linijki, a nie po szlaku. Widoków nie zabraknie, ale kto chce je oglądać jak gna rowerem w dół z kosmiczną prędkością, czy też napiera pod górę z prędkością światła.


pozdrawiam
pocio


P.S.
przepraszam tych wszystkich, którzy spodziewali się relacji. To co napisałem jest antyrelacją i ma zniechęcać do dalszych wycieczek bo tylko wtedy będzie szansa na takie nietknięte ludzką nogą tereny, dzikie krajobrazy i naturalne obszary gospodarki natury. Szkoda, że człowiek niszczy je quadami, motocrossami i piłami spalinowymi, a drogi rozrywa kradnąc naturze drewno.

Ocena: (4)
0 komentarzy · 2721 czytań ·
Komentarze
18 sierpnia 2008 22:39:05
Fajno :)
19 sierpnia 2008 09:36:29
Pocio, spoko relacja B) Faktycznie, te zdjęcia niepotrzebnie ktoś poprzestawiał, bo zmienia to sens relacji :|
19 sierpnia 2008 12:00:21
:/ dla mnie ta anty relacja jest suchym sprawozdaniem, bez emocji jak by to był wyjazd do sklepu po mleko....:( a szkoda . Chciałem jechać ale niestety nie mogłem to i na relację czekałem. Ale się nie doczekałem....i co? szkoda.
19 sierpnia 2008 12:07:24
Fama niesie, że niektórzy popisywali się DH - prawda li to?
19 sierpnia 2008 13:50:28
emocja miały oddać zdjęcia, ale niestety "ktoś" (wiem ale nie powiem) po prostu wykastrował ją z resztek emocji.
a tak cytując stary slogan z olimpiady geograficznej "tego się nie da opisać to trzeba zobaczyć"
19 sierpnia 2008 16:03:04
"Po drodze w zasadzie nic się nie dzialo ciekawego" - nic dodać nic ująć. Po przeczytaniu nasuwa się myśl: nie warto było jechać, a Ci co nie byli niech nie żałują! Pocio, nie pisz więcej relacji, bo wychodzą antyrelacje. Wg. mnie w relacji powinny być zawarte emocje, przeżycia, opis piękna przyrody, itp. No cóż, może następnym razem będzie lepiej albo nie napiszesz już nic. :/ :|
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.