Z wielkim niepokojem obudziłem się o 5:00 rano. Jaka będzie pogoda. Czy będzie zimno. Czy da się jechać? Same pytania. W pamięci majaczył zeszłoroczny błotny maraton.
Wstałem zapakowałem auto i jazda po furmana, potem pita i AndyLo. W między czasie dowiedziałem się, że nawet w sobotę o godzinie 6:40 w Krakowie są korki w okolicach mostu Dębnickiego. Reszta podróży przebiegała już sprawnie.
Około 8:30 po zajęciu miejsca na parkingu przed pływalnią udaliśmy się do biura zawodów.
Ku naszemu zdziwieniu zza chmur przebijało się słońce. Zaczęło robić się coraz cieplej.
Grzesiek żartował by nie zapomnieć zabrać ze sobą wody do polewania by nie kurzyło się na trasie. Potem okazało się, że miał rację.
Artykuły: Maratony rowerowe i zawody XC
- Maratony rowerowe i zawody XC 86
- Nasze wyjazdy i treningi 18
- Porady, testy, opinie 13
- Rajdy na orientację i inne zawody 13
- Turystyka krajowa na rowerze 20
- Turystyka piesza 9
- Turystyka zagraniczna na rowerze 32
- Wszystkie 191
Kelly's Bike Tour Komańcza - 18.08.2007
Ocena:
(2)
04 września 2007
Legendarne !
Bieszczadzkie !
Błoto !
Gęsta, brunatna maź oblepia sprzęt i wciska się w każdy zakamarek ciała. Pędzę opadającą lekko w dół terenową drogą pełną niezliczonych kałuż omijając co bardziej okazałe. Spod koła strzelają grudki błota , jedna pacnie w oko, inna w nos, jeszcze inna celuje w ucho. Przede mną niepozorna sadzawka w kolorze kawy z mlekiem. Zajmuje całą szerokość drogi ale wygląda na wąską i łatwą do pokonania. Kilka mocniejszych obrotów korbą i przednie koło atakuje już wodną przeszkodę..........zanurza się po piastę w błotnej breji , rower nurkuje i zatrzymuje się w miejscu, a ja lecę ponad kierownicą . RETY – CZEMU JA NIE MAM KASKU ?!!!
Bieszczadzkie !
Błoto !
Gęsta, brunatna maź oblepia sprzęt i wciska się w każdy zakamarek ciała. Pędzę opadającą lekko w dół terenową drogą pełną niezliczonych kałuż omijając co bardziej okazałe. Spod koła strzelają grudki błota , jedna pacnie w oko, inna w nos, jeszcze inna celuje w ucho. Przede mną niepozorna sadzawka w kolorze kawy z mlekiem. Zajmuje całą szerokość drogi ale wygląda na wąską i łatwą do pokonania. Kilka mocniejszych obrotów korbą i przednie koło atakuje już wodną przeszkodę..........zanurza się po piastę w błotnej breji , rower nurkuje i zatrzymuje się w miejscu, a ja lecę ponad kierownicą . RETY – CZEMU JA NIE MAM KASKU ?!!!
MTB Marathon Kraków
Ocena:
(3)
27 sierpnia 2007
Tym razem bez łapania gwoździ jak w Głuszycy czy centrowania koła jak w Złotym Stoku. Jadąc z domu na start myślałem że zasnę i zupełnie nie czułem nic pod nogą. Na starcie drobne zawirowanie z matą rejestrującą chipy, ale do przeżycia. Udało się stanąć w miarę blisko za sektorami. Ale jakoś zupełnie nie czułem tzw. pobudzenia startowego. Odezwało się dopiero na 5min. przed startem.
Na Błoniach postanowiłem nie szarpać się w głębokiej trawie, tylko pojechać spokojniej ścieżką. Cel ten udało się zrealizować, choć adrenalina wyścigowa mocno o sobie dawała znać podszeptując, by wyprzedzać z prawej bądź lewej ;).
Na Błoniach postanowiłem nie szarpać się w głębokiej trawie, tylko pojechać spokojniej ścieżką. Cel ten udało się zrealizować, choć adrenalina wyścigowa mocno o sobie dawała znać podszeptując, by wyprzedzać z prawej bądź lewej ;).
Piekło w Łężynach - III Edycja pucharu Smoka 22.07.2007
Ocena:
(1)
24 lipca 2007
Trzecia edycja Pucharu Smoka 2007 odbyła się w zagubionych wśród pagórków Łężynach. Położona z daleka od głównych dróg wieś ściągnęła do siebie około 140 startujących oraz równie liczną publiczność w postaci rodzin, znajomych jak i okolicznych mieszkańców. To naprawdę duże wydarzenie gdy do leżącej „ na końcu świata” wioski zjeżdżają się niezliczone samochody z rowerami na dachu. Parking pod szkołą już zapchany, parkują gdzie się da, na poboczu, pod sklepem, w polu. Tutaj można sobie na to pozwolić, straż miejska nie goni, nie ma zakazów zatrzymywania, ruch praktycznie żaden, bezpiecznie. Senna wieś w przeciągu kilkudziesięciu minut zmieniła się tętniące życiem kolarskie miasteczko.
Dla mnie ten wyścig był bardzo ważny i muszę przyznać, że przygotowywałem się do niego bardzo sumiennie. Po dwóch wcześniejszych edycjach miałem kilkupunktową przewagę nad drugim w klasyfikacji Stanisławem Rakiem lecz trzeba przyznać, że ten ostatnio zanotował spory wzrost formy. Z kolei w moim przypadku dyspozycja również ustabilizowała się na wysokim poziome lecz z różnych przyczyn nie potrafiłem tego okazać podczas ostatnich startów. W Foluszu zawiodła technika, w Jaśle przemęczenie maratonem w Krynicy. Tak więc zawody w Łężynach miały dać odpowiedź który z nas będzie bliżej zwycięstwa w klasyfikacji generalnej.
Dla mnie ten wyścig był bardzo ważny i muszę przyznać, że przygotowywałem się do niego bardzo sumiennie. Po dwóch wcześniejszych edycjach miałem kilkupunktową przewagę nad drugim w klasyfikacji Stanisławem Rakiem lecz trzeba przyznać, że ten ostatnio zanotował spory wzrost formy. Z kolei w moim przypadku dyspozycja również ustabilizowała się na wysokim poziome lecz z różnych przyczyn nie potrafiłem tego okazać podczas ostatnich startów. W Foluszu zawiodła technika, w Jaśle przemęczenie maratonem w Krynicy. Tak więc zawody w Łężynach miały dać odpowiedź który z nas będzie bliżej zwycięstwa w klasyfikacji generalnej.
Maraton niedokończony - Zawoja 14.07.2007
Ocena:
(1)
17 lipca 2007
Czy wierzycie w przeczucie ? Może coś w tym jest ? W każdym razie ja po maratonie w Zawoji zaczynam wierzyć. Nie chciało mi się tam jechać. Start opłacony, piękna trasa, sportowe emocje i rywalizacja – wszystko przemawiało za, a jednak niechętnie wsiadałem do samochodu i wyjeżdżałem w stronę gór. Nawet piękna pogoda nie poprawiła mego nastawienia i jadąc myślałem tylko czy lecieć na mega czy może tylko odbębnić pańszczyznę i zrobić mini. Czułem się znużony i słaby, całą drogą walczyłem z ogarniajacą mnie sennością. Bez entuzjazmu załatwiłem formalności w biurze zawodów i pomału zacząłem przygotowywać się do startu.
Maraton z Buta Krynica 07.07.07
Ocena:
(0)
08 lipca 2007
Dzień jak każdy przed wyjazdowym maratonem rozpocząłem chrupkami z mlekiem około 5,15. Potem na parking i po zabraniu hokeisty dalej na Statoila po resztę załogi.
Około 6,30 byliśmy już w komplecie i pędziliśmy do Krynicy. Tym razem jechali ze mną: Ciaposo; Pit; Kubak: Skrzynia; Marcin i Hokeistamtb oraz rower Axiego.
Około 8,30 załatwiliśmy sprawy w biurze zawodów i zabraliśmy się do przygotowań do startu.
Jakoś dziwnie mnie się nie spieszyło. Postanowiłem stanąć z tyłu bo długi podjazd na poczatku i tak ustawi stawkę, a ja jeszcze odczuwam maraton w Krakowie.
Z dużym zdziwieniem zauważyłem o 10,30 stosunkowo mało osób na starcie. Spokojnie ustawiłem się na końcu, który po chwili stał się środkiem stawki. Przynajmniej na starcie będzie spokojnie. I było. do 2 km jechało mi się dobrze i ku własnemu zdziwieniu gnałem 30km/h pod górę w grupie. Czułem się dobrze i rozpierał mnie nadmiar energii. Niestety po chwili odniosłem wrażenie, że coś nie tak z moim siodełkiem. Dziób dziwnie zaczął mnie przeszkadzać. Zsiadłem z roweru (za co zostałem opiórczony przez Grzegorza) i zauważyłem, że znowu odkręciła się śruba mocująca siodełko do sztycy. No cóż trzeba poprawić. Jak długo trwało znalezienie kluczy w plecaku. W końcu się udało i mogłem jechać dalej.
Około 6,30 byliśmy już w komplecie i pędziliśmy do Krynicy. Tym razem jechali ze mną: Ciaposo; Pit; Kubak: Skrzynia; Marcin i Hokeistamtb oraz rower Axiego.
Około 8,30 załatwiliśmy sprawy w biurze zawodów i zabraliśmy się do przygotowań do startu.
Jakoś dziwnie mnie się nie spieszyło. Postanowiłem stanąć z tyłu bo długi podjazd na poczatku i tak ustawi stawkę, a ja jeszcze odczuwam maraton w Krakowie.
Z dużym zdziwieniem zauważyłem o 10,30 stosunkowo mało osób na starcie. Spokojnie ustawiłem się na końcu, który po chwili stał się środkiem stawki. Przynajmniej na starcie będzie spokojnie. I było. do 2 km jechało mi się dobrze i ku własnemu zdziwieniu gnałem 30km/h pod górę w grupie. Czułem się dobrze i rozpierał mnie nadmiar energii. Niestety po chwili odniosłem wrażenie, że coś nie tak z moim siodełkiem. Dziób dziwnie zaczął mnie przeszkadzać. Zsiadłem z roweru (za co zostałem opiórczony przez Grzegorza) i zauważyłem, że znowu odkręciła się śruba mocująca siodełko do sztycy. No cóż trzeba poprawić. Jak długo trwało znalezienie kluczy w plecaku. W końcu się udało i mogłem jechać dalej.
Mio Fujii Film Bike Maraton Kraków
Ocena:
(0)
04 lipca 2007
Wstałem około 7 rano i zabrałem się tradycyjnie za przygotowanie makaronu z białym serem i tuńczykiem sponsora. Potem usiłowałem zjeść michę. Wyjątkowo opornie to szło. W końcu zostawiłem ponad połowę. Byle tylko nie zabrakło mi siły. Na maraton zapakowałem 3 żele Carbosnack i 2 tabletki Carbonex. Do tego dwa bidony z Isostarem i koło 9 ubrany w bluzę z długim rękawem ruszyłam w kierunku Błoń.
O 9,30 na starcie trochę ludzi już stało. Dumnie o barierkę opierał się Jarek z Mixa, a koło niego Krzysiek. Udało im się stali w pierwszym rzędzie za sektorami. Po chwili pojawił się Furman, potem Orkiestra.
Od tego momentu aż do startu stałem z Dominikiem a pozostali Darek, Zbyszek, Lesław, Pit i Dziczek machali i udawali się na swoje miejsca startu.
Zjawił się tez MiśQ tym razem w roli fotografa.
Napięcie rosło. Jak będzie? Czy nie za odważnie stanąłem? Jak z formą?
Oddałem żonie pusty bidon i bluzę z długim rękawem i czekałem na sygnał do startu.
O 9,30 na starcie trochę ludzi już stało. Dumnie o barierkę opierał się Jarek z Mixa, a koło niego Krzysiek. Udało im się stali w pierwszym rzędzie za sektorami. Po chwili pojawił się Furman, potem Orkiestra.
Od tego momentu aż do startu stałem z Dominikiem a pozostali Darek, Zbyszek, Lesław, Pit i Dziczek machali i udawali się na swoje miejsca startu.
Zjawił się tez MiśQ tym razem w roli fotografa.
Napięcie rosło. Jak będzie? Czy nie za odważnie stanąłem? Jak z formą?
Oddałem żonie pusty bidon i bluzę z długim rękawem i czekałem na sygnał do startu.
Mazovia 24h Maraton 1–2 lipiec 2006 Nowe Miasto koło Warszawy.
Ocena:
(1)
03 lipca 2007
„O dwóch takich, co nie wiedzieli co kradną”
/Minął już rok od tego wydarzenia. Dwudziestocztero godzinny maraton MTB w Nowym Mieście. Coś nietypowego, niekonwencjonalnego i innego. Wyryp na inny sposób. W Polce pierwszy raz organizowany maraton, wiec trzeba było wystartować. Startowałem z Dominikiem /neeq/.
Kiedyś już zamieszałem tą relacje na naszym starym forum rowerowanie.pl, ale była ona bardzo luźna. Teraz przedstawiam wersje ostateczną. A w piątek jedziemy na powtórkę (6-7 lipiec 2007 Polana Jakuszycka koło Szklarskiej Poręby)./
Wróciliśmy dziś w nocy, było jak zawsze rekreacyjnie, nawet bardzo. W paru słowach maraton ten to: piach, wiatr, rezonans, wilgoć, ciemność i wszystko co się z tym może wiązać. Dobrze, że nie padało i nie biło piorunami.
Puchar Smoka w Foluszu - 24.06.2007
Ocena:
(2)
26 czerwca 2007
Popołudnie w Błażkowej upływało spokojnie aż do czasu gdy zza Liwocza wypłynęła szarobura chmura i mrucząc zaczęła siać niepokój w okolicy. Porywiste podmuchy wiatru unosiły w powietrze przeróżne rzeczy, a szum drzew zagłuszał wszelkie inne odgłosy. Wystarczyło kilkanaście minut aby piękna słoneczna pogoda zamieniła się w piekło. Błyskawice, grzmoty, ściana wody i przenikliwe zimno wypędziło wszystkich do domów. Nawałnica trwała dobrych kilkadziesiąt minut i powoli odeszła na południe aby tam zadomowić się na dobre.
Nad górami Beskidy Niskiego do nocy błyskało się i grzmiało, a ciemna warstwa chmur jakoś nie miała ochoty się stamtąd wynieść. A już za kilkanaście godzin właśnie tam, w Foluszu, u stóp Magury Wątkowskiej miała odbyć się II Edycja Pucharu Smoka MTB. I odbyła się.
Nad górami Beskidy Niskiego do nocy błyskało się i grzmiało, a ciemna warstwa chmur jakoś nie miała ochoty się stamtąd wynieść. A już za kilkanaście godzin właśnie tam, w Foluszu, u stóp Magury Wątkowskiej miała odbyć się II Edycja Pucharu Smoka MTB. I odbyła się.
Beskidy MTB Trophy - 07.06.-10.06.2007
Ocena:
(8)
18 czerwca 2007
Góry!
Górskie szczyty śmiało wznoszą się ku niebu. Góry zawsze budziły we mnie żywsze bicie serca. Góry są piękne, dają tyle radości, górskie szlaki, rozległe hale, szerokie panoramy, to wszystko jedna wielka przygoda jaką tylko w górach można przeżyć. Góry dostarczają niezwykłych przeżyć. Za zmęczenie i pot odwdzięczają się jak tylko one mogą to zrobić. Góry są piękne latem i zimą, góry czarują w słońcu i deszczu, góry we mgle, góry w chmurach, góry zawsze zapewniają niezatarte wrażenia.
Ale góry są bezlitosne, są bezwzględne, czasem brutalne, nie wybaczają słabości, nie darują błędów, nie tolerują braku wyobraźni.
Górskie szczyty śmiało wznoszą się ku niebu. Góry zawsze budziły we mnie żywsze bicie serca. Góry są piękne, dają tyle radości, górskie szlaki, rozległe hale, szerokie panoramy, to wszystko jedna wielka przygoda jaką tylko w górach można przeżyć. Góry dostarczają niezwykłych przeżyć. Za zmęczenie i pot odwdzięczają się jak tylko one mogą to zrobić. Góry są piękne latem i zimą, góry czarują w słońcu i deszczu, góry we mgle, góry w chmurach, góry zawsze zapewniają niezatarte wrażenia.
Ale góry są bezlitosne, są bezwzględne, czasem brutalne, nie wybaczają słabości, nie darują błędów, nie tolerują braku wyobraźni.
Puchar Smoka w Osieku Jasielskim - 27.05.2007
Ocena:
(2)
29 maja 2007
Osiek Jasielski to wioska koło Jasła, dla wielu osób to koniec świata, już Bieszczady, prawie Ukraina. Zapewniam jednak, że tam również żyją ludzie i to na tyle przedsiębiorczy aby już od kilku lat organizować cieszące się coraz większą popularnością zawody rowerowy wchodzące w cykl Pucharu Smoka. Już od 2 lat przymierzałem się aby tam wystartować lecz zawsze coś wypadało. Tym razem się udało, zawody były w kalendarzu już od dłuższego czasu i nic nie stanęło na przeszkodzie abym się tam pościgał.
I Górski Wyścig Rowerowy - Krosno 26.05.2007
Ocena:
(1)
29 maja 2007
Miał być Złoty Stok, to było od dawna ustalone. Wpisy w kalendarzu porobione, walka o kolejne punkty dla siebie oraz Teamu. Jak to jednak bywa w życiu stało się inaczej i już na dwa tygodnie przed godziną “zero” wiedziałem, że tym razem nie dane mi będzie przejechać po raz kolejny przez kopalnię złota. I w ten sposób znalazłem się na wsi w okolicach Jasła, a że akurat o rzut kamieniem ( w Krośnie ) odbywały się zawody to nie omieszkałem się tam pojawić. Forma nie najgorsza więc tak po cichu liczyłem, ze może uda się zająć jakieś fajne miejsce.
Od samego rana dzień zapowiadał się upalny, jadąc autem do Krosna co chwilę ocierałem pot z czoła. Na miejscu raczej luźna atmosfera, ludzi niewiele, spora część to raczej typowi turyści. Ale tu i ówdzie pojawiały się “wygolone łydy” na wypaśnych maszynach z logami prestiżowych marek.
Od samego rana dzień zapowiadał się upalny, jadąc autem do Krosna co chwilę ocierałem pot z czoła. Na miejscu raczej luźna atmosfera, ludzi niewiele, spora część to raczej typowi turyści. Ale tu i ówdzie pojawiały się “wygolone łydy” na wypaśnych maszynach z logami prestiżowych marek.
Maraton - Złoty Stok 26.05.2007
27 maja 2007
Było dość ciepło i parno. Ruszyliśmy - początek asfaltowym podjazdem , przeobrażającym się pokrótce w lekki szuter. Po przejechaniu ok. kilometra jakiś chłopak machał rękami i krzyczał: "czy ma ktoś pożyczyć dętkę?" Rozbawiony tą poniekąd przykrą sytuacją jechaliśmy dalej śródleśną drogą. W tłoku jak to czasem bywa nie obyło się bez wywrotek. Byłem świadkiem dwóch gleb na tym podjeździe. Raz to znajomy Tomek jadący przede mną nagle znienacka fiknął, a potem jeszcze jeden zawodnik wyprzedzający na czwartego spowodował mały karambol.
Dalej zjazd leśny i szybki szuter. Po drodze kilka osób zmieniających dętki. Tam też dojeżdżam Pasieczkina z Bikeholików. Na piątym kilometrze i ja stałem się ofiarą zjazdu. Tak fajnie nawet szło, a tu guma. Powietrze schodzi wolno więc mam trochę czasu by wybrać sobie miejsce lądowania - parkuję nieopodal podobnego sobie nieszczęśnika w środku szutrowego zjazdu. Dziesięć minut, w ciągu których całe towarzystwo przelatuje obok mnie. Mija mnie nawet dziewczyna na krosie. Ruszam i czuję się jak na drugim kółku, jest pusto, jadę sam.
Dalej zjazd leśny i szybki szuter. Po drodze kilka osób zmieniających dętki. Tam też dojeżdżam Pasieczkina z Bikeholików. Na piątym kilometrze i ja stałem się ofiarą zjazdu. Tak fajnie nawet szło, a tu guma. Powietrze schodzi wolno więc mam trochę czasu by wybrać sobie miejsce lądowania - parkuję nieopodal podobnego sobie nieszczęśnika w środku szutrowego zjazdu. Dziesięć minut, w ciągu których całe towarzystwo przelatuje obok mnie. Mija mnie nawet dziewczyna na krosie. Ruszam i czuję się jak na drugim kółku, jest pusto, jadę sam.
II Eliminacja Pucharu Tarnowa - 20.05.2006
Ocena:
(2)
20 maja 2007
Ten start wypadł mi niespodziewanie. W zasadzie tydzień wcześniej wpadła mi w oko strona Pucharu Tarnowa i tak ni z tego, ni z owego w niedzielny poranek 20 – maja pojawiłem się w Tarnowie. Jeszcze wcześnie, chłodno i mało ludzi ale szybko karuzela zaczyna się kręcić. Co kilka chwil na parking podjeżdżają samochody, z których wysypują się grupki mniej lub bardziej profesjonalnie wyglądających kolarzy. Sporo młodego narybku ale tu i ówdzie pojawiają się stare wygi kolarskie.
Relacja z maratonu we Wrocławiu
Ocena:
(1)
18 maja 2007
Pora na Eskę.
Jest niedziela 13 maja godzina 4,45 dzwoni budzik. Szybciutko wstaję chrupki z mlekiem, przygotowanie makaronu z serem i tuńczykiem i do autka. Pakowanie, wyjazd z parkingu i rura na stację BP na Bora-Komorowskiego gdzie jest miejsce spotkania.
Tam czekają już Dominik i Andrzej po chwili dojeżdża Mariusz. Szybkie pakowanie rowerów i jest telefon od Michała. No cóż poczekamy.
W końcu pojawia się Kasia ale wciąż brak Żaby i Pita. Może zrezygnowali? W końcu są. Dopakowanie ostatnich rowerów i jazda panie gazda. Do Wrocławia prawie 300km a tu już dochodzi 6,00 ale co tam na autostradzie się nadgoni.
Jest niedziela 13 maja godzina 4,45 dzwoni budzik. Szybciutko wstaję chrupki z mlekiem, przygotowanie makaronu z serem i tuńczykiem i do autka. Pakowanie, wyjazd z parkingu i rura na stację BP na Bora-Komorowskiego gdzie jest miejsce spotkania.
Tam czekają już Dominik i Andrzej po chwili dojeżdża Mariusz. Szybkie pakowanie rowerów i jest telefon od Michała. No cóż poczekamy.
W końcu pojawia się Kasia ale wciąż brak Żaby i Pita. Może zrezygnowali? W końcu są. Dopakowanie ostatnich rowerów i jazda panie gazda. Do Wrocławia prawie 300km a tu już dochodzi 6,00 ale co tam na autostradzie się nadgoni.

