Chaszczok czyli rowerowy rajd na orientację w okolicach Miękini
Dodał(a): Agata mandraghora
08 lipca 2012
Na Chaszczoka ostrzyliśmy sobie zęby (koła?) już od Rajdu do Trzebini, kiedy Marcus po raz pierwszy podzielił się pomysłem zorganizowania rowerowej jazdy na orientację w okolicach Krakowa. To, że łatwo nie będzie, wiedzieliśmy już na kilka dni przed startem.

Po pierwsze, lejący się z nieba żar skuteczniej zachęcał raczej do leżenia, niż do wyciskania kilometrów pod górę. Drugim ostrzeżeniem był objazd okolic Miękini ze Skorpionem, Haliną, Agą i Bartkiem, dokonany zaledwie dwa tygodnie wcześniej i 800m przewyższenia, które zrobiliśmy na niedługiej trasie. Zdecydowaliśmy się na trasę główną, mając w perspektywie Izerską Wielką Wyrypę w sierpniu. Wiele par (MIX) wybrało wariant rekreacyjny. Dodatkowo, Halina ze Skorpionem byli zmuszeni wycofać się z rywalizacji, więc nie mogliśmy wziąć odwetu za Świebodną ;-) - Skorpion przegrał walkę z zapaleniem płuc. Na starcie pojawił się za to Hinol (w kategorii soloM na głównej) i Halina, która przyjechała niestety tylko pokibicować.

Wielki Nawigator w akcji
Po załatwieniu formalności odprawa, rozdanie map i gorączkowe planowanie. Nauczeni doświadczeniem ze Świebodnej wiemy, że nie zrobimy całości. Decydujemy się na wariant płasko – zacieniony, czyli Puszczę Dulowską i zachodnią część mapy. Odliczanie do startu i jak to na jazdach orientację bywa – ruszamy w przeciwną stronę niż cała reszta. Wszyscy jadą zaliczyć najbliższy punkt, my lecimy do 9, bliską 6 zostawiając na koniec. Podróżujemy dużą część dystansu samotnie. Szybko znajdujemy poszukiwany punkt (chaszczok to idealna nazwa, o czym przekonujemy się już tutaj) i zmierzamy do Puszczy. Trójka równie bezbłędnie pada naszym łupem – na zjeździe spotykamy Hinola, który później przegania nas w drodze pod zamek Rudno. Znalezienie punktu pod zamkiem również jest łatwe – znamy te tereny i nawet nie trzeba mapy, by wiedzieć jak tam trafić. Bart nawiguje bezbłędnie, nauka ze Świebodnej nie poszła na marne, korzystamy też więcej z kompasu. Staramy się oszczędzać od strony fizycznej – przy upale dochodzącym do 37 stopni nie trudno o odwodnienie. Po Rudnie przychodzi czas na 17 i 2 – też błyskawicznie idzie. Na wylocie z Puszczy spotykamy coraz więcej uczestników – niektóre z tych punktów to również trasa rekreacyjna. W Młoszowej (punkt nr 4 jest w pałacu) robimy zakupy i kilkunastominutowy odpoczynek z bufetem w cieniu. Mamy zaliczone sześć punktów, dwie godziny jazdy – tempo jest dobre, ale wiemy że później upał i zmęczenie zrobią swoje.

Pomarańczowe lampiony - najbardziej poszukiwana rzecz w okolicy <img src='/images/smiley/usmiech.gif' alt=':)' class='inline' />
Ruszamy przez Karniowice do punktu 21, skrzyżowania dwóch wąwozów. Na górce spotykamy jednego z Bikeholików – krzyczy nam, że szukał go ponad 40 minut. Dołącza się do nas jeszcze jeden uczestnik, który jedzie go szukać po raz drugi (już raz zrezygnował). Dostrzegamy jednak w lesie wąwóz i prowadzącą do niego ścieżkę – zjeżdżamy na dno jaru (Wąwóz Zbrza wysiada…) i znajdujemy szybko i bez problemów 21. Wracamy do drogi i decydujemy się przez pola przebijać do 13. Udaje się idealnie – wspólnymi siłami, po straconych kilku minutach zjeżdżamy leśną ścieżką wprost do kapliczki. W cieniu organizujemy kolejny odpoczynek. Zapada również decyzja o robieniu 1, więc kierujemy się w tamtą stronę. W Płokach na asfalcie po prostu się roztapiamy. Nie pomaga woda z lodówki pobliskiego sklepu – roztopiony asfalt klei się do opon utrudniając jeszcze podjazd w pełnym słońcu. Sprzęt również ma dosyć słońca – przednia przerzutka się zapieka, dopiero obfite polanie wodą odblokowuje wszystkie możliwości. Jedynka idzie szybko, wracamy na drogę i zmierzamy do 8 – szybko i bezboleśnie nabijamy kolejne dziurki na karcie i decydujemy się jechać w kierunku 7, 11, 16 i 6. Nie wiedząc, czy wjedziemy od strony kamieniołomu wybieramy wariant przez Paczółtowice. Asfalt wyciska z nas ostatnie siły, a pod Bożą Mękę (cóż za adekwatna nazwa!) prowadzimy kawałek. Osiągamy z łatwością krzyż na punkcie widokowym (punkt 7) i okazuje się, że dojazd zajął nam za długo i czas się kończy. W planach był jeszcze 16 i 6, ale decydujemy się odpuścić 16, mimo, że jest blisko (ale jest „tania” tylko -30min).

Czasem przez rzeczkę, czasem przez las
Wracamy podjazdem pod Miękinię od strony Krzeszowic, tym samym, którym obiecywaliśmy sobie nie jechać kilkanaście dni wcześniej na pre-chaszczokowaniu. Czuję tylko jak smaży mi się skóra na rękach, już nawet się nie pocę (nie mam czym)? W pełnym słońcu osiągamy szczyt góry i zjeżdżamy jeszcze podbić 6, najbliższy punkt. Na metę wjeżdżamy z czasem 6:17, co w połączeniu z 12 zaliczonymi punktami daje nam pierwsze miejsce w MIX-ach na głównej. Niedługo później wpada Hinol i zalega na trawie - ratuje go chyba tylko solidna porcja ziemniaków z boczkiem ;-). On też dał z siebie wszystko i Chaszczok mu się odwdzięczył – pierwszym miejscem w klasyfikacji soloM na trasie głównej.

Podsumowanie Chaszczoka to same superlatywy. Doskonała trasa i okolica, świetna organizacja i kameralna, przyjazna atmosfera otwierają długą listę zalet. Do tego takie drobiazgi jak woda mineralna na mecie (nasza w samochodzie się zagotowała, z przyjemnością wypiliśmy chłodnej), ziemniaczki z boczkiem jako danie główne oraz super nagrody i mega odjechane chaszczokowe puchary.

W takiej oprawie każda impreza jest super, dziękujemy organizatorom za możliwość pozwiedzania okolic Miękini i doskonałą zabawę! Mam nadzieję, że Marcus wstawi jakieś fotki do zielonej galerii - mi przeszła ochota na robienie zdjęć już po pierwszym punkcie ;-)

Czekamy oczywiście na kolejne akcje poszukiwania pomarańczowych lampionów w lasach i na polach!! :)

Ocena: (1)
0 komentarzy · 2451 czytań ·
Komentarze
08 lipca 2012 19:42:12
brawo! za jazdę i relację B)
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.