Artykuły

Rudno jesienią

Dodał(a): Katarzyna Brożek żaba
Ocena: (1)
15 października 2006
Otworzyłam oczy i pierwsza rzecz, o jakiej pomyślałam to czy pada.. Chwilę nasłuchiwałam czy krople nie bębnią w parapet, ale cisza za oknem przekonała mnie do tego, żeby wstać. Bo plan zakładał, że jak pada to przewracam się na przysłowiowy drugi bok i odsypiam ostatnie nie do końca przespane noce..
Było jeszcze ryzyko, że po trudach dnia poprzedniego (bieg na 15 km) mogę nie chodzić.. ale chodziłam. Skoro mogłam chodzić, nic nie stało na przeszkodzie, żeby pojechać do Rudna :)
Dotarłam pod Smoka na 9:30, gdzie czekał już jeden osobnik płci męskiej. Założyłam, że to ktoś z rowerowania i nie pomyliłam się. Tak poznałam Leszka, po chwili pojawił się Paweł. A potem.. Potem pojawiła się Inspekcja - nadszedł Pit i Lesław, którzy podobno z powodu bolejących żeber nie mogą jeździć. Ciekawe jest to, że obaj mieli podobną wymówkę. Czyżby się umówili? ;)
2 komentarzy · 4808 czytań ·

Relacja z wycieczki w dniu 08.10.2006 roku do Ojcowa.

Dodał(a): pocio
Ocena: (2)
10 października 2006
O godzinie 7,00 zadzwonił budzik więc pokornie wstałem i udałem się do kuchni aby nastawić makaron. Potem toaleta poranna i już byłem gotowy do zjedzenia śniadanka (makaron z tuńczykiem i białym serem) W końcu trzeba się dobrze przygotować do wycieczki skoro Lesław ma być przewodnikiem.
Później trawiąc posiłek skorzystałem z rady Mariusza i oglądałem efektowną eksplozję silnika Ferrari.

W końcu ubrałem się wsiadłem na rower i pokręciłem w kierunku smoka.
Tu pierwsza niespodzianka ktoś poukładał wokół gada barierki. Znowu remont wyborczy.
Na całe szczęście nie byłem pierwszy więc szybko przywitałem się z uczestnikami wycieczki. Ze zdziwieniem zauważyłem, że jako jedyny jestem na slickach. Nawet Marcin (cross) ubrał terenowe gumki. No w końcu to ma być wycieczka a moje slicki w Kielcach dały radę no więc czym się tu przejmować?
2 komentarzy · 4758 czytań ·

Niedziela 8.10.2006- Ojców + jedna dolinka

Dodał(a): Leslaw
Ocena: (1)
09 października 2006
Z racji tego, że byłem pomysłodawcą tej wycieczki jak i przewodnikiem stada, czuję się zobligowany pokrótce opisać przebieg tego co się działo.

Przwitał nas lekko pochmurny i chłodny niedzielny poranek. Pod smokiem stawiła się jednak dość spora grupa bikerów i tak: Dominik, Darek, Furman, Jarek Mixelectronics, Krzysiek Krak-bike, Leszek, Łukasz, Mariusz Pocio, Mariusz Ciaposo, Mariusz Lajkonik, Marcin, Paweł Krak-bike, Tom no i ja czyli Lesław. Wbrew deklaracjom zawiodła niestety płeć piękna, powody są nieznane, ale konsekwencje wyciągniemy.

Parę minut po godzinie dziesiątej ruszyło czternaście osób spragnionych wrażeń kierując się wałami Rudawy w kierunku Szczyglic. Po wjechaniu na ulicę Balicką peleton zaczął się rwać, a to za sprawą kilku miłośników szybkiej jazdy.
6 komentarzy · 5142 czytań ·

Maraton Mazovia Leszno 8.10.2006

Dodał(a): kasia
Ocena: (1)
09 października 2006
Leszno, Puszcza Kampinoska 8 październik 2006

Ukończyłam swój czwarty maraton, drugi na piachach, a ostatni w tym sezonie, szkoda, bo właśnie się rozkręciłam. Do mety (mega 50km) dojechałam cała i zdrowa, rower niestety trochę ucierpiał(...)

Na starcie o 10.00, nie zajęłam strategicznej pozycji i to był błąd, jak się później okazało. Ruszył optymistyczny tłumek, po trupkach, byle do celu. Selekcja wstępna przebiegała niezbyt sprawnie w porównaniu do pierwszego podjazdu w Istebnej, na którym każdy szybko odnalazł swoje miejsce w szeregu.
6 komentarzy · 3072 czytań ·

Leskowiec Trophy - 1.10.2006

Dodał(a): Piotr Furmański furman
Ocena: (1)
04 października 2006
Ten wyjazd zapowiadał się normalnie i nic nie wskazywało na to, że będzie można powiedzieć o nim jak o tym którego będzie się pamiętać długo, z różnych powodów. Były góry, było zmęczenie, były straty, był ból, była krew, ale po kolei.

Ostatni wagon w pociągu zapełnił się całkowicie rowerami gdyż oprócz naszej kilkunastoosobowej ekipy ulokowała się tam też jeszcze inna grupa wycieczkowa. Wesoło zaczęło sie robić gdy to Joanna niby to przypadkiem :) zaatakowała Michnika swym rogiem. Bidula- naoglądał się wcześniej różnych czasopism - oj to musiało boleć. Potem MiśQ zaczął brykać do Pana Konduktora i efekt był taki, że został zdemaskowany jako kombinator i ukarany opłatą manipulacyjną.
4 komentarzy · 6660 czytań ·

Debiut, czyli moja pierwsza Odyseja

Dodał(a): Katarzyna Brożek żaba
Ocena: (1)
02 października 2006
O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego w piątek spakowałam do auta dwa rowery i inne niezbędne rzeczy, zabrałam Andrzeja, który miał mi towarzyszyć na trasie i pognałam na zachodni kraniec Polski?
Może po to, żeby się porządnie zmęczyć w towarzystwie ludzi pozytywnie zakręconych? Żeby potem było co wspominać? Dla dobrej zabawy? Po to, żeby sprawdzić swoje możliwości? Myślę, że dla wszystkiego po trochu...
300 km jakie nas dzieliły do miejscowości Duszniki Zdrój pokonałam w niewiele ponad cztery godziny. Skupiona na jeździe nie miałam okazji, żeby się denerwować tak jak to było przez poprzednie dwa dni. Miałam klasyczną tremę mimo, że stale powtarzałam sobie w myślach, że to przeciez tylko zabawa. Zabawa. Ale to ode mnie miało zależeć czy i o której dotrzemy na trasie do wszystkich punktów ...
5 komentarzy · 4891 czytań ·

Głodno chłodno i do domu daleko...

Dodał(a): As
Ocena: (5)
01 października 2006
Czyli mój samotny powrót do domu z wyjazdu na Górę Leskowiec z dnia 1.10.2006

A miało być tak pięknie. Godzina 15 z minutami więc w głowie mi zaświtała myśl, że na 17 to na bank będę w Krakowie. Śpieszyło mi się ale miałam dość czasu w zapasie.
Na Wadowickim rynku pożegnałam się ze Wszystkimi trochę z żalem. Oni jeszcze pedałują, a ja pociągiem do Krakowa. No ale jak mus to mus. Zresztą zmęczenie już mocno dawało w kość a do Kraka 50 km za główna drogą zostało.
Już widziałam siebie siedzącą w wygodnym papieskim pociągu kiedy to na stacji PKP słyszę: NIC czyli zero. Więc odgrzebałam szybko informacje od Furmana: o pociągach z Kalwarii. No to tylko 15 km - myślę sobie -i już siedzę na wygodnej kanapie. Wyjeżdżając z dworca w Wadowicach znowu spotkałam Swoich w zielonych koszulkach; machnęli wesoło :).
10 komentarzy · 5133 czytań ·

V Ekstremalny Rajd Orła Trzebinia 09–10 09 2006

Dodał(a): Paweł Zwonek korek
22 września 2006
Mój tegoroczny debiut w startach rowerowych przypadł najpierw na start w Chrzanowskim maratonie, a potem na BikeMaratonie w Krakowie, w którym to miały miejsce niemiłe przejścia mojego brata – dość zresztą szeroko opisane “w mediach”. Zieloni spisali się na medal, ja zaś...cóż ukończyłem dystans Mega.

Jako że BraciaZet debiutowali w imprezie Orła w ubiegłym roku, więc także mieliśmy w planie start i w tym roku. Cóż ale życie życiem i plany wzięły w łeb. Przerwa Pita w jeżdżeniu jeszcze pewnie potrwa, ...(zobaczymy mam nadzieję że jeszcze w tym roku uda się sklecić jakiegoś wspólnego knight/winter- ridera).
4 komentarzy · 4959 czytań ·

Maraton w Polanicy Zdrój - 16.09.2006

Dodał(a): Mariusz Potok pocio
Ocena: (0)
20 września 2006
To już jest koniec i nie ma już nic.

To już jest koniec. Słowa tej piosenki towarzyszyły mi w czasie drogi na ostatni maraton ESKI w Polanicy Zdroju. Ostatni maraton w sezonie, z jednej strony szkoda, z drugiej w końcu można będzie spędzać weekendy z rodziną. Ale zacznijmy od początku.

Wstałem o 2.50 i powoli zjadłem mleko z chrupkami. Potem zabrałem rower i plecaki i już o 3.45 byłem na parkingu. Mocowanie rowerka do bagażnika mojej Astry i "rura" po Łukasza bo zbliżała się 4 nad ranem. Na górze na przystanku czekał już hokeista. Zapakowaliśmy rower na dach i dalej po Lox'a. Zajeżdżamy, a Staszka nie ma. Pojawił się za chwilę pędząc pod prąd jedną z krakowskich ulic. Upchaliśmy go z rowerem na tylnej kanapie i po Mariusza. Ten nie spodziewał się, że będę już o 4.30 po niego. Po zamontowaniu uchwytów i pozostałych rowerów na dachu udaliśmy się w kierunku autostrady.
0 komentarzy · 4341 czytań ·

Istebna 2006 - 16.09.2006

Dodał(a): Piotr Furmański furman
Ocena: (0)
17 września 2006
Ostatni maraton w sezonie budzi zawsze wiele emocji. Z jednej strony sezon się kończy, klasyfikacja już poustawiana, przychodzi odprężenie, czasem przesyt. Z drugiej strony ochota na solidne zakończenie startów i zaprezentowanie się z dobrej strony.

Tym razem ostatnim maratonem w sezonie była Istebna położona wśród gór Beskidu Śląskiego. Jechałem tutaj już zeszłego roku, gdy mieszając błoto na leśnych ścieżkach pracowicie tworzyliśmy legendę. Dlatego teraz, gdy jechałem z Krakowa na start wiedziałem co mnie czeka. Wokół góry, może nie jakieś masakrycznie wysokie ale dające jasno do zrozumienia, że lekko tutaj nie będzie. Pogoda piękna, cudne widoki, i zapach BenGaya na parkingu. Jak zwykle na start przyjeżdżam już późno i o dobrym miejscu nie ma mowy. Udaje mi się jednak wcisnąć gdzieś w połowie peletonu dzięki kolegom i koleżance z timu.
3 komentarzy · 4227 czytań ·