Artykuły
- Maratony rowerowe i zawody XC 86
- Nasze wyjazdy i treningi 18
- Porady, testy, opinie 13
- Rajdy na orientację i inne zawody 13
- Turystyka krajowa na rowerze 20
- Turystyka piesza 9
- Turystyka zagraniczna na rowerze 32
- Wszystkie 191
Gran Canaria - rozpoznanie.
Ocena:
(0)
15 lutego 2012
Będzie bez wstępu, no prawie. Jedyne co napiszę to, że stolica wyspy nie sprawia dobrego wrażenia. A i dojazd do Play del Ingels nie powala swoją urodą. Ale wiedziałem, że tak będzie, cierpliwie czekałem na okazję aby oddalić się od wybrzeża i zaatakować góry, które wznoszą sie w środku wyspy.
Na pierwszy dzień zaplanowałem w miarę łatwą trasę. Jak się okazało plany, planami, a życie życiem.
Chaszcze chrzęściły pod chyżymi harpaganami
Ocena:
(0)
13 grudnia 2011
"Wśród bagien i mokradeł koryta Wisły czułem się jak bohater filmu akcji salwujący się ucieczką przez dżunglę. I tu był pewien dysonans, bo zadane tempo kłóciło się z chęcią kontemplacji malujących się niskim, ostrym, grudniowym słońcem obrazów. Postanowiłem wracać w te błotne grzęzawiska, uczynić je moimi plenerami" - Versus, o Chaszczoku - śnieżnym biegu z przeszkodami (10.12.2011).
(Dark) Night Roader
Ocena:
(1)
01 grudnia 2011
Tegoroczne Andrzejki postanowiliśmy uczcić – a jakże! – na rowerach. W ostatni dzień listopada, o 19.30 pod smokiem zebrała się grupka zapaleńców – Axi (organizator całego zamieszania), Szbiker (nasza gwiazda TV Polsat), Hinol (na fantastycznym mieszczuchu) i Mandraghora (po raz pierwszy na wyjeździe z wycinakami ;-)). Za chwilkę nadjechał MiśQ i leniwie ruszyliśmy wałami w stronę Tyńca, zgarniając po drodze Versusa i Marcina.
Do Psiej Trawki! Zieloni we chmurze i oparach absurdu na Szpiglasowym Wierchu
Ocena:
(0)
06 listopada 2011
Po wdrapaniu się na Szpiglasowy Wierch ruszyliśmy wygodnym szlakiem do Morskiego Oka. Na chwilę zatrzymał nas Lukcio i wskazał przed siebie. „Tam są Rysy, a tam Mięgusze” - objaśnił. Słuchaliśmy z zaciekawieniem. I tylko MisQ, człowiek małej wiary, dociekał – „Skąd wiesz? Przecież nic nie widać”. Fakt od dwóch godzin bez przerwy poruszaliśmy się w chmurze, a widoczność wynosiła nie wiecej niż 100 metrów. - „A Ty nie potrafisz sobie już niczego wyobrazić?” - odparł Lukcio. Od tej chwili wyobrażaliśmy sobie cudowną panoramę Tatr, przerzucając się nazwami szczytów i przełęczy. To z powodu takich sytuacji na Zielonych wycieczkach często bardziej mnie boli brzuch ze śmiechu niż nogi od wędrówki.
Z Pikujem za Pan Brat.
Ocena:
(2)
05 września 2011
Nagroda pocieszenia. Tak traktowałem ten wyjazd. Tegoroczne plany rowerowe wyglądały inaczej, nie wypaliły, a ten wyjazd miał podnieść moje upadłe morale.
Pikuj kusił od dawna, pamiętam jak dziś, dzień gdy stałem na szczycie Tarnicy w wietrzny majowy dzień i opierałem się porywistym podmuchom wiatru. Był koniec lat 80-tych. Po niebie przewalały się ciemne chmury, pod flanelową koszulą i mokrym od potu bawełnianym podkoszulku czułem dreszcze zimna. Stałem wpatrzony na południowy wschód i obserwowałem rysujące się w oddali sylwetki nieznanych góry. Tam była wtedy „terra incognita” Wydawały się tak blisko, a były tak daleko. Połonina Równa, Pikuj, Borżawa. Znalem te nazwy z literatury górskiej ale znaczyły one dla mnie tylko tyle co niewyraźne kształty wznoszące się w oddali. Wstrząsnął mną kolejny dreszcz zimna gdy lodowaty podmuch wiatru przypomniał o swojej obecności. Pierwsze krople deszczu zmusiły mnie od podniesienia plecaka z aluminiowym stelażem. Grymas na twarzy w chwili gdy zimny podkoszulek zetknął się z plecami i ociągając się, oraz kradnąc ostatnie spojrzenia w dal, pomału zacząłem schodzić do Wołosatego.
Pół Orła, jeden Zawrat i trzy kwaśnice
Ocena:
(0)
24 lipca 2011
Opracowaliśmy cztery techniki pokonywania drogi w dół w Tatrach. Jak wiadomo schodzenie jest kluczowe i trudniejsze niż wchodzenie. Pierwsza technika: najbardziej wydajna to „TIK, TIK, TIK” – precyzyjne drobne kroczki, jak gejsza. Mniej poszanowania w naszej grupie miała technika „ŁUP, ŁUP, ŁUP” – czyli długie susy chwiejące kamiennymi płytami. Po 10 godzinach wędrówki wszyscy stosowaliśmy już tylko technikę „AŁ, AŁ, AŁ” nie pomagał ani ibuprom, ani nowatorskie rozwiązanie Andy`ego czyli schodzenie w skarpetkach. Każdy miał coś naderwanego, przeciążonego lub obtartego. Na szczęście w trakcie całej 13 godzinnej wędrówki nikt nie tracił wysokości metodą „DUP, DUP, DUP”
MTB Trophy 2011 czyli cztery dni stanu podgorączkowego
Ocena:
(0)
03 lipca 2011
Wyjazd na MTB Trophy był dla mnie wyzwaniem zaplanowanym na ten rok. Wyzwaniem dlatego, że na samą myśl o stracie w tych zawodach, się stresowałem. Decyzję podejmowałem w zimie i długi okres pomiędzy decyzją, a startem należało dobrze wykorzystać. Co innego jednodniowe zawody, które jeśli się chce, można ukończyć nawet idąc. Po drugie najczęściej startuję na dystansie mega i jestem zazwyczaj mocno zmęczony, a w tym przypadku każdego dnia czekało nas trasa giga. Cztery dni ścigania to próba charakteru i sprzętu, nawet przy dobrym przygotowaniu.
Opona Rubena Scylla Top Desing
Ocena:
(3)
03 maja 2011
SCYLLA TOP DESIGN - Grey Line / V96 / 54 - 559
Od początku sezonu zabieram się do napisania recenzji moich nowych opon. Ciągle mam wątpliwości, że zrobię to nierzetelnie i niefachowo. Ale skoro od ponad miesiąca jeżdżę na tych oponach i jestem zachwycony to chyba jednak w końcu trafiłem coś co mnie pasuje. Wcześniej jeździłem na Phytonach, Nobby Nic'ach, IRC-Serac'ach, Maxiss-Mobster i Panaracer'ach Smoke. A może nie tylko mnie?
Od początku sezonu zabieram się do napisania recenzji moich nowych opon. Ciągle mam wątpliwości, że zrobię to nierzetelnie i niefachowo. Ale skoro od ponad miesiąca jeżdżę na tych oponach i jestem zachwycony to chyba jednak w końcu trafiłem coś co mnie pasuje. Wcześniej jeździłem na Phytonach, Nobby Nic'ach, IRC-Serac'ach, Maxiss-Mobster i Panaracer'ach Smoke. A może nie tylko mnie?
Dolsk – płasko, szybko i mocno.
Ocena:
(3)
18 kwietnia 2011
Maraton w Dolsku wzbudzał we mnie mieszane odczucia. Zgłoszenia dokonałem dawno, dawno kiedy znudzony zimą nie mogłem doczekać się pierwszych startów i byłem gotów zgodzić się nawet na wyścig na torze. Nadeszła Murowana Goślina, gdzie dobry wynik zapewnił sektor i punkty dla drużyny. Niespełna tydzień później jednak pojawiła się perspektywa kolejnej nużącej i długiej podróży, kosztów i jeszcze nudniejszej trasy....
Czerwone Wierchy dogrywka - 05.03.2011
Ocena:
(0)
11 marca 2011
Dwa tygodnie wcześniej zaplanowaliśmy wycieczkę na Kasprowy i rzeczywiście udało się w końcu tam dotrzeć, ale wcześniej tak przy okazji, zahaczyliśmy o Czerwone Wierchy. Zdobyliśmy Kopę Kondracką, zasmakowaliśmy nawet trochę klimatu tam panującego, ale nie mogliśmy podziwiać całego uroku tego masywu, bo wszystko było okryte zasłoną z chmur. Obiecałem sobie, że w tym roku obowiązkowo muszę wrócić na ten kultowy szlak, ale w planach miałem raczej letnią wycieczkę.








