W znoju i pocie !
Dodał(a): Piotr Furmański furman
09 listopada 2008
Miało być pięknie. Miało być słonecznie. Miały być widoczki. Miała być epicka wycieczka w góry.
No i co z tego wyszło ? No co !

Było jeszcze piękniej !!

Było to wszystko o czym pisałem wyżej, a nawet jeszcze więcej. Krążyły plotki, że za Krakowem piękna pogoda panuje już od kilku dni. Trudno w to uwierzyć gdy całe miasto spowite gęstą mgłą dusi się we własnym smogu. Ale plotki sprawdziły się i już na Górze Borkowskiej zaczęła nam przyświecać nasza gwiazda. Droga do Mszany przebiegła szybko i kilka minut po 9 we czwórkę rozpoczęliśmy inwazję na Ćwilin. Żółty szlak już od samego początku wysoko stawia poprzeczkę i mozolnie zdobywamy wysokość.
Im wyżej tym trudniej, każdy z nas próbuje coś tam walczyć ale sporo fragmentów trzeba dawać z buta. Słońce grzeje ostro i pomimo tego, że już listopad to robi się gorąco.

Decydujący fragment podejścia bardzo stromy i każdy krok przychodzi z trudem okupionym ogromnym zmęczeniem. Za to na Ćwilinie jest obłędnie. Wspaniałe widoki, cudowna pogoda, miłe towarzystwo i długi odpoczynek rekompensują chwile słabości i zwątpienia. Posileni i pełni świeżego wigoru rzucamy się w szaleńczy zjazd do Jurkowa.
Jest wszystko czego oczekuje zjazdowiec, szybie singletracki, ogromne kamienie przykryte grubą warstwą liści, stromizny pokonywane na bombie
adrenalinowej, techniczne sekcje i głębokie koleiny. Nie da się tego zjechać bez odpoczynku gdyż nadgarstki odmawiają posłuszeństwa, a nogi jakoś drżeć zaczynają.

W Jurkowie chwila przerwy i kontynuujemy wycieczką niebieskim szlakiem.
To, że będzie ciężko to wiedziałem ale gdy szlak staje dęba to dziwię się, że jest aż tak ciężko. Z każdym metrem robi się coraz trudniej, za każdym zakrętem droga staje się coraz bardziej stroma. Nie ma mowy o jeździe, nawet podejście wymaga ogromnej determinacji. Gdzieś tutaj odłączają się od nas nasi towarzysze. Godul z synem wracają do Jurkowa, a ja z Pitem napieramy nadal do góry. Po osiągnięciu wysokości około 800 m.n.p.m. robi się trochę łatwiej i nawet miejscami można pokręcić na rowerze. Ale to tylko przygrywka do końcowej rozgrywki. Przed nami ostateczne starcie.

Najeżona ruchomymi kamieniami droga podrywa się do góry i daje nam solidny wycisk. Już nie da się nawet pchać roweru. Można go tylko nieść. Tak podchodzimy powoli.
W znoju i w pocie. W oceanie liści. W rzece kamieni spływającej z góry. Na nogach z ołowiu każdy krok okupiony grymasem bólu wydaje się ostatnim. Metr po metrze, noga za nogą, kamień po kamieniu, w letargu, w milczeniu i błyszczący od potu. Krótkie i szybkie oddechy, opuszczona głowa i brak siły aby chociaż spojrzeć w górę. Tak przez kilkanaście minut.


Ludzie na szczycie Mogielicy z początku dwoją się w oczach. Percepcja prawie wyłączona i kilka minut trzeba abym zaczął kontaktować. Dociera i Pit i po szybkim posiłku zwiedzamy wieżę widokową. Widoki z góry wręcz miażdżą swoją urodą i efektami. Nawet nie próbuję ich opisać. To trzeba zobaczyć!! Zjazd na Polanę Stumorgową ciekawy i szybki. Jeden bardzo trudny fragment udaje się bezpiecznie pokonać i znów można napawać się widoczkami. Po chwili opuszczamy niebieski szlak i wygodną stokówką docieramy do Półrzeczek skąd już szosą wracamy do Mszany.

Chyba nie muszę pisać, że było The Best !!!

Track z trasy
Kilka fotek w galerii

Ocena: (1)
0 komentarzy · 3926 czytań ·
Komentarze
10 listopada 2008 18:14:02
Cześć Furman, ale to ładnie opisałeś. Poetycko tak. I było naprawdę tak wspaniale. Z drugiej części relacji wnioskuję, że po naszym odłączeniu było jeszcze ciężej, więc nie żałuję. Staraliśmy się trzymać cały czas w dole strefy mieszanej, a pod Mogielnicę nie byłoby to raczej możliwe. Dzięki za relację i zdjęcia. Pozdrawiam
10 listopada 2008 21:45:33
Furman poeto brawo!
a co to dół strefy mieszanej? znaczy nie wychodzić poza granicę lasu ;)
11 listopada 2008 16:13:37
U mnie to tętna w zakresie 148-156, a u Maćka o parę wyżej.
13 listopada 2008 09:21:10
po tym co przeczytałam, w najbliższą sprzyjającą pogodę, choc na butach a nie z rowerem, wybierać się tam z Basia zeby tylko zobaczyć to co Wy widzieliście...do zdzicha, Furman - masz fantastyczny styl - mam nadzieje wkrótce przeczytać jakiś Twój opublikowany pamiętnik:)
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.